Stefan Szczypka | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „Stefan Szczypka”

W dziwnej piwniczce

25 lutego 2011  [Instapaper Text] [Readability]

Oto ni­gdzie nie­pu­bli­ko­wany dotąd tekst, w którym An­drzej To­ma­szewski wy­ja­śnia motyw po­wstania no­wego dzieła — „Sze­lest kart. Bi­blio­grafia sen­ty­men­talna”. Do­stałem go kilka dni temu wraz ze świe­żutką książeczką.

Wy­obrażam sobie, że ty­po­grafka albo ty­po­graf, nie­ustannie wpa­trzeni w ekran mo­ni­tora, wy­łą­czają kom­puter i zmie­rzają do bi­blio­teki albo an­ty­kwa­riatu. Tropią książki po­kryte ku­rzem, bo prze­cież wiedzą, że nie można „wy­go­oglować” faktur żeber­ko­wa­nego pa­pieru, skóry czy płótna oprawy. Ekran nie po­zwala roz­po­znać ko­loru cha­mois, woni in­tro­li­ga­tor­skiego kleju i ro­to­gra­wiu­rowej farby, usły­szeć sze­lestu prze­wra­ca­nych kart. Z mo­ni­tora nie wy­padnie za­su­szony liść, a na mar­gi­nesie nie bę­dzie no­tatki po­przed­niego czy­tel­nika.
 Słu­cham? Że je­stem wa­riatem lub co naj­mniej trzep­niętym w głowę nie­dzi­siej­szym ma­rzy­cielem? Być może, być może.

Andrzej Tomaszewski: „Szelest kart. Bibliografia sentymentalna”, s. 7Andrzej Tomaszewski: „Szelest kart. Biblioteka sentymentalna”, s. 12Andrzej Tomaszewski: „Szelest kart. Biblioteka sentymentalna”, s. 155

Dzieło — książkę o książ­kach, które rów­nież trak­tują o książ­kach — za­cząłem czytać. Zna­la­złem się w bi­blio­tece An­drzeja, który pre­zen­tował mi swoje naj­cie­kawsze i naj­waż­niejsze zbiory. Czy­ta­liśmy, oglą­da­liśmy, dys­ku­to­wa­liśmy. W pewnym mo­mencie po­wie­dział: — Wiesz co? Mu­sisz coś zo­ba­czyć! — i za­brał mnie do piw­niczki. A w piw­niczce nic, tylko ca­lvados. Przy­łożył szpunt, no i się za­częło!
 Przybił, rozlał, a my ga­damy po fran­cusku. Chwilę póź­niej zna­la­złem się w Nowym Jorku, gdzie z Mak­symem oma­wiałem po ro­syjsku jakąś nie­zwykle ważną sprawę. Potem krótki wypad: Delhi, Istambuł, Tbi­lisi, Mo­skwa, Kijów, War­szawa. Śmiałem się Ada­mowi w twarz, że nie kupił książki za dzie­sięć ty­sięcy. Z Hen­ry­kiem oba­lyly my halba, ale szybko, bo zaraz spo­tkanie w Bu­da­peszcie. Tam od Ti­bora żądałem po­prawek. W Ham­burgu po­ma­gałem Pe­te­rowi w opra­co­waniu fontów ob­wie­dnio­wych. Potem ga­niało mnie ZOMO za zry­wanie ru­skich afi­szów. W zruj­no­wanym Wro­cławiu razem z Ro­manem kom­ple­to­wałem sta­rego König‑Bauera. Znów w Księ­stwie War­szaw­skim kryłem się przed carską cen­zurą. Wal­czyłem na fron­tach za wol­ność waszą i naszą… Dość!
 Wró­ciłem do piw­niczki. An­drzej cier­pliwie czekał. — I co? — spytał z uśmie­chem — Po­do­bało się? — Tak. Po­do­bało.
 Jeszcze po szkla­neczce. Po­my­ślałem że trzeba już iść na górę, ale wła­śnie skoń­czyłem czytać i zasnąłem.

