Kursywa | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „kursywa”

Will Powers

21 grudnia 2009

Miało być zu­peł­nie o czym in­nym, ale po­szu­ku­jąc e-​maila do Willa Po­wersa, który kie­dyś pi­sał mi na jed­nej z list dys­ku­syj­nych o swo­ich mło­dzień­czych, ty­po­gra­ficz­nych do­świad­cze­niach, tra­fi­łem na in­for­ma­cję, że wła­śnie w sierp­niu zmarł.

Will Powers
Will Po­wers w Co­lo­rado, na po­czątku sierp­nia 2009 r.

Wy­obraź­cie so­bie — pi­szę do niego, nie mam pod ręką tylko ad­resu, który od­naj­duję ra­zem z tą smutną wia­do­mo­ścią. Jesz­cze w lipcu Will pisał:

Latem 1973 roku u­czest­ni­czy­łem w czymś bar­dzo po­dob­nym do Type Camp. Ray Nash, który wiele lat uczył pro­jek­towa­nia i ty­po­gra­fii w Dart­mo­uth Col­le­ge, organizował let­nie warsz­taty na swo­jej far­mie w Roy­al­ton, w sta­nie Ver­mont. • Było nas około ośmiu u­czest­ni­ków, wszy­scy po­ni­żej trzy­dziest­ki, wszy­scy za­in­te­reso­wani ty­po­gra­fią. W sta­rej sto­dole stały ta­stry i od­le­war­ki mo­noty­powe. Było też tam sta­no­wi­sko ła­mania i ręcz­na prasa dru­kar­ska. Skła­dali­śmy, dru­ko­wa­li­śmy i o­ce­nia­liśmy. Duże i małe ak­cy­den­sy. • Jako świe­żo u­pie­czo­ny cze­lad­nik ze­cer­ski, mia­łem nieco pod­sta­wowych u­mie­jęt­no­ści, ale naj­waż­niej­sze, że dzień w dzień, stale my­śle­li­śmy i ga­dali­śmy o typo. • Wszy­scy, oprócz mnie, miesz­ka­li przez czte­ry ty­go­dnie w zruj­no­wa­nym bu­dyn­ku na far­mie. Ja z żo­ną spę­dzi­łem lato kilka go­spodarstw dalej, a więc stra­ci­łem wiele noc­nych ko­le­żeń­skich po­ga­wę­dek. • To było cu­dow­ne lato. My­śla­łem, pa­trzy­łem i do­ty­ka­łem czcio­nek co­dzien­nie, jak w cza­sie prak­tyk, ale nie go­ni­ły mnie żadne ter­mi­ny, ani nie po­ga­niał maj­ster. • Ch­ciał­bym, by wszy­scy mło­dzi ty­po­gra­fowie mogli do­świad­czyć cze­goś ta­kie­go.

Wil­liam Po­wers, to je­den z nie­licz­nych dziś di­zaj­ne­rów, któ­rzy za­czy­nali swoją drogę od pracy w oło­wiu. Zdo­był za­wód ze­cera i za­nim za­czął pro­jek­to­wać pa­rał się dru­kar­stwem. Póź­niej pra­co­wał rów­nież w wy­daw­nic­twach i agen­cjach re­kla­mo­wych jako de­si­gner, type di­rec­tor i re­dak­tor. Wy­kła­dał pro­jek­to­wa­nie ksią­żek i ty­po­gra­fię na uczel­niach.
 W 1998 roku wstą­pił do Min­ne­sota Hi­sto­ri­cal So­ciety, na rzecz któ­rego pra­co­wał przez ostat­nią de­kadę w dziale wy­daw­nictw. Był rów­nież człon­kiem pre­sti­żo­wych or­ga­ni­za­cji ame­ry­kań­skich i mię­dzy­na­ro­do­wych, jak ATypI czy Type Di­rec­tors Club.
 Dał się po­znać, jako za­pa­lony or­ni­to­log, czyn­nie upra­wiał sport ro­we­rowy i pły­wa­nie. Jako wielki mi­ło­śnik jazzu, czę­sto i z wielką przy­jem­no­ścią prze­by­wał w klu­bach Twin City, ser­wu­ją­cych wła­śnie tę mu­zykę.
 Wy­warł wielki wpływ na pro­jek­tan­tów i ty­po­gra­fów w Ame­ryce i na świe­cie. Uwiel­biał dia­log z ludźmi. W upo­wszech­nia­niu wie­dzy — ty­po­gra­ficz­nej kul­tury — po­słu­gi­wał się nie tylko for­mułą wy­kładu. Jego wy­po­wie­dzi można zna­leźć na li­stach dys­ku­syj­nych i fo­rach.
 Zmarł 25 sierp­nia na za­wał serca, pod­czas wa­ka­cji u ro­dziny w Ka­na­dzie. Miał sześć­dzie­siąt trzy lata.
 Chcia­łem po­ka­zać jego kilka pro­jek­tów ksią­żek, ale oka­zały się nie­do­stępne, za­cy­tuję więc jego ar­ty­kuł, do­ty­czący hi­sto­rii dru­kar­stwa i ty­po­gra­fii — bar­dzo in­te­re­su­ją­cego i mało u nas zna­nego sys­temu składu go­rą­cego lu­dlow (na­zwa urzą­dze­nia po­cho­dzi od jed­nej z ame­ry­kań­skich miejscowości).


