KRAKTypo | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „KRAKTypo”

Krytycznym okiem

20 listopada 2009

Wspo­mniany w po­przed­nim ar­ty­kule pro­jekt, pod­dany kry­tyce pod­czas KRAK­Typo, to książka Wer­nera Chro­baka pt. „Brat Eu­sta­chiusz Ku­gler. W dro­dze na oł­ta­rze” — bio­gra­fia ba­war­skiego za­kon­nika, w paź­dzier­niku ogło­szo­nego bło­go­sła­wio­nym, wy­dana u mnie na zle­ce­nie bo­ni­fra­trów. Tłu­ma­cze­nie i re­dak­cja trwały dość długo, przede wszyst­kim ze względu na ko­niecz­ność bar­dzo da­leko idą­cej in­ge­ren­cji w tekst. Książka, oczy­wi­ście, miała mieć cha­rak­ter okolicznościowy.

okładka 1okładka 4

Pod­stawą pro­jektu jest punkt post­scrip­towy. Zde­cy­do­wa­łem się na for­mat 45×57 pica, w któ­rym za­sto­so­wa­łem siatkę 12×12, co daje mo­duł o wy­mia­rach 45×57 punk­tów. Mar­gi­nes górny wy­nosi dwa mo­duły, dolny — trzy, we­wnętrzny — dwa, ze­wnętrzny — cztery. Wy­miary ko­lumny: 270×399 punk­tów, 31 wier­szy. Przy­pisy oraz ty­tuły roz­dzia­łów zo­stały umiesz­czone poza ko­lumną, w re­zul­ta­cie po­więk­sza­jąc ją i wpro­wa­dza­jąc swo­istą nie­re­gu­lar­ność. Po­wzią­łem za­ło­że­nie, że żaden z ele­men­tów nie może zbli­żyć się do kra­wę­dzi stro­nicy na od­le­głość mniej­szą, niż je­den mo­duł (od tego za­ło­że­nia zro­bi­łem cztery wyjątki).

bek_siatka_1bek_siatka_2bek_siatka_3

W skła­dzie uży­łem pism: Mi­nion Pro (tekst główny, czarny), He­lve­tica Neue (przy­pisy, czarne), ITC Avant Garde Go­thic (ty­tuł książki i ty­tuły roz­dzia­łów, bru­nat­no­czer­wone — PMS 187 U).
 Książkę wy­dru­ko­wano na pa­pie­rach: środki — of­f­se­towy 140 g/​m², biały (do­stawca: Igepa), na któ­rym do­dat­kowo po­ło­żono kre­mową aplę, okładka — ozdobny, Ke­ay­ko­lour Kwarc 250 g/​m² (do­stawca: An­ta­lis). Oprawa bro­szu­rowa, kle­jona, 56 stron. Na okładce tło­cze­nie — fak­sy­mile ty­tu­ło­wego bo­ha­tera. Spójrzmy na rozkładówki.

12–34–5
6–78–910–11
12–1314–1516–17
18–1920–2122–23
24–2526–2728–29
30–3132–3334–35
36–3738–3940–41
42–4344–4546–47
48–4950–5152–53
54–5556

Po­ka­za­łem tę ksią­żeczkę wszyst­kim, kry­tykę uzy­ska­łem od kilku osób, po­zwól­cie, że — na ile pa­mię­tam — przy­wo­łam tylko cztery z wypowiedzi.

Ro­bert Chwa­łow­ski
Gdy wziął do ręki, po­ka­zał pal­cem na okładkę i powiedział: — Co to ma być? No pro­szę cię!… — miał na my­śli tło­cze­nie, słabo wi­doczne i ge­ne­ral­nie ni z gru­chy, ni z pie­tru­chy. Spo­strzegł też, że ISBN po­ja­wia się aż w trzech miej­scach: na okładce, stro­nie re­dak­cyj­nej (53) i, nie­po­trzeb­nie, na stro­nie czwar­tej.
 Ko­lejna uwaga do­ty­czyła cyfr w przy­pi­sach. Po­mniej­szy­łem je do wiel­ko­ści x, by zbli­żyć się kon­wen­cją do cyfr na­utycz­nych uży­tych w tek­ście głów­nym, a Ro­bert stwier­dził, że nie­po­trzeb­nie.
 Źle wy­glą­dają także du­oto­nowe zdję­cia, zro­bione tro­chę „na siłę”. Ty­tuły roz­dzia­łów w in­nym ko­lo­rze nie są wy­star­cza­ją­cym uza­sad­nie­niem do ko­lo­ro­wa­nia zdjęć, tym bar­dziej, że nie wszyst­kich. Po­ło­żył rów­nież pa­lec na stro­nach 45 – 50: — A to? Co to ma być? Zbyt duża in­ter­li­nia mię­dzy ty­tu­łem, a tek­stem, wy­star­czy­łoby pół wier­sza. — Kon­klu­zja — Naj­gor­sza książka świata.

