W Poszukiwaniu Odpowiedniej Formy | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „W poszukiwaniu odpowiedniej formy”

Konferencja we Wrocławiu /​2

4 grudnia 2011  [Instapaper Text] [Readability]

Pod­czas mi­nionej kon­fe­rencji tak byłem za­jęty po­szu­ki­wa­niem od­po­wied­niej formy, że udało mi się na­grać jeszcze tylko dwie krótkie roz­mowy.
 
Da­mian Si­wiasz­czyk


Mag­da­lena Wosik



 

Konferencja we Wrocławiu /​1

24 listopada 2011  [Instapaper Text] [Readability]

Wspo­mi­nałem kilka dni temu o kon­fe­rencji na­ukowej „W po­szu­ki­waniu od­po­wied­niej formy”. Mimo że moż­li­wości jej re­la­cjo­no­wania są ogra­ni­czone, po­sta­no­wiłem w niej uczest­ni­czyć. Nie wszystkie moje za­miary dojdą do skutku, ale część zre­ali­zo­wałem już wczoraj i to w formie dzien­ni­kar­skiej, z którą od bardzo dawna za­mie­rzałem się zmie­rzyć. Proszę po­trak­tować to jaką pierwszą, nie­do­sko­nałą próbę. Na wspólną roz­mowę o książ­kach dla dzieci zgo­dziły się dwie pre­le­gentki pierw­szego dnia kon­fe­rencji: Maria Kulik i Mał­go­rzata Cac­kowska (roz­mowa za­re­je­stro­wana w dwóch czę­ściach).
 
 




 

Embargo

12 listopada 2011  [Instapaper Text] [Readability]

Po­niższe zdanie po­chodzi z ko­re­spon­dencji służ­bowej z or­ga­ni­za­torem kon­fe­rencji na­ukowej «W po­szu­ki­waniu od­po­wied­niej formy» — prze­miłą panią doktor z In­sty­tutu In­for­macji Na­ukowej i Bi­blio­te­ko­znaw­stwa Uni­wer­sy­tetu Wro­cław­skiego, którą — o ile mnie pa­mięć nie myli — kiedyś nawet po­znałem oso­bi­ście (kon­fe­rencja od­bę­dzie się już 2325 li­sto­pada i jak wy­wnio­sko­wałem z ko­re­spon­dencji, są jeszcze miejsca, więc można się zgła­szać):

Sza­nowny Panie,
Rada Pro­gra­mowa od­mó­wiła udzie­lenia Panu akre­dy­tacji prasowej.

Tak więc wszystkim, którzy py­tali, od­po­wiadam z przy­kro­ścią: nie będę mógł jej dla was zre­la­cjo­nować.
 W kon­tek­ście trwa­ją­cego roku He­we­liusza kilka mie­sięcy temu zwró­ciłem się do przed­sta­wi­cieli Bi­blio­teki Gdań­skiej PAN o moż­li­wość po­ka­zania wy­bra­nych he­we­lianów na blogu. Rów­nież spo­tkałem się z od­mową.
 To dwa naj­ja­skrawsze przy­kłady spo­śród więk­szej liczby ta­kich epi­zodów w mojej ko­lekcji. Trudno mi je zin­ter­pre­tować. Praw­do­po­dobnie blog w gło­wach wielu osób wid­nieje bar­dziej jako fa­na­beria niż nor­malne me­dium pra­sowe. Nie każdy bo­wiem sobie zdaje sprawę, że blogi z suk­cesem za­go­spo­da­ro­wały sporą część rynku prasy, a ich au­torzy nie muszą sami sobie pisać „li­stów do re­dakcji” (jak to się zdarza w ga­ze­tach), po­nieważ mają praw­dzi­wych czy­tel­ników, często w dużej liczbie i bardzo ak­tyw­nych.
 Do­wody otwar­tości śro­do­wisk na­uko­wych, dzięki którym po­wstały teksty «Psał­terz z Faddan More» i «Gdański ma­nu­skrypt», nie po­wstrzy­mują mnie jednak od spo­strze­żenia, że ist­nieje ja­kieś na­pięcie między światem na­ukowym, a „światem ze­wnętrznym” — nie­usta­jący lęk, że wszę­dzie czai się pod­stęp, czy­hają na nasze osią­gnięcia. Ta po­dejrz­li­wość pro­wadzi nawet do nad­uży­wania prawa w pań­stwo­wych bi­blio­te­kach — wszystkie mają usta­lone cen­niki za pu­bli­kację w za­leż­ności od na­kładu i prze­zna­czenia — do­kładnie tak jak w przy­padku udzie­lania li­cencji. Tylko że żadna z nich nie jest dys­po­nentem au­tor­skich praw ma­jąt­ko­wych do ar­chi­wi­zo­wa­nego dzieła, po­mi­jając nawet fakt, że myślę o dru­kach, do któ­rych prawa ma­jąt­kowe dawno wygasły.

teczka zamknięta na kłódkę

To na­pięcie kry­sta­li­zuje się w usta­no­wieniu swo­istego em­barga in­for­ma­cyj­nego, wobec któ­rego po­wstaje py­tanie: dla­czego in­sty­tucje kul­tury i nauki blo­kują jej upo­wszech­nianie? Wpraw­dzie można po­wie­dzieć że tylko czę­ściowo, nie­mniej kon­sta­tacja że blo­kują jest we­dług mnie oczy­wista. To nie­po­jęte — kul­tura na­leży do dóbr re­gla­men­to­wa­nych. Żyjemy po­dobno w erze cy­frowej, za­kła­damy in­ter­ne­towe bi­blio­teki, na­wo­łu­jemy do sze­ro­kiego udo­stęp­niania itd., a z dru­giej strony za­zdro­śnie trzy­mamy to wszystko dla siebie. Niech no ktoś tylko za­pra­gnie sko­rzy­stać, zaraz do­stanie po łap­kach.
 Czy pa­mię­tacie awan­turę o fo­to­gra­fo­wanie w mu­zeach? Oka­zało się, że zakaz był nie­słuszny i pla­cówkom mu­ze­alnym nie wolno fo­to­gra­fo­wania za­ka­zywać, ani po­bierać za nie opłat. I tu chyba jest pies po­grze­bany. Pew­ni­kiem chodzi o pieniądze.