Co to jest lu­dlow? Will Po­wers
[w:] Let­ter­Space wiosna/​lato 06, s. 4, Type Di­rec­tors Club, 2006, New York

Szybko! Co to jest lu­dlow? i dla­czego ty­po­gra­fów po­winno to ob­cho­dzić?
 Rza­dziej uży­wany niż mo­no­typ czy li­no­typ, przez wiele lat sys­tem lu­dlow był „trze­cią drogą” składu go­rą­cego. W naj­lep­szych pra­cow­niach — jak w man­ha­tań­skim Car­di­nal Type Se­rvice — i ma­ło­mia­stecz­ko­wych ga­ze­tach nie­zli­czoną ilość ogło­szeń i na­głów­ków, w la­tach 1920 – 1970, skła­dano na lu­dlo­wach. Tro­chę tych ma­szyn używa się jesz­cze w wielu za­kła­dach przy pro­duk­cji ma­tryc do tło­czeń lub pie­czą­tek.
 Dzi­siejsi ty­po­gra­fo­wie prze­waż­nie wie­dzą o od­lew­niach czcio­nek, li­no­ty­pach i mo­no­ty­pach, ale nie o lu­dlo­wach. Sui ge­ne­ris, lu­dlow był in­te­re­su­jącą hy­brydą. Nie miał kla­wia­tury. Ze­cer skła­dał mo­siężne ma­tryce ręcz­nie do spe­cjal­nego wier­szow­nika, tro­chę jak w skła­dzie ręcz­nym, jed­nak ma­szyna od­le­wała wiersz, po­dobny do li­no­ty­po­wego. Skła­dacz miał luk­sus pre­cy­zyj­nego ju­sto­wa­nia, jak w uko­cha­nym skła­dzie ręcz­nym, po­nadto łatwo było za­my­kać wier­sze [w wier­szow­niku]. Mógł wy­twa­rzać setki róż­nych lub ta­kich sa­mych wier­szy dzien­nie.
 To był praw­dziwy koń po­cią­gowy: łatwy do na­ucze­nia, pro­sty w ob­słu­dze, o ni­skiej awa­ryj­no­ści i łatwy do na­pra­wie­nia. Istny wół ro­bo­czy, choć po­wolny. Tempo pracy sta­no­wiło po­ważną wadę: po od­la­niu wier­sza, ma­tryce na­le­żało roz­mon­to­wać i przed przy­stą­pie­niem do skła­da­nia i od­le­wa­nia ko­lej­nego, wło­żyć z po­wro­tem do kaszty. Z tego po­wodu lu­dlow nie był przy­sto­so­wany do składu in­nych, niż krót­kie tek­sty w nie­ju­sto­wa­nych ko­lum­nach.
 Naj­czę­ściej uży­wano lu­dlowa do pro­za­icz­nych rze­czy, jed­nak można było na nim uzy­skać skład rów­nie ele­gancki, jak przy uży­ciu li­no­ty­pów czy mo­no­ty­pów. Ale poza co­dzienną pracą, sys­tem składu jest na tyle do­bry, na ile do­sko­nałe są znaki, które od­twa­rza i tu tkwi ta­jem­nica złej re­pu­ta­cji lu­dlowa. Fa­bryka Lu­dlow wy­twa­rzała mniej kro­jów i ro­dzin, niż po­zo­stali pro­du­cenci, mimo, że część z nich zy­skała rów­nie wiel­kie uzna­nie, jak inne, kla­syczne kroje składu go­rą­cego.
 A więc Lu­dlow zo­stał ze­pchnięty na ty­po­gra­ficzny mar­gi­nes. Czy na to za­słu­żył? Nie cał­kiem. Garść kro­jów Lu­dlowa była rów­nie do­bra, jak kroje kon­ku­ren­cji i za­słu­gi­wała na taką samą uwagę. Za­po­zna­wa­łem się z pi­smami Lu­dlowa od pierw­szego dnia pracy w skła­dzie go­rą­cym, od kiedy zo­ba­czy­łem ma­szynę i usły­sza­łem, że mam się na­uczyć jej ob­sługi. Przez osiem­na­ście mie­sięcy sta­łem co­dzien­nie przed tym lu­dlo­wem, skła­da­łem i od­le­wa­łem mnó­stwo wier­szy, do­sko­na­ląc swój fach. Stop­niowo przy­swa­ja­łem so­bie ja­kieś zro­zu­mie­nie pism i róż­nic mię­dzy nimi, po­woli wy­ra­bia­łem so­bie opi­nię o ich za­le­tach. Głów­nie dzięki temu, że po­zna­jąc i pra­cu­jąc z po­szcze­gól­nymi kro­jami Lu­dlow, ob­ser­wo­wa­łem je każ­dego ty­go­dnia w wielu róż­nych ze­sta­wie­niach.
