Archiwa tagu: Stefan Szczypka

W dziwnej piwniczce

Oto nigdzie niepublikowany dotąd tekst, w którym Andrzej Tomaszewski wyjaśnia motyw powstania nowego dzieła — „Szelest kart. Bibliografia sentymentalna”. Dostałem go kilka dni temu wraz ze świeżutką książeczką.

Wyobrażam sobie, że typografka albo typograf, nieustannie wpatrzeni w ekran monitora, wyłączają komputer i zmierzają do biblioteki albo antykwariatu. Tropią książki pokryte kurzem, bo przecież wiedzą, że nie można „wygooglować” faktur żeberkowanego papieru, skóry czy płótna oprawy. Ekran nie pozwala rozpoznać koloru chamois, woni introligatorskiego kleju i rotograwiurowej farby, usłyszeć szelestu przewracanych kart. Z monitora nie wypadnie zasuszony liść, a na marginesie nie będzie notatki poprzedniego czytelnika.
 Słucham? Że jestem wariatem lub co najmniej trzepniętym w głowę niedzisiejszym marzycielem? Być może, być może.

Andrzej Tomaszewski: „Szelest kart. Bibliografia sentymentalna”, s. 7Andrzej Tomaszewski: „Szelest kart. Biblioteka sentymentalna”, s. 12Andrzej Tomaszewski: „Szelest kart. Biblioteka sentymentalna”, s. 155

Dzieło — książkę o książkach, które również traktują o książkach — zacząłem czytać. Znalazłem się w bibliotece Andrzeja, który prezentował mi swoje najciekawsze i najważniejsze zbiory. Czytaliśmy, oglądaliśmy, dyskutowaliśmy. W pewnym momencie powiedział: — Wiesz co? Musisz coś zobaczyć! — i zabrał mnie do piwniczki. A w piwniczce nic, tylko calvados. Przyłożył szpunt, no i się zaczęło!
 Przybił, rozlał, a my gadamy po francusku. Chwilę później znalazłem się w Nowym Jorku, gdzie z Maksymem omawiałem po rosyjsku jakąś niezwykle ważną sprawę. Potem krótki wypad: Delhi, Istambuł, Tbilisi, Moskwa, Kijów, Warszawa. Śmiałem się Adamowi w twarz, że nie kupił książki za dziesięć tysięcy. Z Henrykiem obalyly my halba, ale szybko, bo zaraz spotkanie w Budapeszcie. Tam od Tibora żądałem poprawek. W Hamburgu pomagałem Peterowi w opracowaniu fontów obwiedniowych. Potem ganiało mnie ZOMO za zrywanie ruskich afiszów. W zrujnowanym Wrocławiu razem z Romanem kompletowałem starego König‑Bauera. Znów w Księstwie Warszawskim kryłem się przed carską cenzurą. Walczyłem na frontach za wolność waszą i naszą… Dość!
 Wróciłem do piwniczki. Andrzej cierpliwie czekał. — I co? — spytał z uśmiechem — Podobało się? — Tak. Podobało.
 Jeszcze po szklaneczce. Pomyślałem że trzeba już iść na górę, ale właśnie skończyłem czytać i zasnąłem.

Andrzej Tomaszewski: „Szelest kart. Bibliografia sentymentalna”

Spodziewałem się czego innego. Sądziłem że z ciekawością przeczytam tę książkę, a tymczasem stało się całkiem na odwrót. To ona mnie przeczytała. Niczym stara szafa, albo rękopis z Saragossy, całkowicie mną zawładnęła.
 Andrzeju! Pozwól, że od czasu do czasu pojawię się na Stegnach, by porwać jedną z Twoich ukochanych. Potem zwrócę, obiecuję, w stanie nienaruszonym. Szumi — nie — szeleści mi w głowie. To chyba ten calvados.

