Robert Oleś | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „Robert Oleś”

…i żeby się sama czytała

10 stycznia 2010  [Instapaper Text] [Readability]

Książka ide­alna? Musi do­brze leżeć w ręce, łatwo się otwierać, kartki mo­głyby się ob­racać po de­li­katnym mu­śnięciu palcem, po­winna być lekka i miła w do­tyku, ko­niecznie ładna, no i żeby się sama czy­tała.
 Kto jeszcze, oprócz mnie, chce taką książkę? „Detal w ty­po­grafii” Josta Ho­chu­liego sam się nie czyta. Trzeba w niego włożyć nieco wy­siłku. Rytm, na­rzu­cany przez au­tora, po­cząt­kowo wy­daje się obcy, ale jest przy­swa­jalny. Po kilku stro­ni­cach można po­czuć się nawet współ­twórcą książki.
 Nie chcę okradać czy­tel­ników z dzie­wi­czej in­tym­ności ob­co­wania z tą ksią­żeczką — ko­niecznie trzeba ją prze­czytać! — po­nieważ sprawia ono dużą przy­jem­ność. Ho­chuli przed­stawia w niej tra­dycję na sposób awan­gar­dowy, tak, że nawet chcąc pod­ważyć jego twier­dzenia, po­zo­sta­jemy z nim w zgo­dzie. W po­dobnym duchu wy­po­wie­dział się mój ko­lega, po­li­graf, na temat oprawy — Miękka, ale twarda. — Ciekaw je­stem, jakie za­lety znajdą inni czy­tel­nicy.
 Kiedy rok temu padła za­po­wiedź wy­dania, za­sta­na­wiałem się — oglą­dając an­gielską i szwaj­carską okładkę — jak Ro­bert Oleś po­radzi sobie z jej polską wersją. Czy słowo „w” spadnie do dru­giego wiersza, czy też po­zo­stanie razem ze słowem „Detal”? Czy w „ty­po­grafii” bę­dzie li­ga­tura „fii”, czy nie bę­dzie? Ten pro­jekt zo­stał chyba jednak trochę spłasz­czony — po­zba­wiony bau­hau­sow­skiego pa­zura — „w” spadło do ko­lej­nego wiersza, a za­miast li­ga­tury (bądź jej braku) po­ja­wiło się coś po­śred­niego — li­ga­tura „fi” z do­danym śmiesznym „i”.
 Pierwsze pol­skie wy­danie Josta Ho­chu­liego jest nie tylko źró­dłem po­rządnej wiedzy o mi­kro­ty­po­grafii, ale też świetną pod­stawą do dys­kusji i sporów między prak­ty­kami. Jeśli komu wola, niech głośno komentuje.

In­for­macje i za­kupy w d2d​.pl

Krytycznym okiem

20 listopada 2009  [Instapaper Text] [Readability]

Wspo­mniany w po­przednim ar­ty­kule pro­jekt, pod­dany kry­tyce pod­czas KRAK­Typo, to książka Wer­nera Chro­baka pt. „Brat Eu­sta­chiusz Ku­gler. W drodze na oł­tarze” — bio­grafia ba­war­skiego za­kon­nika, w paź­dzier­niku ogło­szo­nego bło­go­sła­wionym, wy­dana u mnie na zle­cenie bo­ni­fra­trów. Tłu­ma­czenie i re­dakcja trwały dość długo, przede wszystkim ze względu na ko­niecz­ność bardzo da­leko idącej in­ge­rencji w tekst. Książka, oczy­wi­ście, miała mieć cha­rakter okolicznościowy.

okładka 1okładka 4

Pod­stawą pro­jektu jest punkt post­scrip­towy. Zde­cy­do­wałem się na format 45×57 pica, w którym za­sto­so­wałem siatkę 12×12, co daje moduł o wy­mia­rach 45×57 punktów. Mar­gines górny wy­nosi dwa mo­duły, dolny — trzy, we­wnętrzny — dwa, ze­wnętrzny — cztery. Wy­miary ko­lumny: 270×399 punktów, 31 wierszy. Przy­pisy oraz ty­tuły roz­działów zo­stały umiesz­czone poza ko­lumną, w re­zul­tacie po­więk­szając ją i wpro­wa­dzając swo­istą nie­re­gu­lar­ność. Po­wziąłem za­ło­żenie, że żaden z ele­mentów nie może zbliżyć się do kra­wędzi stro­nicy na od­le­głość mniejszą, niż jeden moduł (od tego za­ło­żenia zro­biłem cztery wyjątki).

bek_siatka_1bek_siatka_2bek_siatka_3

W skła­dzie użyłem pism: Mi­nion Pro (tekst główny, czarny), He­lve­tica Neue (przy­pisy, czarne), ITC Avant Garde Go­thic (tytuł książki i ty­tuły roz­działów, bru­nat­no­czer­wone — PMS 187 U).
 Książkę wy­dru­ko­wano na pa­pie­rach: środki — of­f­se­towy 140 g/​m², biały (do­stawca: Igepa), na którym do­dat­kowo po­ło­żono kre­mową aplę, okładka — ozdobny, Ke­ay­ko­lour Kwarc 250 g/​m² (do­stawca: An­talis). Oprawa bro­szu­rowa, kle­jona, 56 stron. Na okładce tło­czenie — fak­sy­mile ty­tu­ło­wego bo­ha­tera. Spójrzmy na rozkładówki.

