Rewizorka | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „rewizorka”

Najniższa stawka

3 września 2010  [Instapaper Text] [Readability]

Autor, re­daktor, re­daktor tech­niczny, łamacz, ko­rektor, dru­karz, in­tro­li­gator, księ­garz — tyle osób pra­cuje nad książką, zanim do­trze ona do czy­tel­nika. Po drodze może być jeszcze tłu­macz, ilu­strator, fo­to­graf i kilku in­nych pro­fe­sjo­na­li­stów. Jeśli każdy z nich do­brze wy­kona swoją ro­botę, na półce stanie dobra książka.
 Autor pisze bzdety, bo tego po­dobno chce czy­telnik, a na pewno wy­dawca. Re­daktor ze wstydu po­prawia pod pseu­do­nimem, a w po­śpiechu czyta co drugą stronę. Tech­niczny zo­stał zwol­niony, bo prze­cież nie był po­trzebny. Książki nie trzeba pro­jek­tować — wy­starczy ją złamać, zajmie się tym stu­dent in­for­ma­tyki. Łamanie zresztą nie jest trudne, wy­starczy wlać tekst w ramki i zrobić z tego pe­deefa. Ko­rek­torka, stu­dentka po­lo­ni­styki, znaj­duje błędy or­to­gra­ficzne na co dru­giej stronie, in­nymi się nie przej­muje, a praw­do­po­dobnie nawet o nich nie wie. Dru­karz, po­ga­niany przez szefa, spieszy się jak tylko może — pa­gi­nacja się nie zgadza? jak przy­go­to­wali, tak będą mieli! W in­tro­li­ga­torni oka­zuje się, że nie można do­brze oprawić, bo źle wy­dru­ko­wano, ale to nie wina in­tro­li­ga­tora, więc oprawia. Księ­garz do­staje go­tową książkę w dwóch eg­zem­pla­rzach, z nie­okre­ślonym ter­minem płat­ności i prawem zwrotu.
 Nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Czy to dla­tego za­miast książek mamy tyle ma­ku­la­tury? Skąd w prze­myśle wy­daw­ni­czym tak wielu nie­kom­pe­tent­nych ludzi? Ano z łapanki. Kto bę­dzie pra­cował za 13 pensji? No­wi­cjusz albo de­sperat.
 Już od wielu lat nie ist­nieją etaty, bez któ­rych kiedyś nie wy­obra­żano sobie pro­cesu wy­daw­ni­czego. W wy­daw­nic­twach książ­ko­wych re­daktor tech­niczny jest jak di­no­zaur. A czy ktoś wi­dział w ciągu ostat­nich dzie­sięciu lat re­wi­zorkę? Była pra­cow­ni­kiem dru­karni i to wła­śnie ona osta­tecznie za­twier­dzała do druku. Wy­ła­py­wała wszelkie błędy. Tra­fiał do niej każdy przy­rzą­dowy ar­kusz. Uważnie czy­tała, szu­kając błędów or­to­gra­ficz­nych, spraw­dzała ja­kość druku, pra­wi­dło­wość mon­tażu, po­rów­ny­wała z ma­kietą, kre­śliła przy po­mocy li­nijki, mie­rzyła. By­wało, że zrzu­cała ro­botę z ma­szyny.
 Dziś widać jeszcze jedną ten­dencję — do łączenia etatów. Od ko­rek­tora wy­maga się rów­nież re­dakcji. Re­daktor staje się tłu­ma­czem. Łamacz książki jest często jej pro­jek­tantem i tak dalej. Cza­sami po­wodem jest ko­niecz­ność, cza­sami am­bicja, a cza­sami chci­wość. Nie wątpię, że są uta­len­to­wane osoby, zdolne dużą część pro­cesu wy­daw­ni­czego zre­ali­zować sa­mo­dzielnie, ale często się oka­zuje, że… nie da rady. Le­piej po­stawić na koniach.

bookmaker