Informacje wydawcy i zakupy ogme.pl
Wstęp: Stefan Szczypka
Fotografie: Marek Ryćko
Redakcja: Dorota Zgaińska
Projekt autora
ISBN 978‑83‑89236‑18‑0
ogme.pl, Warszawa 2011
Format: 125×205 mm, 2+2, 200 stron
Oprawa broszurowa ze skrzydełkami, 2+0, foliowana
Nakład: 500 egz.

Krytycznym okiem

Wspomniany w poprzednim artykule projekt, poddany krytyce podczas KRAKTypo, to książka Wernera Chrobaka pt. „Brat Eustachiusz Kugler. W drodze na ołtarze” — biografia bawarskiego zakonnika, w październiku ogłoszonego błogosławionym, wydana u mnie na zlecenie bonifratrów. Tłumaczenie i redakcja trwały dość długo, przede wszystkim ze względu na konieczność bardzo daleko idącej ingerencji w tekst. Książka, oczywiście, miała mieć charakter okolicznościowy.

okładka 1okładka 4

 Podstawą projektu jest punkt postscriptowy. Zdecydowałem się na format 45×57 pica, w którym zastosowałem siatkę 12×12, co daje moduł o wymiarach 45×57 punktów. Margines górny wynosi dwa moduły, dolny — trzy, wewnętrzny — dwa, zewnętrzny — cztery. Wymiary kolumny: 270×399 punktów, 31 wierszy. Przypisy oraz tytuły rozdziałów zostały umieszczone poza kolumną, w rezultacie powiększając ją i wprowadzając swoistą nieregularność. Powziąłem założenie, że żaden z elementów nie może zbliżyć się do krawędzi stronicy na odległość mniejszą, niż jeden moduł (od tego założenia zrobiłem cztery wyjątki).

bek_siatka_1bek_siatka_2bek_siatka_3

 W składzie użyłem pism: Minion Pro (tekst główny, czarny), Helvetica Neue (przypisy, czarne), ITC Avant Garde Gothic (tytuł książki i tytuły rozdziałów, brunatnoczerwone — PMS 187 U).
 Książkę wydrukowano na papierach: środki — offsetowy 140 g/m², biały (dostawca: Igepa), na którym dodatkowo położono kremową aplę, okładka — ozdobny, Keaykolour Kwarc 250 g/m² (dostawca: Antalis). Oprawa broszurowa, klejona, 56 stron. Na okładce tłoczenie — faksymile tytułowego bohatera. Spójrzmy na rozkładówki.

12–34–5
6–78–910–11
12–1314–1516–17
18–1920–2122–23
24–2526–2728–29
30–3132–3334–35
36–3738–3940–41
42–4344–4546–47
48–4950–5152–53
54–5556

 Pokazałem tę książeczkę wszystkim, krytykę uzyskałem od kilku osób, pozwólcie, że — na ile pamiętam — przywołam tylko cztery z wypowiedzi.

Robert Chwałowski
Gdy wziął do ręki, pokazał palcem na okładkę i powiedział: — Co to ma być? No proszę cię!… — miał na myśli tłoczenie, słabo widoczne i generalnie ni z gruchy, ni z pietruchy. Spostrzegł też, że ISBN pojawia się aż w trzech miejscach: na okładce, stronie redakcyjnej (53) i, niepotrzebnie, na stronie czwartej.
 Kolejna uwaga dotyczyła cyfr w przypisach. Pomniejszyłem je do wielkości x, by zbliżyć się konwencją do cyfr nautycznych użytych w tekście głównym, a Robert stwierdził, że niepotrzebnie.
 Źle wyglądają także duotonowe zdjęcia, zrobione trochę „na siłę”. Tytuły rozdziałów w innym kolorze nie są wystarczającym uzasadnieniem do kolorowania zdjęć, tym bardziej, że nie wszystkich. Położył również palec na stronach 45–50: — A to? Co to ma być? Zbyt duża interlinia między tytułem, a tekstem, wystarczyłoby pół wiersza. — Konkluzja — Najgorsza książka świata.