 Naj­waż­niej­szymi z pism Lu­dlowa były: Ga­ra­mond, Stel­lar, Del­phian, Eu­se­bius, Ra­diant i Tempo, wszyst­kie za­pro­jek­to­wane przez na­czel­nego ty­po­grafa w Lu­dlow, Ro­berta Hun­tera Mid­dle­tona — pro­jek­tanta, któ­rego kunszt za­słu­guje na uważne prze­stu­dio­wa­nie. Za­zwy­czaj wy­mie­nia się jego na­zwi­sko obok ta­kich, jak: Goudy, Dwig­gins i Zapf. Po­dob­nie, jak każdy z nich, mu­siał po­ko­nać tech­niczne ogra­ni­cze­nia sys­temu składu, by przy­go­to­wać ele­ganc­kie, uży­teczne kroje. Jed­nym z naj­bar­dziej do­kucz­li­wych pro­ble­mów było opra­co­wa­nie ład­nego ker­ningu w kur­sy­wie, tak oczy­wi­stego w pi­smach wiel­kich do­mów ty­po­gra­ficz­nych i w tak wielu kro­jach Mo­no­type. W Lu­dlow, Mid­dle­ton pró­bo­wał to obejść, przy po­mocy uko­śnych ma­tryc dla kur­sywy i spe­cjal­nych wier­szow­ni­ków. Po­dob­nie, jak w kur­sy­wach li­no­ty­po­wych, efekty były naj­czę­ściej mniej wdzięczne, niż w kur­sy­wach mo­no­ty­po­wych, nie­mniej Lu­dlow Ga­ra­mond za­li­cza się do naj­ład­niej­szych kur­syw wśród Ga­ra­mon­dów.
 Dwa inne kroje Lu­dlow, za­pro­jek­to­wa­nie przez Mid­dle­tona, rów­nież za­słu­gują na opi­sa­nie. Eu­se­bius nie jest tak bar­dzo znany, jak Cen­taur Bruce’a Ro­gersa, lecz nad­zwy­czaj do­brze wy­cięty i so­lid­niej­szy, niż Cen­taur w skła­dzie go­rą­cym. Ro­gers sam się wy­ra­ził, że Eu­ze­bius „jest wier­niej­szą re­pro­duk­cją li­ter Jen­son, niż Cen­taur”.
 Nie­któ­rzy twier­dzą, że Optima Her­manna Za­pfa była in­spi­ro­wana, za­pro­jek­to­wa­nym przez Mid­dle­tona w dwóch od­mia­nach, pi­smem Stel­lar, star­szym o trzy­dzie­ści lat. Stel­lar jest upo­śle­dzony przez brak kur­sywy i wy­raź­nie wy­czuwa się w nim lata trzy­dzie­ste, ale jego od­miana z sze­ry­fami skry­tymi [ang. flare-​serif] z pew­no­ścią mo­gła sta­no­wić wzór dla Optimy.
 Ale nie wszystko z Lu­dlow było ele­ganc­kie i ory­gi­nalne. Jak wszę­dzie w tam­tym okre­sie, w Lu­dlow ko­pio­wano, ina­czej tylko na­zy­wa­jąc, prace in­nych od­lewni. I tak Goudy Old­style pod­ro­biono, jako Lu­dlow 11, a Co­oper Black prze­mia­no­wano na Lu­dlow Black.
 Lu­dlowy zo­stały wy­parte przez ist­nie­jące sys­temy składu go­rą­cego, a więk­szość kro­jów wy­szła z uży­cia. Nie­które z nich zo­stały wskrze­szone, jak Ga­ra­mond, Eu­se­bius, Stel­lar, Ra­diant czy Ze­phyr — chyba ostatni krój wy­dany przez Lu­dlow w 1964 r. Nie­dawno Mi­chael Ha­rvey roz­bu­do­wał i po­now­nie wy­dał pi­smo Ze­phyr.
 Po­rzu­ci­łem skład czcion­kowy dla kom­pu­te­ro­wego pra­wie dwa­dzie­ścia lat temu. Nie żałuję tego. Ale po przej­ściu na eme­ry­turę — gdy­bym zna­lazł lu­dlowa w do­brym sta­nie, z do­brym ze­sta­wem ma­tryc na sprze­daż — z po­wro­tem za­kła­dam far­tuch i po­now­nie za­czy­nam pa­rzyć palce go­rą­cymi, świeżo od­la­nymi wier­szami.
 Ta ma­szyna zaj­muje spe­cjalne miej­sce w hi­sto­rii ame­ry­kań­skiej ty­po­gra­fii. Cie­szę się, że była rów­nież czę­ścią mo­jej praktyki.

