Matryca | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „matryca”

Dawno temu w Ameryce

7 września 2011  [Instapaper Text] [Readability]

Za­in­spi­ro­wany krótkim wpisem Yvesa Pe­tersa na blogu Font­Feed, po­sta­no­wiłem z grubsza opisać in­te­re­su­jący proces pro­dukcji książki obo­wią­zu­jący dawno temu w Ame­ryce, w dużej dru­karni ty­po­gra­ficznej, a po­ka­zany w filmie „Ma­king Books”, wy­danym przez En­cyc­lo­pa­edia Bri­tan­nica Films Inc. w 1947 roku (w tek­ście Yvesa po­lecam uwadze prośbę o wsparcie dzieła pt. „Li­no­type. The Film”). Zanim jednak tra­fimy do dru­karni, zo­ba­czymy pi­sarza. Pi­sarz w ówcze­snych cza­sach pisał, jak to pi­sarz — prawda?

This man is an au­thor. He writes stories.

Jest jakaś nie­zwykła magia w ory­gi­nalnej nar­racji. Prze­cież w kon­tek­ście au­tor­skim «pi­sanie» oznacza przede wszystkim «wy­my­ślanie». W XXI wieku rola pi­sarza się nie zmie­niła i, za­sad­niczo, określa się tym mianem twórców wy­my­śla­ją­cych hi­storie prze­zna­czone do pre­zen­tacji w formie tekstu. Ten tekst musi zo­stać w jakiś sposób utrwa­lony. Jak widać w pierw­szej scenie, nasz autor ko­rzysta z ma­szyny do pi­sania.
 Otóż prze­mysł wy­daw­niczy do­magał się od au­tora nie­gdyś rę­ko­pisu lub ma­szy­no­pisu. Wy­nikła z tego taka im­pli­kacja, że pisarz-​autor mu­siał być rów­no­cze­śnie zwy­kłym pi­sa­rzem biu­rowym (może nie za­wsze, ale naj­czę­ściej). Na­to­miast dziś, autor jest kimś jeszcze więcej — pisarzem-​składaczem — ocze­kuje się od niego pliku kom­pu­te­ro­wego z tek­stem. Zawód ‹skła­dacza› prak­tycznie wy­marł. Mam na myśli nie tylko ‹ze­cera›, ale i ‹skła­dacza kom­pu­te­ro­wego›. Jego obo­wiązki prze­jęli au­torzy tek­stów, re­dak­torzy, ‹łamacze› lub ma­szyny (jak np. sys­temy ‹optical cha­racter re­co­gni­tion›, ‹audio cha­racter re­co­gni­tion› itp.).