12–34–5
6–78–910–11
12–1314–1516–17
18–1920–2122–23
24–2526–2728–29
30–3132–3334–35
36–3738–3940–41
42–4344–4546–47
48–4950–5152–53
54–5556

Po­ka­załem tę ksią­żeczkę wszystkim, kry­tykę uzy­skałem od kilku osób, po­zwólcie, że — na ile pa­miętam — przy­wołam tylko cztery z wypowiedzi.

Ro­bert Chwa­łowski
Gdy wziął do ręki, po­kazał palcem na okładkę i powiedział: — Co to ma być? No proszę cię!… — miał na myśli tło­czenie, słabo wi­doczne i ge­ne­ralnie ni z gruchy, ni z pie­truchy. Spo­strzegł też, że ISBN po­jawia się aż w trzech miej­scach: na okładce, stronie re­dak­cyjnej (53) i, nie­po­trzebnie, na stronie czwartej.
 Ko­lejna uwaga do­ty­czyła cyfr w przy­pi­sach. Po­mniej­szyłem je do wiel­kości x, by zbliżyć się kon­wencją do cyfr na­utycz­nych uży­tych w tek­ście głównym, a Ro­bert stwier­dził, że nie­po­trzebnie.
 Źle wy­glą­dają także du­oto­nowe zdjęcia, zro­bione trochę „na siłę”. Ty­tuły roz­działów w innym ko­lorze nie są wy­star­cza­jącym uza­sad­nie­niem do ko­lo­ro­wania zdjęć, tym bar­dziej, że nie wszyst­kich. Po­łożył rów­nież palec na stro­nach 4550: — A to? Co to ma być? Zbyt duża in­ter­linia między ty­tułem, a tek­stem, wy­star­czy­łoby pół wiersza. — Kon­kluzja — Naj­gorsza książka świata.

Ro­bert Oleś
Jego spo­strze­żenia do­ty­czyły głównie mi­kro­ty­po­grafii. Naj­waż­niejsze za­pa­mię­tane przeze mnie, to zła cho­rą­giewka w przy­pi­sach bocz­nych np. na stronie 5 czy 7 (są zbyt obłe), w prze­ci­wień­stwie do 40, gdzie już jest w porządku.

An­drzej To­ma­szewski
Po pierwsze skry­ty­kował spis treści. O listku, który po­jawia się między ty­tułem, a nu­merem strony powiedział: — W tym miejscu, to jest ty­po­gra­ficzny robak — li­stek, jak za­uwa­ży­li­ście na ilu­stra­cjach wyżej, po­jawia się rów­nież w tek­ście głównym, gdzie od­dziela tytuł od treści i tam jest jak naj­bar­dziej na miejscu. Druga bo­lączka, to bardzo nie­jed­no­rodny ma­te­riał ilu­stra­cyjny, który na­le­żało ra­czej ujed­no­licić, niż jeszcze bar­dziej go róż­ni­cować.
 Za­trzymał się rów­nież na stronie tytułowej: — Dlaczego na­zwisko au­tora jest tej samej sze­ro­kości, co słowo „Brat” i dla­czego jest w tym samym stopniu, co „Wro­cław 2009″? — No cóż… nie mam nic na uspra­wie­dli­wienie.
 An­drzej, wbrew wcze­śniej­szym uwagom, skwitował: — Kawał do­brej, ty­po­gra­ficznej ro­boty. — Zna­lazł też jeszcze jedną zaletę: — Zobaczcie. Zo­stawił dwie ostatnie strony puste, bo tak mu wy­szło i nie roz­ciągał na siłę tekstu, żeby je zapełnić.