Skolar

13 grudnia 2009

Sko­lar. Pi­smo za­pro­jek­to­wane przez Da­vida Bře­zinę z Czech. Da­vid pre­zen­to­wał je pod­czas KRAK­Typo i trzeba przy­znać — mimo że po an­giel­sku — był to bar­dzo cie­kawy pokaz.

Skolar

Jak wi­dać — po­my­ślany prze­cież, jako pi­smo dzie­łowe — do­sko­nale pre­zen­tuje się rów­nież na pla­ka­tach. Po­siada nie­wielki kon­trast, a rów­no­cze­śnie bar­dzo cie­kawy krój. Nieco bar­dziej skon­tra­sto­wany Su­rat — osobny krój z ję­zy­kiem gu­dża­rati (jed­nym z wielu ję­zy­ków urzę­do­wych w In­diach), który rów­nież wpi­suje się w ro­dzinę — można trak­to­wać jako su­ple­ment do Sko­lara. Cy­ry­lica w pełni od­po­wiada cha­rak­te­rem wer­sji łaciń­skiej. Jakże wy­mowne, że to wła­śnie ją na­gro­dzono w dwóch te­go­rocz­nych kon­kur­sach: ro­syj­skim Mo­dern Cy­ril­lic i ar­meń­skim Gran­shan.

Skolar, prosty
Skolar, kursywa
Skolar, strzałki
Skolar, cyrylica
Skolar, Surat
Skolar, diakrytyki