Na filmie Bri­tan­niki, ma­szy­nopis od pi­sarza wę­druje do ‹li­no­ty­pisty› — skła­dacza pra­cu­ją­cego na li­no­typie. ‹Li­notyp› jest wy­po­sa­żony w kla­wia­turę, jednak nie po­siada żadnej elek­tro­niki (skon­stru­owano go prze­cież w 1885 roku). W czasie skła­dania, z ma­ga­zynu uwal­niane są ko­lejne ma­tryce (mie­dziane) i kliny (sta­lowe). Ufor­mo­wane w wiersze, stają się formą od­lew­niczą, w której zo­staje od­lany ‹wiersz li­no­ty­powy›. Na­tych­miast po od­laniu, ma­tryce zo­stają roz­mon­to­wane i prze­ka­zane z po­wrotem do ma­ga­zynu — cał­ko­wicie au­to­ma­tycznie. Odlew na­to­miast zo­staje wy­pchnięty na ‹szuflę›, gdzie razem z in­nymi wier­szami tworzy ‹szpaltę›.
 Cie­ka­wostką są kliny wsta­wiane w miejscu spacji — w skła­dzie li­no­ty­powym służą do au­to­ma­tycz­nego, me­cha­nicz­nego ju­sto­wania tekstu. Przed od­la­niem wiersza, zo­stają do­pchnięte do oporu, rów­no­miernie po­więk­szając ‹od­stępy mię­dzy­wy­ra­zowe›.
 Szpalty tra­fiają do in­nego działu ‹ze­cerni›, gdzie zo­staną ‹po­ła­mane› w ‹łamy› i ‹ko­lumny› przez ‹me­tram­paża›. Na filmie widać ko­lumny skła­da­jące się z jed­nego łamu, jednak ko­lumny mogą być, oczy­wi­ście, też wie­lo­ła­mowe (jak w ga­zecie). Wi­dzimy, jak nasz me­trampaż wstawia (wła­muje) ilu­strację, od­dzie­lając ją od tekstu dolną i górną in­ter­linią. No­śni­kiem tej ilu­stracji jest ‹klisza› cyn­kowa, wy­ko­nana me­todą che­mi­gra­ficzną w ‹tra­wialni› na blasze kil­ku­mi­li­me­trowej gru­bości. Aby uzy­skać tę samą wy­so­kość ‹ma­te­riału ze­cer­skiego›, kliszę na­kleja się na pod­kła­dzie drew­nianym lub me­ta­lowym.
 W kilku na­stęp­nych eta­pach Bri­tan­nica po­ka­zuje proces przy­go­to­wania ‹elek­tro­typów› (‹gal­wa­no­typów›). Cztery ko­lumny ‹składu› zo­stają za­mknięte w ramie two­rząc ‹formę pier­wotną›, która służy do wy­ko­nania ‹formy po­śred­niej› — od­cisku na sztywnej płycie po­krytej wo­skiem. Z niej uzy­skuje się mie­dziane ‹formy wtórne› me­todą elek­tro­lizy. Proces opra­co­wano w pierw­szej po­łowie XVIII wieku.
 W Polsce czę­ściej sto­so­wano po­krewny, ale o ok. 100 lat starszy proces przy­go­to­wania tzw. ‹ste­reo­typów›. Formę po­średnią sta­nowił od­cisk w spe­cjalnie spre­pa­ro­wanym kar­tonie lub odlew gip­sowy. Jako formę wtórną, wy­ko­ny­wano odlew sta­lowy, żeliwny etc. Formy ste­reo­ty­powe można przy­go­to­wywać w prze­kroju okrą­głym, a więc tech­no­logia miała za­sto­so­wanie głównie w ‹druku ro­ta­cyjnym›.
 Cie­ka­wostka: oba słowa — «ste­reotyp» i «klisza» — po­chodzą wła­śnie ze slangu po­li­gra­ficz­nego, przy czym jako kliszę na­leży ro­zu­mieć formę dru­kową bądź jej frag­ment, wy­ko­nany w jed­no­litym ka­wałku me­talu. Tak więc można po­wie­dzieć, że elek­trotyp jest szcze­gólną po­stacią ste­reo­typu, a oba można też bar­dziej ogólnie na­zwać «kliszą» (choć w Polsce utarło się od­nosić to po­jęcie przede wszystkim do klisz cyn­ko­wych). Stąd też na­zy­wanie czegoś, co wy­chodzi z ‹na­świe­tlarki› kliszą jest nie­po­ro­zu­mie­niem — chodzi o ‹film› (może być ‹dia­po­zy­tywem› lub ‹ne­ga­tywem›)! Tech­no­logia ste­reo­typów uła­twiała i zmniej­szała koszty druku wy­so­kich na­kładów oraz do­druków. Przy do­dru­kach do­dat­kowo przy­spie­szając re­ali­zację za­mó­wienia (po­mi­nięty etap po­now­nego składu).
 Wra­camy do filmu. W ko­lejnej scenie elek­tro­ty­powe ko­lumny zo­stają roz­cięte i prze­ka­zane ma­szy­ni­ście, który przy­go­to­wuje z nich wła­ściwą formę dru­kową — umieszcza każdą z nich w ka­retce for­mowej zgodnie z ‹roz­kładem›. Wi­dzimy tu ma­szynę ‹peł­no­for­ma­tową›, zdolną dru­kować 64 ko­lumny na raz — li­cząc obie strony ar­kusza: 128 — co jest równe ośmiu ‹ar­ku­szom dru­kar­skim›!
 Ko­lejną ma­szyną w pro­cesie po­wsta­wania książki jest ‹fal­cerka›, a wła­ściwie linia do ‹fal­co­wania›. Jej pro­duktem są ‹legi›, na­zy­wane też ‹skład­kami›, prze­ka­zane na­stępnie do ‹zbie­rania›. Tu rów­nież wi­dzimy nie tyle zwykłą ‹zbie­raczkę›, co ra­czej dużą linię zbie­ra­jącą. Ko­lejne etapy: ‹szycie› i cięcie ‹bloków›, po kilka na raz, na nie­ty­powym ‹trój­nożu›. W na­stęp­nych sce­nach wi­dzimy pro­dukcję okładki: przy­cięcie tek­tury, po­łą­czenie jej z ‹oklejką› (okleiną), tło­czenie folią me­ta­liczną i — w ostat­niej — ‹za­wie­szanie› bloków (wkładów) — ‹okład­ko­wanie›.
 Zna­ko­mita więk­szość pol­skich dru­karń ‹dzie­ło­wych› nigdy nie osią­gnęła tak wy­so­kiego uprze­my­sło­wienia, jak ten, pre­zen­to­wany przez Ame­ry­kanów w 1947 roku, choć były i takie, którym tech­no­logii za­zdro­ścił cały blok ko­mu­ni­styczny. Dziś, nie­stety, w pro­dukcji dzie­łowej je­steśmy wciąż (albo wtórnie) ra­czej zacofani.

