Archiwa tagu: projektant

Na co portfolio detepowcom?

Zdarzają się ogłoszenia o pracę dla detepowca. W części z nich znajduję się żądanie dołączenia portfolio. Portfolio to zbiór projektów — własnych, oczywiście. Cóż więc może mieć na myśli idiota, który chce zatrudnić detepowca — osobę nie do projektowania, lecz właśnie do odtwarzania tudzież uzdatniania cudzych projektów — i żąda od niego portfolio? Co należałoby tam umieścić i jak pokazać swój detepowski kunszt? Czy dobrze przygotowany brzydki projekt jest gorszym jego świadectwem, niż ładny?
 Gdy czytam takie ogłoszenie, przeczuwam że jego konstruktor nie tylko jest ignorantem — nie rozróżniającym operatorów dtp od projektantów, nie potrafiącym ich właściwie ocenić i niezdolnym do celnego wyboru tej właściwiej spośród stu kilkudziesięciu ofert pracy przysłanych na jego ogłoszenie — ale i zapatrzonym w siebie cwaniakiem, który zupełnie nie interesuje się swoimi ludźmi, a traktuje ich wyłącznie jak dojne krowy. Gościem, z którym nie ma w ogóle o czym rozmawiać.
 A może na takie „portfolio” powinny się składać logi z Acrobata? Tylko czy ogłoszeniodawca zrozumie?

Architektura książki

Już za kilka tygodni pojawi się nowa książka Andrzeja Tomaszewskiego, wydana przez Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Poligraficznego. «Architektura książki dla wydawców, redaktorów, poligrafów, grafików, autorów, księgoznawców i bibliofilów» jest bardzo ciekawa dla wszystkich, którzy „robią w książkach” lub chcą (czy też muszą) coś na temat technologii książek wiedzieć.

Architektura książki

 A więc będzie trochę o różnicach między czcionką a fontem, kolorem a barwą czy o różnicy zdań między redaktorem, a projektantem. Dowiemy się o miarach typograficznych, arkuszach wydawniczych i drukarskich, sposobach postępowania z ilustracją, a nawet o znakach korektorskich. Poznamy zagadnienia projektowe, technologiczne i techniczne. Bardzo jasny wywód, właściwie poradnik książkotwórczy, dobrze ilustrowany i sowicie przyprawiony fachową terminologią. Wszystko, oczywiście, wytłumaczone — takie abc.
 Właśnie teraz trwa produkcja i jeśli powiodą się plany, na targach «Poligrafia», podczas konferencji organizowanej przez COBRPP 12 kwietnia, odbędzie się jej prezentacja.


Informacje o książce
www.cobrpp.com.pl
Konsultacja: Przemysław Śleboda
Redakcja: Elżbieta Włodarczyk
Projekt autora
Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Poligraficznego
Warszawa 2011, wydanie pierwsze
Format bloku A5, 1+1, 160 stron
Papier Munken Pure 100g/m2 i 120g/m2
Oprawa twarda, całopapierowa, laminowana, 4+0

Informacja o konferencji
Zawodowe szkolnictwo poligraficzne w epoce technologii cyfrowych

Informacje o targach
Międzynarodowe Targi Poznańskie Poligrafia

Najniższa stawka

Autor, redaktor, redaktor techniczny, łamacz, korektor, drukarz, introligator, księgarz — tyle osób pracuje nad książką, zanim dotrze ona do czytelnika. Po drodze może być jeszcze tłumacz, ilustrator, fotograf i kilku innych profesjonalistów. Jeśli każdy z nich dobrze wykona swoją robotę, na półce stanie dobra książka.
 Autor pisze bzdety, bo tego podobno chce czytelnik, a na pewno wydawca. Redaktor ze wstydu poprawia pod pseudonimem, a w pośpiechu czyta co drugą stronę. Techniczny został zwolniony, bo przecież nie był potrzebny. Książki nie trzeba projektować — wystarczy ją złamać, zajmie się tym student informatyki. Łamanie zresztą nie jest trudne, wystarczy wlać tekst w ramki i zrobić z tego pedeefa. Korektorka, studentka polonistyki, znajduje błędy ortograficzne na co drugiej stronie, innymi się nie przejmuje, a prawdopodobnie nawet o nich nie wie. Drukarz, poganiany przez szefa, spieszy się jak tylko może — paginacja się nie zgadza? jak przygotowali, tak będą mieli! W introligatorni okazuje się, że nie można dobrze oprawić, bo źle wydrukowano, ale to nie wina introligatora, więc oprawia. Księgarz dostaje gotową książkę w dwóch egzemplarzach, z nieokreślonym terminem płatności i prawem zwrotu.
 Nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Czy to dlatego zamiast książek mamy tyle makulatury? Skąd w przemyśle wydawniczym tak wielu niekompetentnych ludzi? Ano z łapanki. Kto będzie pracował za 1/3 pensji? Nowicjusz albo desperat.
 Już od wielu lat nie istnieją etaty, bez których kiedyś nie wyobrażano sobie procesu wydawniczego. W wydawnictwach książkowych redaktor techniczny jest jak dinozaur. A czy ktoś widział w ciągu ostatnich dziesięciu lat rewizorkę? Była pracownikiem drukarni i to właśnie ona ostatecznie zatwierdzała do druku. Wyłapywała wszelkie błędy. Trafiał do niej każdy przyrządowy arkusz. Uważnie czytała, szukając błędów ortograficznych, sprawdzała jakość druku, prawidłowość montażu, porównywała z makietą, kreśliła przy pomocy linijki, mierzyła. Bywało, że zrzucała robotę z maszyny.
 Dziś widać jeszcze jedną tendencję — do łączenia etatów. Od korektora wymaga się również redakcji. Redaktor staje się tłumaczem. Łamacz książki jest często jej projektantem i tak dalej. Czasami powodem jest konieczność, czasami ambicja, a czasami chciwość. Nie wątpię, że są utalentowane osoby, zdolne dużą część procesu wydawniczego zrealizować samodzielnie, ale często się okazuje, że… nie da rady. Lepiej postawić na koniach.

bookmaker