Au­tor bez wąt­pie­nia do­sko­nale się zna na ty­po­gra­fii mul­ti­ję­zycz­nej. Dia­kry­ty­kom przez niego za­pro­jek­to­wa­nym nie można nic za­rzu­cić. Świetna cy­ry­lica! W przy­szło­ści pi­smo zo­sta­nie po­sze­rzone rów­nież o al­fa­bet grecki.
 Kim jest Da­vid Bře­zina? Ukoń­czył in­for­ma­tykę w Ma­sa­ry­kova Uni­we­rzita (Brno, Cze­chy) oraz pro­jek­to­wa­nie pism w Uni­ver­sity of Re­ading (Re­ading, Wielka Bry­ta­nia). Ty­po­graf, czło­nek ATypI.
 Obec­nie pra­cuje, jako nie­za­leżny pro­jek­tant i kon­sul­tant. Jest ak­tywny w ta­kich dzie­dzi­nach, jak: pro­jek­to­wa­nie wie­lo­ję­zycz­nych pism (rów­nież dla ję­zy­ków nie­ła­ciń­skich), pro­gra­mo­wa­nie fon­tów Open­Type, pro­jek­to­wa­nie gra­ficzne i ty­po­gra­ficzne, kon­sul­ta­cje zwią­zane z pi­smami dru­kar­skimi i fon­tami. Oka­zjo­nal­nie wy­kłada oraz pu­bli­kuje na te­maty zwią­zane z ty­po­gra­fią.
 Skolar/​Surat, to pro­jekt jego życia, cią­gle udo­sko­na­lany i roz­wi­jany, ale mam na­dzieję, że nie ostatni. To bar­dzo do­bry pro­jekt. Za­ło­że­niem było stwo­rze­nie kroju zop­ty­ma­li­zo­wa­nego do dłu­gich, struk­tu­ral­nych tek­stów, bar­dzo czy­tel­nego w ma­łych stop­niach za­równo w od­mia­nie pro­stej, jak i kur­sy­wie czy ka­pi­ta­li­kach, do­brze spra­wu­ją­cego się w pu­bli­ka­cjach za­wie­ra­ją­cych duże ilo­ści cią­głego tek­stu, przy­pi­sów, in­dek­sów gór­nych i dol­nych, ta­bel, skom­pli­ko­wa­nych strza­łek, jed­nym sło­wem — naukowego.

Studium pisma Ehrhardt_MT

Da­vid za­czy­nał pracę od stu­dio­wa­nia ta­kich kro­jów, jak Ehr­hardt MT, Ti­mes New Ro­man czy Aca­de­mica, przy­glą­dał się pu­bli­ka­cjom na­uko­wym róż­nych wy­daw­nictw, dys­ku­to­wał i za­sta­na­wiał się: Jak po­wi­nien wy­glą­dać taki krój? Czego ocze­kują na­ukowcy? Do­szedł do na­stę­pu­ją­cych wnio­sków:
— po­żą­dany sto­pień pi­sma to 10 – 11 pkt. o wy­so­ko­ści x 1,5 mm;
— krój po­wi­nien do­brze się za­cho­wy­wać w przy­pi­sach w stop­niu 7 – 8 pkt. i 1 mm wy­so­ko­ści x;
— po­wi­nien rzu­cać się w oczy w są­siedz­twie ilu­stra­cji;
— od­miana gruba musi do­brze dzia­łać za­równo w skró­tach, jak i dłu­gich tek­stach — być może po­trzeba dwóch gru­bych od­mian, zróż­ni­co­wa­nych wagą;
— kur­sywa po­winna wy­róż­niać się w skró­tach, a rów­no­cze­śnie być czy­telna w dłu­gich tek­stach;
— krój po­wi­nien za­wie­rać wy­ra­zi­ste znaki in­ter­punk­cyjne i na­wiasy, które będą współ­grać i z tek­stem, i cy­frami;
— ko­nieczna jest ob­sługa wszyst­kich łaciń­skich ję­zy­ków eu­ro­pej­skich oraz trans­li­te­ra­cji naj­waż­niej­szych ję­zy­ków nie­ła­ciń­skich (np. chiński/​pinyin, san­skryt etc.);
— punk­tory (bu­lety), in­deksy górne i dolne mu­szą być spójne we wszyst­kich wariantach.

Skolar, elementy stylistyczne
Skolar, szkice
 Uwzględ­nia­jąc po­wyż­sze po­stu­laty, wy­pra­co­wał in­te­re­su­jący krój sze­ry­fowy, o tro­chę nie­jed­no­znacz­nej dwu­ele­men­to­wo­ści i — jak po­ka­zują przy­kłady — do­sko­nale speł­nia­jący po­wzięte za­ło­że­nia. Rzućmy okiem na ar­ku­sze testowe.

