Archiwa tagu: słownik

Angielsko-polski słownik terminów poligraficznych

Dotarł do mnie przedwczoraj, dzięki uprzejmości Andrzeja Tomaszewskiego. Tytuł nie do końca odzwierciedla jego charakter. Pierwsza część — Słownik angielsko-polski — zawiera nie tylko translację, ale również leksykonowe wyjaśnienie omawianych terminów. W drugiej części znajduje się Indeks polsko-angielski, przygotowany na kształt zwykłego dwujęzycznego słownika. Takie połączenie nadaje publikacji uniwersalny charakter, można ją wykorzystywać po prostu jako źródło wiedzy w języku polskim.
 Książkę stworzyli autorzy zawodowo związani z COBRPP lub Politechniką Warszawską. Wydawca — Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Poligraficznego — kieruje słownik do szerokiego grona odbiorców, z różnych racji zainteresowanych współczesną poligrafią. Osiemdziesiąt zł za 264 strony unikatowej wiedzy to chyba niewiele.

Angielsko-polski słownik terminów poligraficznych

 Twarda oprawa, nie za duży format czynią ją dość wygodną w użyciu. Jest również bardzo lekka, co można by potraktować jako zaletę, ale ja upatrywałbym tu wady. Niewielką masę książki uzyskano przy zastosowaniu papieru objętościowego (i niestety, drzewnego!) o niskiej gramaturze i bardzo wysokim spulchnieniu. Papiery drzewne są znacznie mniej trwałe, a przecież książka, ze względu na swój charakter, będzie zapewne w częstym użyciu.
 Wiedza zawarta w tym wydawnictwie nie tylko pomaga w porozumieniu z drukarzami na poziomie językowym, ale daje podstawy do zrozumienia procesów technologicznych. Nawet takie pobieżne zderzenie z poligrafią, każdego projektanta trochę „cywilizuje”. Gorąco polecam.

Więcej
Informacje wydawcy i zakupy www.cobrpp.com.pl
Autorzy: Grażyna Czech, Tomasz Dąbrowa, Jacek Hamerliński, Jan Kowalczyk, Leszek Markowski [red. prowadzący], Przemysław Śleboda, Andrzej Tomaszewski, Joanna Wasilewska, Leonard Cichocki
ISBN 978-83-930699-0-3
Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Poligraficznego
Warszawa 2010, wydanie pierwsze
Format bloku A5, 1+1, 264 strony
Papier Ecco-Book 70 g/m², vol. 2,0
Oprawa twarda, całopapierowa, laminowana, 4+0

Analfabetyzm, jakież to dizajnerskie!

Coraz częściej napotykam, w internetowych wypowiedziach osób zajmujących się projektowaniem, różne językowe śmieci. Ostatnio zwaliły mnie z nóg słówka: owy i styli. Wydaje się że owy, to próba połączenia rosyjskiej wersji оный [onyj] z żeńską formą owa. Prawidłowo powinno być ów. Jeśli chodzi o drugie — dopełniacz liczby mnogiej słowa styl przybiera formę stylów.
 Zachodzę w głowę, skąd w dzisiejszych czasach biorą się takie błędy? Przecież każde oprogramowanie, wykorzystywane do pracy z tekstem jest wyposażone w słownik do sprawdzania pisowni — skoro nawet w tej chwili oba błędne słówka mam podkreślone na czerwono, to ich upartego stosowania nie da się usprawiedliwić niewiedzą. Lekceważenie swoich czytelników, niedbalstwo czy głupota?
 Od jakiegoś czasu leży mi na wątrobie słownik języka polskiego, który dołączany do programów łamiących, sprawdzałby pisownię (lepiej, niż powszechnie używane) oraz dzielenie wyrazów. Dzielenie wyrazów to bolączka większości współczesnych publikacji, również niniejszego blogu. Zazwyczaj realizuje się wyłącznie fonetyczne — zgodnie z sylabami — zamiast przede wszystkim morfologiczne — według podziałów znaczeniowych.
 Jan Tschichold w swoich zaleceniach dopuszczał zlekceważenie zasad dzielenia, aby utrzymać szarość kolumny — w wąskim łamie można dopuścić dzielenie fonetyczne lub nawet złamać to kryterium i dzielić nieprawidłowo — jednak w większości książkowych akapitów nie zachodzi taka potrzeba. Ze smutkiem obserwuję, że wiedza na temat dzielenia wyrazów jest dzisiaj trochę przykurzona. Czy rzeczywiście jej potrzebujemy i chcemy z niej korzystać? Gdy obserwuję mnogość błędów ortograficznych, fleksyjnych czy polskie teksty bez znaków diakrytycznych, to drżę. Nie wiem, czy warto podejmować wysiłek stworzenia kolejnego słownika, który nawet gdy okaże się dobry, zapewne pozostanie taki sam dla siebie.
 Wielu łamaczy, składaczy, projektantów jest zaprawdę nieomylnych. Ich niepodważalna wiedza wystarcza, po co słownik? Niestety, gdy ujawnia się ich analfabetyzm, nie wszyscy wiedzą kiedy się zaśmiać — jakież to dizajnerskie!