Ro­bert Oleś
Jego spo­strze­że­nia do­ty­czyły głów­nie mi­kro­ty­po­gra­fii. Naj­waż­niej­sze za­pa­mię­tane przeze mnie, to zła cho­rą­giewka w przy­pi­sach bocz­nych np. na stro­nie 5 czy 7 (są zbyt obłe), w prze­ci­wień­stwie do 40, gdzie już jest w porządku.

An­drzej To­ma­szew­ski
Po pierw­sze skry­ty­ko­wał spis tre­ści. O listku, który po­ja­wia się mię­dzy ty­tu­łem, a nu­me­rem strony powiedział: — W tym miej­scu, to jest ty­po­gra­ficzny ro­bak — li­stek, jak za­uwa­ży­li­ście na ilu­stra­cjach wy­żej, po­ja­wia się rów­nież w tek­ście głów­nym, gdzie od­dziela ty­tuł od tre­ści i tam jest jak naj­bar­dziej na miej­scu. Druga bo­lączka, to bar­dzo nie­jed­no­rodny ma­te­riał ilu­stra­cyjny, który na­le­żało ra­czej ujed­no­li­cić, niż jesz­cze bar­dziej go róż­ni­co­wać.
 Za­trzy­mał się rów­nież na stro­nie tytułowej: — Dlaczego na­zwi­sko au­tora jest tej sa­mej sze­ro­ko­ści, co słowo „Brat” i dla­czego jest w tym sa­mym stop­niu, co „Wro­cław 2009″? — No cóż… nie mam nic na uspra­wie­dli­wie­nie.
 An­drzej, wbrew wcze­śniej­szym uwa­gom, skwitował: — Kawał do­brej, ty­po­gra­ficz­nej ro­boty. — Zna­lazł też jesz­cze jedną zaletę: — Zobaczcie. Zo­sta­wił dwie ostat­nie strony pu­ste, bo tak mu wy­szło i nie roz­cią­gał na siłę tek­stu, żeby je zapełnić.

Ste­fan Szczypka
Wziął książkę do ręki z naj­wyż­szą pie­czo­ło­wi­to­ścią. Wła­śnie od niego do­sta­łem naj­wię­cej po­chwał, a rów­no­cze­śnie naj­bar­dziej miaż­dżącą kry­tykę. Stwier­dził, że książka może się po­do­bać, mimo du­żej ilo­ści błę­dów.
 — Okładka — przez do­bór pa­pieru i pro­jekt — robi wra­że­nie, że mamy do czy­nie­nia z dru­kiem uni­ka­to­wym. Rów­nież we­wnątrz, mimo dość nie­jed­no­znacz­nej siatki, jest bar­dzo ele­gancka. — Bar­dzo do­bre wra­że­nie zro­biła na nim roz­kła­dówka 16 – 17, na któ­rej zdję­cie wy­ła­muje się z siatki, ale w miły dla oka sposób: — I wła­śnie bar­dzo do­brze, że nie jest do spadu. — Jako prze­ci­wień­stwo po­ka­zał roz­kła­dówkę 40 – 41, która gdyby tylko mo­gła za­wie­rać boczny przy­pis o tej sa­mej wy­so­ko­ści, co prawa ko­lumna — by­łoby ide­al­nie.
 We­dług niego w tego typu (oko­licz­no­ścio­wych) pu­bli­ka­cjach po­winno się uni­kać po­zo­sta­wia­nia na końcu wier­sza nie tylko słów jed­no­li­te­ro­wych, ale rów­nież dwu– i trzy­li­te­ro­wych, jak „do” czy „dla” po to, by za­cho­wać w wier­szu lo­giczną cią­głość.
 Do grub­szych man­ka­men­tów na­leży nie­przy­sta­jąca do ca­ło­ści pa­gi­na­cja, co szcze­gól­nie wi­dać na stro­nach 18 i 44. No wła­śnie, gdy­bym nie za­po­mniał jej tu usu­nąć (jak na s. 6), być może nie rzu­ca­łoby się to tak w oczy. Su­ge­ro­wane przez Ste­fana roz­wią­za­nie, to od­su­nię­cie pa­gi­na­cji od ko­lumny i po­więk­sze­nie jej, być może na­le­żało za­grać też ko­lo­rem lub kro­jem.
 Ko­lejne, może nie rzu­ca­jące się w oczy, ale duże błędy zna­lazł w Do­dat­kach. Primo: spo­sób przed­sta­wie­nia ty­tu­la­riów mija się z ich pre­zen­ta­cją w tek­ście, co może być my­lące. Se­cundo: skoro w bi­blio­gra­fii mamy pod­cię­cie, to w na­stę­pu­ją­cym po nim spi­sie ilu­stra­cji też można je było za­sto­so­wać.
 Jak wi­dać na pod­glą­dach, w tek­ście są trzy­stop­niowe ty­tuły. Pierw­szy — Avant Garde, wer­sa­li­kami — wy­su­nięty po­nad ko­lumnę, drugi ka­pi­ta­li­kami i trzeci kur­sywą tego sa­mego — Mi­nion — kroju, co tekst główny, od­dzie­lone od niego tylko or­na­men­tem z pół­fi­re­to­wymi świa­tłami. Tu­taj Ste­fan za­sta­na­wiał się, czy nie le­piej aka­pity z ty­tu­łem trze­ciego stop­nia rów­nież po­zba­wić wcię­cia.
 Ostat­nie, za­pa­mię­tane przeze mnie roz­wa­ża­nia sku­piały się na stro­nie ty­tu­ło­wej, a ści­ślej na pod­ty­tule, który wy­daje się zbyt mocny w sto­sunku do tytułu. — Być może — mó­wił Ste­fan — na­le­żało go zło­żyć ja­kimś ma­łym stop­niem, pi­smem pro­stym, wy­środ­ko­wać, tro­chę obniżyć…