Skolar, próbkaSkolar, próbkaSkolar, próbka
Skolar, próbkaSkolar, próbkaSkolar, próbka
Skolar, próbkaSkolar, próbka

Sprze­daż pro­wa­dzi wy­łącz­nie Type To­ge­ther. Obec­nie można na­być tylko od­mianę pro­stą i kur­sywę oraz ich wa­rianty po­gru­bione — semi-​bold, bold — w su­mie sześć od­mian (bez Su­rata, cy­ry­licy, ani trans­li­te­ra­cji). Pa­kiet kosz­tuje 199 do­la­rów.
 Cena, dla osób zaj­mu­ją­cych się edy­tor­stwem na­uko­wym, jest roz­sądna. Pu­bli­ka­cje na­ukowe naj­czę­ściej za­wie­rają grekę — na­wet je­śli tylko po­je­dyn­cze glify, to wy­pa­da­łoby ją mieć całą w tym sa­mym fon­cie — a więc może pro­szę się wstrzy­mać z za­ku­pem do czasu opu­bli­ko­wa­nia wer­sji pro, co na­stąpi w pierw­szym kwar­tale 2010 roku.
 Sko­lar Pro bę­dzie za­wie­rał cy­ry­licę we wszyst­kich wa­rian­tach na­ro­do­wych, grekę w wa­rian­cie po­li­to­nicz­nym i mo­no­to­nicz­nym oraz (praw­do­po­dob­nie) ze­staw zna­ków do trans­li­te­ra­cji. Na­leży jed­nak się spo­dzie­wać, że zo­sta­nie obar­czony wyż­szą ceną.

In­for­ma­cje
Da­vid Bře­zina Strona do­mowa
Type To­ge­ther Dys­try­bu­cja Sko­lara
Kon­kursy pro­jek­to­wa­nia pism Mo­dern Cy­ril­lic | Gran­shan

Krytycznym okiem

20 listopada 2009

Wspo­mniany w po­przed­nim ar­ty­kule pro­jekt, pod­dany kry­tyce pod­czas KRAK­Typo, to książka Wer­nera Chro­baka pt. „Brat Eu­sta­chiusz Ku­gler. W dro­dze na oł­ta­rze” — bio­gra­fia ba­war­skiego za­kon­nika, w paź­dzier­niku ogło­szo­nego bło­go­sła­wio­nym, wy­dana u mnie na zle­ce­nie bo­ni­fra­trów. Tłu­ma­cze­nie i re­dak­cja trwały dość długo, przede wszyst­kim ze względu na ko­niecz­ność bar­dzo da­leko idą­cej in­ge­ren­cji w tekst. Książka, oczy­wi­ście, miała mieć cha­rak­ter okolicznościowy.

okładka 1okładka 4

Pod­stawą pro­jektu jest punkt post­scrip­towy. Zde­cy­do­wa­łem się na for­mat 45×57 pica, w któ­rym za­sto­so­wa­łem siatkę 12×12, co daje mo­duł o wy­mia­rach 45×57 punk­tów. Mar­gi­nes górny wy­nosi dwa mo­duły, dolny — trzy, we­wnętrzny — dwa, ze­wnętrzny — cztery. Wy­miary ko­lumny: 270×399 punk­tów, 31 wier­szy. Przy­pisy oraz ty­tuły roz­dzia­łów zo­stały umiesz­czone poza ko­lumną, w re­zul­ta­cie po­więk­sza­jąc ją i wpro­wa­dza­jąc swo­istą nie­re­gu­lar­ność. Po­wzią­łem za­ło­że­nie, że żaden z ele­men­tów nie może zbli­żyć się do kra­wę­dzi stro­nicy na od­le­głość mniej­szą, niż je­den mo­duł (od tego za­ło­że­nia zro­bi­łem cztery wyjątki).

bek_siatka_1bek_siatka_2bek_siatka_3

W skła­dzie uży­łem pism: Mi­nion Pro (tekst główny, czarny), He­lve­tica Neue (przy­pisy, czarne), ITC Avant Garde Go­thic (ty­tuł książki i ty­tuły roz­dzia­łów, bru­nat­no­czer­wone — PMS 187 U).
 Książkę wy­dru­ko­wano na pa­pie­rach: środki — of­f­se­towy 140 g/​m², biały (do­stawca: Igepa), na któ­rym do­dat­kowo po­ło­żono kre­mową aplę, okładka — ozdobny, Ke­ay­ko­lour Kwarc 250 g/​m² (do­stawca: An­ta­lis). Oprawa bro­szu­rowa, kle­jona, 56 stron. Na okładce tło­cze­nie — fak­sy­mile ty­tu­ło­wego bo­ha­tera. Spójrzmy na rozkładówki.