Lucæ Succeſſori

28 stycznia 2010  [Instapaper Text] [Readability]

Isto­ta tech­no­logicz­nego wy­na­laz­ku Gu­ten­ber­ga, do­kona­ne­go około 1450 roku, za­wie­ra się nie tyle w idei sto­sowa­nia ru­cho­mej czcion­ki, co głów­nie w o­pra­cowaniu pro­ste­go u­rzą­dze­nia do jej od­le­wa­nia z trwa­łych, me­ta­lo­wych ma­tryc, za­pew­niają­cych po­wta­rzal­ność i­den­tycz­nych pre­cy­zyj­nych od­le­wów.

Po­wyższe słowa An­drzeja To­ma­szew­skiego po­chodzą z książki pt. „Gi­serzy czcionek w Polsce”, jakże sym­pa­tycznie za­de­dy­ko­wanej współ­cze­snemu twórcy pism drukarskich:

Lucae Suc­ces­sori
An­drea ma­gi­ster thy­po­gra­fskiego kunsztu
y zycer y piel­grzym mo­guncki
fecit

Książka po­wsta­wała długo, jednak zo­stała od­dana do druku na kilka dni przed ubie­gło­rocznym KRAK­Typo, pod­czas któ­rego zo­stała pu­blicznie za­pre­zen­to­wana przez au­tora i uro­czy­ście wrę­czona Łuka­szowi Dzie­dzi­cowi.
 Za­pewne po­śpiech leży u źródeł po­ja­wia­ją­cych się gdzie­nie­gdzie drob­nych błędów czy nie­kon­se­kwencji, ale nie są one istotne.

Andrzej Tomaszewski: „Giserzy czcionek w Polsce”, s. 7Andrzej Tomaszewski: „Giserzy czcionek w Polsce”, s. 8Andrzej Tomaszewski: „Giserzy czcionek w Polsce”, s. 22

An­drzej To­ma­szewski, przed­sta­wiając cały po­czet ry­tow­ników i od­le­waczy czcionek, dzia­ła­ją­cych przez stu­lecia na te­renie na­szego kraju, prze­ka­zuje wiedzę na temat ty­po­grafii.
 Wła­ściwie nie tylko. Ja­wiąca się w Gi­se­rach hi­storia, może być przy­czyn­kiem do róż­nych roz­ważań, np. mar­ke­tin­go­wych. Oka­zuje się, że zawód gi­sera — po­dobnie jak współ­cze­snego pro­jek­tanta pism — był eli­tarny, a ci, którzy go wy­ko­ny­wali naj­le­piej, bardzo do­brze pro­spe­ro­wali.
 Czcionka, umie­jęt­ność jej pro­du­ko­wania i — co ważne — po­słu­gi­wania się nią, leży u pod­staw na­szej kul­tury, bo to wła­śnie czcionka była jej głównym no­śni­kiem. Dziś rolę czcionek prze­jęły fonty, ale na po­słu­gu­ją­cych się nimi de­te­pow­cach ciąży równie wielka od­po­wie­dzial­ność. Bądźcie ty­po­gra­fami! Wkła­dajcie w swą pracę całą duszę, a wdzięcz­ność zle­ce­nio­dawców po­szerzy wam portfele.

Andrzej Tomaszewski: „Giserzy czcionek w Polsce”

Książkę można za­ma­wiać bez­po­średnio u wy­dawcy lub otrzymać ją jako na­grodę w kon­kursie, który trwa do go­dziny 23.00, 6 lu­tego br.

To­ma­szewski An­drzej: Gi­serzy czcionek w Polsce, Ogme, War­szawa 2009
In­for­macje i za­kupy ogme​.pl

Źródła hiszpańskiej typografii

12 stycznia 2010  [Instapaper Text] [Readability]

Tylko do 24 stycznia po­trwa Im­prenta Real. Fu­entes de la Ti­po­grafía Espa­ñola w Ma­drycie — wy­stawa, pod­czas której można za­po­znać się z hi­storią oraz współ­czesną prak­tyką ty­po­grafii i pro­jek­to­wania pism dru­kar­skich w Hisz­panii. Na­stępnie (w marcu) po­wę­druje do Chile.
 Spo­śród eks­po­natów hi­sto­rycz­nych, na zdję­ciach do­stęp­nych w in­ter­necie, do­strze­głem przede wszystkim pun­cony i ma­tryce (patrz rów­nież: To­ma­szewski An­drzej: Gi­serzy czcionek w Polsce, Ogme, War­szawa 2009), słu­żące do pro­dukcji czcionek.

Puncony

Matryce


Miejsce
Real Aca­demia de Bellas Artes de San Fer­nando C/​Al­calá, 13, Ma­drid
Więcej
Unos Tipos Duros
Agencia Espa­ñola de Co­ope­ra­ción In­ter­na­cional para el De­sar­rollo