Stefan Szczypka
Wziął książkę do ręki z naj­wyższą pie­czo­ło­wi­to­ścią. Wła­śnie od niego do­stałem naj­więcej po­chwał, a rów­no­cze­śnie naj­bar­dziej miaż­dżącą kry­tykę. Stwier­dził, że książka może się po­dobać, mimo dużej ilości błędów.
 — Okładka — przez dobór pa­pieru i pro­jekt — robi wra­żenie, że mamy do czy­nienia z dru­kiem uni­ka­towym. Rów­nież we­wnątrz, mimo dość nie­jed­no­znacznej siatki, jest bardzo ele­gancka. — Bardzo dobre wra­żenie zro­biła na nim roz­kła­dówka 1617, na której zdjęcie wy­ła­muje się z siatki, ale w miły dla oka sposób: — I wła­śnie bardzo do­brze, że nie jest do spadu. — Jako prze­ci­wień­stwo po­kazał roz­kła­dówkę 4041, która gdyby tylko mogła za­wierać boczny przypis o tej samej wy­so­kości, co prawa ko­lumna — by­łoby ide­alnie.
 We­dług niego w tego typu (oko­licz­no­ścio­wych) pu­bli­ka­cjach po­winno się unikać po­zo­sta­wiania na końcu wiersza nie tylko słów jed­no­li­te­ro­wych, ale rów­nież dwu– i trzy­li­te­ro­wych, jak „do” czy „dla” po to, by za­chować w wierszu lo­giczną cią­głość.
 Do grub­szych man­ka­mentów na­leży nie­przy­sta­jąca do ca­łości pa­gi­nacja, co szcze­gólnie widać na stro­nach 1844. No wła­śnie, gdybym nie za­po­mniał jej tu usunąć (jak na s. 6), być może nie rzu­ca­łoby się to tak w oczy. Su­ge­ro­wane przez Ste­fana roz­wią­zanie, to od­su­nięcie pa­gi­nacji od ko­lumny i po­więk­szenie jej, być może na­le­żało za­grać też ko­lorem lub krojem.
 Ko­lejne, może nie rzu­ca­jące się w oczy, ale duże błędy zna­lazł w Do­dat­kach. Primo: sposób przed­sta­wienia ty­tu­la­riów mija się z ich pre­zen­tacją w tek­ście, co może być my­lące. Se­cundo: skoro w bi­blio­grafii mamy pod­cięcie, to w na­stę­pu­jącym po nim spisie ilu­stracji też można je było za­sto­sować.
 Jak widać na pod­glą­dach, w tek­ście są trzy­stop­niowe ty­tuły. Pierwszy — Avant Garde, wer­sa­li­kami — wy­su­nięty ponad ko­lumnę, drugi ka­pi­ta­li­kami i trzeci kur­sywą tego sa­mego — Mi­nion — kroju, co tekst główny, od­dzie­lone od niego tylko or­na­mentem z pół­fi­re­to­wymi świa­tłami. Tutaj Stefan za­sta­na­wiał się, czy nie le­piej aka­pity z ty­tułem trze­ciego stopnia rów­nież po­zbawić wcięcia.
 Ostatnie, za­pa­mię­tane przeze mnie roz­wa­żania sku­piały się na stronie ty­tu­łowej, a ści­ślej na pod­ty­tule, który wy­daje się zbyt mocny w sto­sunku do tytułu. — Być może — mówił Stefan — na­le­żało go złożyć ja­kimś małym stop­niem, pi­smem pro­stym, wy­środ­kować, trochę obniżyć…

Tyle mi­strzowie. Za­pewne nie po­wie­dzieli wszyst­kiego, a i ja nie wszystko za­pa­mię­tałem, więc jeśli ktoś jeszcze chciałby za­bawić się w tro­pienie błędów, za­pra­szam do komentarzy.

Módlmy się!

28 października 2009  [Instapaper Text] [Readability]

Jeśli się mo­dlić, to tylko w Kra­kowie. Nie­cały rok temu od­były się pierwsze Kra­kow­skie Re­ko­lekcje Aka­de­mic­kiego Kursu Ty­po­grafii (KRAK­Typo). W za­myśle miały być spo­tka­niem ab­sol­wentów i wy­kła­dowców AKT-​u, choć nie za za­mknię­tymi drzwiami. Dziś KRAK­Typo staje się ważną, fa­chową kon­fe­rencją otwartą dla wszyst­kich chęt­nych.
 Je­dziemy do Kra­kowa? Ko­niecznie. Cie­kawy pro­gram i nieźli pre­le­genci — po­jawią się: To­masz Bier­kowski, Ro­bert Chwa­łowski, Łukasz Dzie­dzic, Artur Fran­kowski, Marcin Front­czak, Jo­anna Górska, Woj­ciech Ja­nicki, Ma­rian Ka­sprzycki, Krzysztof Koch­no­wicz, Ro­bert Oleś, Fran­ci­szek Otto, Henryk Sa­kwerda, Ewa Sa­ta­lecka, Piotr Sier­żęga, Jerzy Skakun, Stefan Szczypka, An­drzej To­ma­szewski.
 Kilka dni temu za­mknięto re­je­strację na stronie in­ter­ne­towej — zgło­siła się już mak­sy­malna ilość uczest­ników. Gdyby jednak ktoś był zde­ter­mi­no­wany, pro­po­nuję na­pisać do or­ga­ni­za­torów.
 Żeby była ja­sność — ja też się wy­bieram. Mam nie­od­parte wra­żenie, że spo­tkam w Kra­kowie co naj­mniej kilku z Was. Po­my­ślałem sobie, że skoro KRAK­Typo ogłasza kon­kurs na plakat, to i ja jakiś mógłbym ogłosić. Niech to bę­dzie con­fessio, jak na re­ko­lekcje przy­stało. Osoby, które na­piszą w ko­men­tarzu do po­wyż­szego ar­ty­kułu, dla­czego wy­bie­rają się na KRAK­Typo, wezmą udział w lo­so­waniu na­gród pod­czas kon­fe­rencji. Wśród na­gród znajdą się… albo niech to bę­dzie nie­spo­dzianka. I pa­mię­tajcie — nie­obecni nie mają racji.

Strona in­ter­ne­towa kon­fe­rencji
www​.krak​typo​.pl