Andrzej Tomaszewski: „Szelest kart. Bibliografia sentymentalna”

Spo­dzie­wałem się czego in­nego. Są­dziłem że z cie­ka­wo­ścią prze­czytam tę książkę, a tym­czasem stało się cał­kiem na od­wrót. To ona mnie prze­czy­tała. Ni­czym stara szafa, albo rę­kopis z Sa­ra­gossy, cał­ko­wicie mną za­wład­nęła.
 An­drzeju! Po­zwól, że od czasu do czasu po­jawię się na Ste­gnach, by po­rwać jedną z Twoich uko­cha­nych. Potem zwrócę, obie­cuję, w stanie nie­na­ru­szonym. Szumi — nie — sze­leści mi w głowie. To chyba ten ca­lvados.

In­for­macje wy­dawcy i za­kupy ogme​.pl
Wstęp: Stefan Szczypka
Fo­to­grafie: Marek Ryćko
Re­dakcja: Do­rota Zga­ińska
Pro­jekt au­tora
ISBN9788389236180
ogme​.pl, War­szawa 2011
Format: 125×205 mm, 2+2, 200 stron
Oprawa bro­szu­rowa ze skrzy­deł­kami, 2+0, fo­lio­wana
Na­kład: 500 egz.

Krytycznym okiem

20 listopada 2009  [Instapaper Text] [Readability]

Wspo­mniany w po­przednim ar­ty­kule pro­jekt, pod­dany kry­tyce pod­czas KRAK­Typo, to książka Wer­nera Chro­baka pt. „Brat Eu­sta­chiusz Ku­gler. W drodze na oł­tarze” — bio­grafia ba­war­skiego za­kon­nika, w paź­dzier­niku ogło­szo­nego bło­go­sła­wionym, wy­dana u mnie na zle­cenie bo­ni­fra­trów. Tłu­ma­czenie i re­dakcja trwały dość długo, przede wszystkim ze względu na ko­niecz­ność bardzo da­leko idącej in­ge­rencji w tekst. Książka, oczy­wi­ście, miała mieć cha­rakter okolicznościowy.

okładka 1okładka 4

Pod­stawą pro­jektu jest punkt post­scrip­towy. Zde­cy­do­wałem się na format 45×57 pica, w którym za­sto­so­wałem siatkę 12×12, co daje moduł o wy­mia­rach 45×57 punktów. Mar­gines górny wy­nosi dwa mo­duły, dolny — trzy, we­wnętrzny — dwa, ze­wnętrzny — cztery. Wy­miary ko­lumny: 270×399 punktów, 31 wierszy. Przy­pisy oraz ty­tuły roz­działów zo­stały umiesz­czone poza ko­lumną, w re­zul­tacie po­więk­szając ją i wpro­wa­dzając swo­istą nie­re­gu­lar­ność. Po­wziąłem za­ło­żenie, że żaden z ele­mentów nie może zbliżyć się do kra­wędzi stro­nicy na od­le­głość mniejszą, niż jeden moduł (od tego za­ło­żenia zro­biłem cztery wyjątki).

bek_siatka_1bek_siatka_2bek_siatka_3

W skła­dzie użyłem pism: Mi­nion Pro (tekst główny, czarny), He­lve­tica Neue (przy­pisy, czarne), ITC Avant Garde Go­thic (tytuł książki i ty­tuły roz­działów, bru­nat­no­czer­wone — PMS 187 U).
 Książkę wy­dru­ko­wano na pa­pie­rach: środki — of­f­se­towy 140 g/​m², biały (do­stawca: Igepa), na którym do­dat­kowo po­ło­żono kre­mową aplę, okładka — ozdobny, Ke­ay­ko­lour Kwarc 250 g/​m² (do­stawca: An­talis). Oprawa bro­szu­rowa, kle­jona, 56 stron. Na okładce tło­czenie — fak­sy­mile ty­tu­ło­wego bo­ha­tera. Spójrzmy na rozkładówki.