12–34–5
6–78–910–11
12–1314–1516–17
18–1920–2122–23
24–2526–2728–29
30–3132–3334–35
36–3738–3940–41
42–4344–4546–47
48–4950–5152–53
54–5556

Po­ka­za­łem tę ksią­żeczkę wszyst­kim, kry­tykę uzy­ska­łem od kilku osób, po­zwól­cie, że — na ile pa­mię­tam — przy­wo­łam tylko cztery z wypowiedzi.

Ro­bert Chwa­łow­ski
Gdy wziął do ręki, po­ka­zał pal­cem na okładkę i powiedział: — Co to ma być? No pro­szę cię!… — miał na my­śli tło­cze­nie, słabo wi­doczne i ge­ne­ral­nie ni z gru­chy, ni z pie­tru­chy. Spo­strzegł też, że ISBN po­ja­wia się aż w trzech miej­scach: na okładce, stro­nie re­dak­cyj­nej (53) i, nie­po­trzeb­nie, na stro­nie czwar­tej.
 Ko­lejna uwaga do­ty­czyła cyfr w przy­pi­sach. Po­mniej­szy­łem je do wiel­ko­ści x, by zbli­żyć się kon­wen­cją do cyfr na­utycz­nych uży­tych w tek­ście głów­nym, a Ro­bert stwier­dził, że nie­po­trzeb­nie.
 Źle wy­glą­dają także du­oto­nowe zdję­cia, zro­bione tro­chę „na siłę”. Ty­tuły roz­dzia­łów w in­nym ko­lo­rze nie są wy­star­cza­ją­cym uza­sad­nie­niem do ko­lo­ro­wa­nia zdjęć, tym bar­dziej, że nie wszyst­kich. Po­ło­żył rów­nież pa­lec na stro­nach 45 – 50: — A to? Co to ma być? Zbyt duża in­ter­li­nia mię­dzy ty­tu­łem, a tek­stem, wy­star­czy­łoby pół wier­sza. — Kon­klu­zja — Naj­gor­sza książka świata.

Ro­bert Oleś
Jego spo­strze­że­nia do­ty­czyły głów­nie mi­kro­ty­po­gra­fii. Naj­waż­niej­sze za­pa­mię­tane przeze mnie, to zła cho­rą­giewka w przy­pi­sach bocz­nych np. na stro­nie 5 czy 7 (są zbyt obłe), w prze­ci­wień­stwie do 40, gdzie już jest w porządku.

An­drzej To­ma­szew­ski
Po pierw­sze skry­ty­ko­wał spis tre­ści. O listku, który po­ja­wia się mię­dzy ty­tu­łem, a nu­me­rem strony powiedział: — W tym miej­scu, to jest ty­po­gra­ficzny ro­bak — li­stek, jak za­uwa­ży­li­ście na ilu­stra­cjach wy­żej, po­ja­wia się rów­nież w tek­ście głów­nym, gdzie od­dziela ty­tuł od tre­ści i tam jest jak naj­bar­dziej na miej­scu. Druga bo­lączka, to bar­dzo nie­jed­no­rodny ma­te­riał ilu­stra­cyjny, który na­le­żało ra­czej ujed­no­li­cić, niż jesz­cze bar­dziej go róż­ni­co­wać.
 Za­trzy­mał się rów­nież na stro­nie tytułowej: — Dlaczego na­zwi­sko au­tora jest tej sa­mej sze­ro­ko­ści, co słowo „Brat” i dla­czego jest w tym sa­mym stop­niu, co „Wro­cław 2009″? — No cóż… nie mam nic na uspra­wie­dli­wie­nie.
 An­drzej, wbrew wcze­śniej­szym uwa­gom, skwitował: — Kawał do­brej, ty­po­gra­ficz­nej ro­boty. — Zna­lazł też jesz­cze jedną zaletę: — Zobaczcie. Zo­sta­wił dwie ostat­nie strony pu­ste, bo tak mu wy­szło i nie roz­cią­gał na siłę tek­stu, żeby je zapełnić.