Tyle mi­strzo­wie. Za­pewne nie po­wie­dzieli wszyst­kiego, a i ja nie wszystko za­pa­mię­ta­łem, więc je­śli ktoś jesz­cze chciałby za­ba­wić się w tro­pie­nie błę­dów, za­pra­szam do komentarzy.

KKK

12 listopada 2009

W prze­rwie po­mię­dzy jed­nym wy­jaz­dem, a dru­gim po­zwa­lam so­bie na Krótki Ko­men­tarz do Krak­typo. Wró­ci­łem bar­dzo za­do­wo­lony bo było świet­nie w każ­dej chwili.
 Nieco pe­szyło mnie mniej lub bar­dziej otwar­cie oka­zy­wane mi uzna­nie — pierw­szy raz w życiu po­pro­szono mnie o au­to­graf. Z nie­któ­rymi z Was udało się po­roz­ma­wiać oso­bi­ście. Mia­łem za­szczyt wrę­czyć obie­caną na­grodę Mać­kowi Haud­kowi, który od­po­wia­da­jąc na py­ta­nie, dla­czego wy­biera się na kon­fe­ren­cję do­tknął bar­dzo waż­nego, we­dług mnie, tematu:

Rów­nie ważne jest spo­tka­nie z o­soba­mi po­zna­ny­mi na po­przed­nim spo­tka­niu oraz no­wy­mi, o któ­rych mo­głem je­dy­nie sły­szeć, prze­czy­tać…