12–34–5
6–78–910–11
12–1314–1516–17
18–1920–2122–23
24–2526–2728–29
30–3132–3334–35
36–3738–3940–41
42–4344–4546–47
48–4950–5152–53
54–5556

Po­ka­załem tę ksią­żeczkę wszystkim, kry­tykę uzy­skałem od kilku osób, po­zwólcie, że — na ile pa­miętam — przy­wołam tylko cztery z wypowiedzi.

Ro­bert Chwa­łowski
Gdy wziął do ręki, po­kazał palcem na okładkę i powiedział: — Co to ma być? No proszę cię!… — miał na myśli tło­czenie, słabo wi­doczne i ge­ne­ralnie ni z gruchy, ni z pie­truchy. Spo­strzegł też, że ISBN po­jawia się aż w trzech miej­scach: na okładce, stronie re­dak­cyjnej (53) i, nie­po­trzebnie, na stronie czwartej.
 Ko­lejna uwaga do­ty­czyła cyfr w przy­pi­sach. Po­mniej­szyłem je do wiel­kości x, by zbliżyć się kon­wencją do cyfr na­utycz­nych uży­tych w tek­ście głównym, a Ro­bert stwier­dził, że nie­po­trzebnie.
 Źle wy­glą­dają także du­oto­nowe zdjęcia, zro­bione trochę „na siłę”. Ty­tuły roz­działów w innym ko­lorze nie są wy­star­cza­jącym uza­sad­nie­niem do ko­lo­ro­wania zdjęć, tym bar­dziej, że nie wszyst­kich. Po­łożył rów­nież palec na stro­nach 4550: — A to? Co to ma być? Zbyt duża in­ter­linia między ty­tułem, a tek­stem, wy­star­czy­łoby pół wiersza. — Kon­kluzja — Naj­gorsza książka świata.

Ro­bert Oleś
Jego spo­strze­żenia do­ty­czyły głównie mi­kro­ty­po­grafii. Naj­waż­niejsze za­pa­mię­tane przeze mnie, to zła cho­rą­giewka w przy­pi­sach bocz­nych np. na stronie 5 czy 7 (są zbyt obłe), w prze­ci­wień­stwie do 40, gdzie już jest w porządku.

An­drzej To­ma­szewski
Po pierwsze skry­ty­kował spis treści. O listku, który po­jawia się między ty­tułem, a nu­merem strony powiedział: — W tym miejscu, to jest ty­po­gra­ficzny robak — li­stek, jak za­uwa­ży­li­ście na ilu­stra­cjach wyżej, po­jawia się rów­nież w tek­ście głównym, gdzie od­dziela tytuł od treści i tam jest jak naj­bar­dziej na miejscu. Druga bo­lączka, to bardzo nie­jed­no­rodny ma­te­riał ilu­stra­cyjny, który na­le­żało ra­czej ujed­no­licić, niż jeszcze bar­dziej go róż­ni­cować.
 Za­trzymał się rów­nież na stronie tytułowej: — Dlaczego na­zwisko au­tora jest tej samej sze­ro­kości, co słowo „Brat” i dla­czego jest w tym samym stopniu, co „Wro­cław 2009″? — No cóż… nie mam nic na uspra­wie­dli­wienie.
 An­drzej, wbrew wcze­śniej­szym uwagom, skwitował: — Kawał do­brej, ty­po­gra­ficznej ro­boty. — Zna­lazł też jeszcze jedną zaletę: — Zobaczcie. Zo­stawił dwie ostatnie strony puste, bo tak mu wy­szło i nie roz­ciągał na siłę tekstu, żeby je zapełnić.