Ste­fan Szczypka
Wziął książkę do ręki z naj­wyż­szą pie­czo­ło­wi­to­ścią. Wła­śnie od niego do­sta­łem naj­wię­cej po­chwał, a rów­no­cze­śnie naj­bar­dziej miaż­dżącą kry­tykę. Stwier­dził, że książka może się po­do­bać, mimo du­żej ilo­ści błę­dów.
 — Okładka — przez do­bór pa­pieru i pro­jekt — robi wra­że­nie, że mamy do czy­nie­nia z dru­kiem uni­ka­to­wym. Rów­nież we­wnątrz, mimo dość nie­jed­no­znacz­nej siatki, jest bar­dzo ele­gancka. — Bar­dzo do­bre wra­że­nie zro­biła na nim roz­kła­dówka 16 – 17, na któ­rej zdję­cie wy­ła­muje się z siatki, ale w miły dla oka sposób: — I wła­śnie bar­dzo do­brze, że nie jest do spadu. — Jako prze­ci­wień­stwo po­ka­zał roz­kła­dówkę 40 – 41, która gdyby tylko mo­gła za­wie­rać boczny przy­pis o tej sa­mej wy­so­ko­ści, co prawa ko­lumna — by­łoby ide­al­nie.
 We­dług niego w tego typu (oko­licz­no­ścio­wych) pu­bli­ka­cjach po­winno się uni­kać po­zo­sta­wia­nia na końcu wier­sza nie tylko słów jed­no­li­te­ro­wych, ale rów­nież dwu– i trzy­li­te­ro­wych, jak „do” czy „dla” po to, by za­cho­wać w wier­szu lo­giczną cią­głość.
 Do grub­szych man­ka­men­tów na­leży nie­przy­sta­jąca do ca­ło­ści pa­gi­na­cja, co szcze­gól­nie wi­dać na stro­nach 18 i 44. No wła­śnie, gdy­bym nie za­po­mniał jej tu usu­nąć (jak na s. 6), być może nie rzu­ca­łoby się to tak w oczy. Su­ge­ro­wane przez Ste­fana roz­wią­za­nie, to od­su­nię­cie pa­gi­na­cji od ko­lumny i po­więk­sze­nie jej, być może na­le­żało za­grać też ko­lo­rem lub kro­jem.
 Ko­lejne, może nie rzu­ca­jące się w oczy, ale duże błędy zna­lazł w Do­dat­kach. Primo: spo­sób przed­sta­wie­nia ty­tu­la­riów mija się z ich pre­zen­ta­cją w tek­ście, co może być my­lące. Se­cundo: skoro w bi­blio­gra­fii mamy pod­cię­cie, to w na­stę­pu­ją­cym po nim spi­sie ilu­stra­cji też można je było za­sto­so­wać.
 Jak wi­dać na pod­glą­dach, w tek­ście są trzy­stop­niowe ty­tuły. Pierw­szy — Avant Garde, wer­sa­li­kami — wy­su­nięty po­nad ko­lumnę, drugi ka­pi­ta­li­kami i trzeci kur­sywą tego sa­mego — Mi­nion — kroju, co tekst główny, od­dzie­lone od niego tylko or­na­men­tem z pół­fi­re­to­wymi świa­tłami. Tu­taj Ste­fan za­sta­na­wiał się, czy nie le­piej aka­pity z ty­tu­łem trze­ciego stop­nia rów­nież po­zba­wić wcię­cia.
 Ostat­nie, za­pa­mię­tane przeze mnie roz­wa­ża­nia sku­piały się na stro­nie ty­tu­ło­wej, a ści­ślej na pod­ty­tule, który wy­daje się zbyt mocny w sto­sunku do tytułu. — Być może — mó­wił Ste­fan — na­le­żało go zło­żyć ja­kimś ma­łym stop­niem, pi­smem pro­stym, wy­środ­ko­wać, tro­chę obniżyć…

Tyle mi­strzo­wie. Za­pewne nie po­wie­dzieli wszyst­kiego, a i ja nie wszystko za­pa­mię­ta­łem, więc je­śli ktoś jesz­cze chciałby za­ba­wić się w tro­pie­nie błę­dów, za­pra­szam do komentarzy.