Robert Oleś
Jego spostrzeżenia dotyczyły głównie mikrotypografii. Najważniejsze zapamiętane przeze mnie, to zła chorągiewka w przypisach bocznych np. na stronie 5 czy 7 (są zbyt obłe), w przeciwieństwie do 40, gdzie już jest w porządku.

Andrzej Tomaszewski
Po pierwsze skrytykował spis treści. O listku, który pojawia się między tytułem, a numerem strony powiedział: — W tym miejscu, to jest typograficzny robak — listek, jak zauważyliście na ilustracjach wyżej, pojawia się również w tekście głównym, gdzie oddziela tytuł od treści i tam jest jak najbardziej na miejscu. Druga bolączka, to bardzo niejednorodny materiał ilustracyjny, który należało raczej ujednolicić, niż jeszcze bardziej go różnicować.
 Zatrzymał się również na stronie tytułowej: — Dlaczego nazwisko autora jest tej samej szerokości, co słowo „Brat” i dlaczego jest w tym samym stopniu, co „Wrocław 2009”? — No cóż… nie mam nic na usprawiedliwienie.
 Andrzej, wbrew wcześniejszym uwagom, skwitował: — Kawał dobrej, typograficznej roboty. — Znalazł też jeszcze jedną zaletę: — Zobaczcie. Zostawił dwie ostatnie strony puste, bo tak mu wyszło i nie rozciągał na siłę tekstu, żeby je zapełnić.

Stefan Szczypka
Wziął książkę do ręki z najwyższą pieczołowitością. Właśnie od niego dostałem najwięcej pochwał, a równocześnie najbardziej miażdżącą krytykę. Stwierdził, że książka może się podobać, mimo dużej ilości błędów.
 — Okładka — przez dobór papieru i projekt — robi wrażenie, że mamy do czynienia z drukiem unikatowym. Również wewnątrz, mimo dość niejednoznacznej siatki, jest bardzo elegancka. — Bardzo dobre wrażenie zrobiła na nim rozkładówka 16–17, na której zdjęcie wyłamuje się z siatki, ale w miły dla oka sposób: — I właśnie bardzo dobrze, że nie jest do spadu. — Jako przeciwieństwo pokazał rozkładówkę 40–41, która gdyby tylko mogła zawierać boczny przypis o tej samej wysokości, co prawa kolumna — byłoby idealnie.
 Według niego w tego typu (okolicznościowych) publikacjach powinno się unikać pozostawiania na końcu wiersza nie tylko słów jednoliterowych, ale również dwu- i trzyliterowych, jak „do” czy „dla” po to, by zachować w wierszu logiczną ciągłość.
 Do grubszych mankamentów należy nieprzystająca do całości paginacja, co szczególnie widać na stronach 18 i 44. No właśnie, gdybym nie zapomniał jej tu usunąć (jak na s. 6), być może nie rzucałoby się to tak w oczy. Sugerowane przez Stefana rozwiązanie, to odsunięcie paginacji od kolumny i powiększenie jej, być może należało zagrać też kolorem lub krojem.
 Kolejne, może nie rzucające się w oczy, ale duże błędy znalazł w Dodatkach. Primo: sposób przedstawienia tytulariów mija się z ich prezentacją w tekście, co może być mylące. Secundo: skoro w bibliografii mamy podcięcie, to w następującym po nim spisie ilustracji też można je było zastosować.
 Jak widać na podglądach, w tekście są trzystopniowe tytuły. Pierwszy — Avant Garde, wersalikami — wysunięty ponad kolumnę, drugi kapitalikami i trzeci kursywą tego samego — Minion — kroju, co tekst główny, oddzielone od niego tylko ornamentem z półfiretowymi światłami. Tutaj Stefan zastanawiał się, czy nie lepiej akapity z tytułem trzeciego stopnia również pozbawić wcięcia.
 Ostatnie, zapamiętane przeze mnie rozważania skupiały się na stronie tytułowej, a ściślej na podtytule, który wydaje się zbyt mocny w stosunku do tytułu. — Być może — mówił Stefan — należało go złożyć jakimś małym stopniem, pismem prostym, wyśrodkować, trochę obniżyć…

Tyle mistrzowie. Zapewne nie powiedzieli wszystkiego, a i ja nie wszystko zapamiętałem, więc jeśli ktoś jeszcze chciałby zabawić się w tropienie błędów, zapraszam do komentarzy.