Stefan Szczypka
Wziął książkę do ręki z naj­wyższą pie­czo­ło­wi­to­ścią. Wła­śnie od niego do­stałem naj­więcej po­chwał, a rów­no­cze­śnie naj­bar­dziej miaż­dżącą kry­tykę. Stwier­dził, że książka może się po­dobać, mimo dużej ilości błędów.
 — Okładka — przez dobór pa­pieru i pro­jekt — robi wra­żenie, że mamy do czy­nienia z dru­kiem uni­ka­towym. Rów­nież we­wnątrz, mimo dość nie­jed­no­znacznej siatki, jest bardzo ele­gancka. — Bardzo dobre wra­żenie zro­biła na nim roz­kła­dówka 1617, na której zdjęcie wy­ła­muje się z siatki, ale w miły dla oka sposób: — I wła­śnie bardzo do­brze, że nie jest do spadu. — Jako prze­ci­wień­stwo po­kazał roz­kła­dówkę 4041, która gdyby tylko mogła za­wierać boczny przypis o tej samej wy­so­kości, co prawa ko­lumna — by­łoby ide­alnie.
 We­dług niego w tego typu (oko­licz­no­ścio­wych) pu­bli­ka­cjach po­winno się unikać po­zo­sta­wiania na końcu wiersza nie tylko słów jed­no­li­te­ro­wych, ale rów­nież dwu– i trzy­li­te­ro­wych, jak „do” czy „dla” po to, by za­chować w wierszu lo­giczną cią­głość.
 Do grub­szych man­ka­mentów na­leży nie­przy­sta­jąca do ca­łości pa­gi­nacja, co szcze­gólnie widać na stro­nach 1844. No wła­śnie, gdybym nie za­po­mniał jej tu usunąć (jak na s. 6), być może nie rzu­ca­łoby się to tak w oczy. Su­ge­ro­wane przez Ste­fana roz­wią­zanie, to od­su­nięcie pa­gi­nacji od ko­lumny i po­więk­szenie jej, być może na­le­żało za­grać też ko­lorem lub krojem.
 Ko­lejne, może nie rzu­ca­jące się w oczy, ale duże błędy zna­lazł w Do­dat­kach. Primo: sposób przed­sta­wienia ty­tu­la­riów mija się z ich pre­zen­tacją w tek­ście, co może być my­lące. Se­cundo: skoro w bi­blio­grafii mamy pod­cięcie, to w na­stę­pu­jącym po nim spisie ilu­stracji też można je było za­sto­sować.
 Jak widać na pod­glą­dach, w tek­ście są trzy­stop­niowe ty­tuły. Pierwszy — Avant Garde, wer­sa­li­kami — wy­su­nięty ponad ko­lumnę, drugi ka­pi­ta­li­kami i trzeci kur­sywą tego sa­mego — Mi­nion — kroju, co tekst główny, od­dzie­lone od niego tylko or­na­mentem z pół­fi­re­to­wymi świa­tłami. Tutaj Stefan za­sta­na­wiał się, czy nie le­piej aka­pity z ty­tułem trze­ciego stopnia rów­nież po­zbawić wcięcia.
 Ostatnie, za­pa­mię­tane przeze mnie roz­wa­żania sku­piały się na stronie ty­tu­łowej, a ści­ślej na pod­ty­tule, który wy­daje się zbyt mocny w sto­sunku do tytułu. — Być może — mówił Stefan — na­le­żało go złożyć ja­kimś małym stop­niem, pi­smem pro­stym, wy­środ­kować, trochę obniżyć…

Tyle mi­strzowie. Za­pewne nie po­wie­dzieli wszyst­kiego, a i ja nie wszystko za­pa­mię­tałem, więc jeśli ktoś jeszcze chciałby za­bawić się w tro­pienie błędów, za­pra­szam do komentarzy.

KKK

12 listopada 2009  [Instapaper Text] [Readability]

W prze­rwie po­między jednym wy­jazdem, a drugim po­zwalam sobie na Krótki Ko­men­tarz do Krak­typo. Wró­ciłem bardzo za­do­wo­lony bo było świetnie w każdej chwili.
 Nieco pe­szyło mnie mniej lub bar­dziej otwarcie oka­zy­wane mi uznanie — pierwszy raz w życiu po­pro­szono mnie o au­to­graf. Z nie­któ­rymi z Was udało się po­roz­ma­wiać oso­bi­ście. Miałem za­szczyt wrę­czyć obie­caną na­grodę Mać­kowi Haud­kowi, który od­po­wia­dając na py­tanie, dla­czego wy­biera się na kon­fe­rencję do­tknął bardzo waż­nego, we­dług mnie, tematu:

Rów­nie ważne jest spo­tka­nie z o­soba­mi po­zna­ny­mi na po­przed­nim spo­tka­niu oraz no­wy­mi, o któ­rych mo­głem je­dy­nie sły­szeć, przeczytać…

To chyba naj­istot­niejsze. Po­wta­rzam, że było świetnie w każdej chwili, nawet gdy nie­którzy od­czu­wali za­kło­po­tanie. Oka­zało się, że wszyscy je­steśmy cał­kiem nor­mal­nymi ludźmi — bardzo Wam dzię­kuję.
 Poza za­dzierz­gnię­ciem zna­jo­mości, po­zo­stały mi dwie pa­miątki: pióro z warsz­tatów ka­li­gra­ficz­nych Hen­ryka Sa­kwerdy i książka An­drzeja pt. Gi­serzy czcionek w Polsce — proszę spoj­rzeć.
at_giserzy_okl
at_giserzy_okl
 Książkę prze­czy­tałem w po­dróży, ale tylko do po­łowy. Na pewno o niej więcej na­piszę, gdy tylko do­stanę peł­niejszy ma­te­riał od Ro­berta Chwa­łow­skiego, być może po­jawi się też szansa na re­pu­bli­kację filmu o Ste­fanie Szczypce, ale na razie nic nie wia­domo.
 Kon­fe­rencja, w której uczest­ni­czy­liśmy, to nie tylko wy­kłady, warsz­taty, pre­zen­tacje czy pa­nele dys­ku­syjne na sali, ale także żywa wy­miana myśli w ku­lu­arach. Wielu z Was do­ku­men­to­wało spo­tkanie fo­to­gra­fując i na­gry­wając. Nie wiem, czy by­łoby to od­po­wiednie, ale może mo­gli­byśmy ten bo­gaty ma­te­riał za­de­mon­strować tutaj? Czekam na mejle z Wa­szymi zdję­ciami, na­gra­niami lub opi­sami.
 Przy okazji ku­lu­aro­wych rozmów o wszystkim, Ro­bert Chwa­łowski za­gadnął mnie o plany zor­ga­ni­zo­wania po­dob­nego wy­da­rzenia we Wro­cławiu. Tak, były takie plany długo, długo przed KRAK­Typo. Stąd py­tanie do Was — czy kon­fe­rencja ty­po­gra­ficzna we Wro­cławiu, to dobry po­mysł? Proszę o wy­po­wiedź w ko­men­tarzu.
 Gdy w Kra­kowie udało mi się już do­rwać do głosu, po­wie­działem, że Stefan Szczypka i An­drzej To­ma­szewski są wcie­le­niem tra­dycji i no­wo­cze­sności za­razem oraz że moż­li­wość spo­tkania ich i wy­słu­chania tego, co mają do po­wie­dzenia była dla mnie naj­większą war­to­ścią AKT-​u, w którym kiedyś uczest­ni­czyłem. W istocie tak jest. Ko­rzy­stając z okazji, pod­dałem więc pod ich kry­tykę jeden z moich ostat­nich pro­jektów. Myślę, że dla ogól­nego dobra mogę ją tu za­cy­tować — przy­go­tuję osobny ar­tykuł.
 Co jeszcze po­do­bało mi się w Kra­kowie? Wy­sta­wione na uli­cach ogromne, piękne i nie­zwykle ma­gne­ty­zu­jące popielniczki.