KKK

W przerwie pomiędzy jednym wyjazdem, a drugim pozwalam sobie na Krótki Komentarz do Kraktypo. Wróciłem bardzo zadowolony bo było świetnie w każdej chwili.
 Nieco peszyło mnie mniej lub bardziej otwarcie okazywane mi uznanie — pierwszy raz w życiu poproszono mnie o autograf. Z niektórymi z Was udało się porozmawiać osobiście. Miałem zaszczyt wręczyć obiecaną nagrodę Maćkowi Haudkowi, który odpowiadając na pytanie, dlaczego wybiera się na konferencję dotknął bardzo ważnego, według mnie, tematu:

Rów­nie ważne jest spo­tka­nie z o­soba­mi po­zna­ny­mi na po­przed­nim spo­tka­niu oraz no­wy­mi, o któ­rych mo­głem je­dy­nie sły­szeć, prze­czy­tać…

To chyba najistotniejsze. Powtarzam, że było świetnie w każdej chwili, nawet gdy niektórzy odczuwali zakłopotanie. Okazało się, że wszyscy jesteśmy całkiem normalnymi ludźmi — bardzo Wam dziękuję.
 Poza zadzierzgnięciem znajomości, pozostały mi dwie pamiątki: pióro z warsztatów kaligraficznych Henryka Sakwerdy i książka Andrzeja pt. Giserzy czcionek w Polsce — proszę spojrzeć.
at_giserzy_okl
at_giserzy_okl
 Książkę przeczytałem w podróży, ale tylko do połowy. Na pewno o niej więcej napiszę, gdy tylko dostanę pełniejszy materiał od Roberta Chwałowskiego, być może pojawi się też szansa na republikację filmu o Stefanie Szczypce, ale na razie nic nie wiadomo.
 Konferencja, w której uczestniczyliśmy, to nie tylko wykłady, warsztaty, prezentacje czy panele dyskusyjne na sali, ale także żywa wymiana myśli w kuluarach. Wielu z Was dokumentowało spotkanie fotografując i nagrywając. Nie wiem, czy byłoby to odpowiednie, ale może moglibyśmy ten bogaty materiał zademonstrować tutaj? Czekam na mejle z Waszymi zdjęciami, nagraniami lub opisami.
 Przy okazji kuluarowych rozmów o wszystkim, Robert Chwałowski zagadnął mnie o plany zorganizowania podobnego wydarzenia we Wrocławiu. Tak, były takie plany długo, długo przed KRAKTypo. Stąd pytanie do Was — czy konferencja typograficzna we Wrocławiu, to dobry pomysł? Proszę o wypowiedź w komentarzu.
 Gdy w Krakowie udało mi się już dorwać do głosu, powiedziałem, że Stefan Szczypka i Andrzej Tomaszewski są wcieleniem tradycji i nowoczesności zarazem oraz że możliwość spotkania ich i wysłuchania tego, co mają do powiedzenia była dla mnie największą wartością AKT-u, w którym kiedyś uczestniczyłem. W istocie tak jest. Korzystając z okazji, poddałem więc pod ich krytykę jeden z moich ostatnich projektów. Myślę, że dla ogólnego dobra mogę ją tu zacytować — przygotuję osobny artykuł.
 Co jeszcze podobało mi się w Krakowie? Wystawione na ulicach ogromne, piękne i niezwykle magnetyzujące popielniczki.