To chyba naj­istot­niej­sze. Po­wta­rzam, że było świet­nie w każ­dej chwili, na­wet gdy nie­któ­rzy od­czu­wali za­kło­po­ta­nie. Oka­zało się, że wszy­scy je­ste­śmy cał­kiem nor­mal­nymi ludźmi — bar­dzo Wam dzię­kuję.
 Poza za­dzierz­gnię­ciem zna­jo­mo­ści, po­zo­stały mi dwie pa­miątki: pióro z warsz­ta­tów ka­li­gra­ficz­nych Hen­ryka Sa­kwerdy i książka An­drzeja pt. Gi­se­rzy czcio­nek w Pol­sce — pro­szę spoj­rzeć.
at_giserzy_okl
at_giserzy_okl
 Książkę prze­czy­ta­łem w po­dróży, ale tylko do po­łowy. Na pewno o niej wię­cej na­pi­szę, gdy tylko do­stanę peł­niej­szy ma­te­riał od Ro­berta Chwa­łow­skiego, być może po­jawi się też szansa na re­pu­bli­ka­cję filmu o Ste­fa­nie Szczypce, ale na ra­zie nic nie wia­domo.
 Kon­fe­ren­cja, w któ­rej uczest­ni­czy­li­śmy, to nie tylko wy­kłady, warsz­taty, pre­zen­ta­cje czy pa­nele dys­ku­syjne na sali, ale także żywa wy­miana my­śli w ku­lu­arach. Wielu z Was do­ku­men­to­wało spo­tka­nie fo­to­gra­fu­jąc i na­gry­wa­jąc. Nie wiem, czy by­łoby to od­po­wied­nie, ale może mo­gli­by­śmy ten bo­gaty ma­te­riał za­de­mon­stro­wać tu­taj? Cze­kam na mejle z Wa­szymi zdję­ciami, na­gra­niami lub opi­sami.
 Przy oka­zji ku­lu­aro­wych roz­mów o wszyst­kim, Ro­bert Chwa­łow­ski za­gad­nął mnie o plany zor­ga­ni­zo­wa­nia po­dob­nego wy­da­rze­nia we Wro­cła­wiu. Tak, były ta­kie plany długo, długo przed KRAK­Typo. Stąd py­ta­nie do Was — czy kon­fe­ren­cja ty­po­gra­ficzna we Wro­cła­wiu, to do­bry po­mysł? Pro­szę o wy­po­wiedź w ko­men­ta­rzu.
 Gdy w Kra­ko­wie udało mi się już do­rwać do głosu, po­wie­dzia­łem, że Ste­fan Szczypka i An­drzej To­ma­szew­ski są wcie­le­niem tra­dy­cji i no­wo­cze­sno­ści za­ra­zem oraz że moż­li­wość spo­tka­nia ich i wy­słu­cha­nia tego, co mają do po­wie­dze­nia była dla mnie naj­więk­szą war­to­ścią AKT-​u, w któ­rym kie­dyś uczest­ni­czy­łem. W isto­cie tak jest. Ko­rzy­sta­jąc z oka­zji, pod­da­łem więc pod ich kry­tykę je­den z mo­ich ostat­nich pro­jek­tów. My­ślę, że dla ogól­nego do­bra mogę ją tu za­cy­to­wać — przy­go­tuję osobny ar­ty­kuł.
 Co jesz­cze po­do­bało mi się w Kra­ko­wie? Wy­sta­wione na uli­cach ogromne, piękne i nie­zwy­kle ma­gne­ty­zu­jące popielniczki.

Módlmy się!

28 października 2009

Je­śli się mo­dlić, to tylko w Kra­ko­wie. Nie­cały rok temu od­były się pierw­sze Kra­kow­skie Re­ko­lek­cje Aka­de­mic­kiego Kursu Ty­po­gra­fii (KRAK­Typo). W za­my­śle miały być spo­tka­niem ab­sol­wen­tów i wy­kła­dow­ców AKT-​u, choć nie za za­mknię­tymi drzwiami. Dziś KRAK­Typo staje się ważną, fa­chową kon­fe­ren­cją otwartą dla wszyst­kich chęt­nych.
 Je­dziemy do Kra­kowa? Ko­niecz­nie. Cie­kawy pro­gram i nie­źli pre­le­genci — po­ja­wią się: To­masz Bier­kow­ski, Ro­bert Chwa­łow­ski, Łukasz Dzie­dzic, Ar­tur Fran­kow­ski, Mar­cin Front­czak, Jo­anna Gór­ska, Woj­ciech Ja­nicki, Ma­rian Ka­sprzycki, Krzysz­tof Koch­no­wicz, Ro­bert Oleś, Fran­ci­szek Otto, Hen­ryk Sa­kwerda, Ewa Sa­ta­lecka, Piotr Sier­żęga, Je­rzy Ska­kun, Ste­fan Szczypka, An­drzej To­ma­szew­ski.
 Kilka dni temu za­mknięto re­je­stra­cję na stro­nie in­ter­ne­to­wej — zgło­siła się już mak­sy­malna ilość uczest­ni­ków. Gdyby jed­nak ktoś był zde­ter­mi­no­wany, pro­po­nuję na­pi­sać do or­ga­ni­za­to­rów.
 Żeby była ja­sność — ja też się wy­bie­ram. Mam nie­od­parte wra­że­nie, że spo­tkam w Kra­ko­wie co naj­mniej kilku z Was. Po­my­śla­łem so­bie, że skoro KRAK­Typo ogła­sza kon­kurs na pla­kat, to i ja ja­kiś mógł­bym ogło­sić. Niech to bę­dzie con­fes­sio, jak na re­ko­lek­cje przy­stało. Osoby, które na­pi­szą w ko­men­ta­rzu do po­wyż­szego ar­ty­kułu, dla­czego wy­bie­rają się na KRAK­Typo, we­zmą udział w lo­so­wa­niu na­gród pod­czas kon­fe­ren­cji. Wśród na­gród znajdą się… albo niech to bę­dzie nie­spo­dzianka. I pa­mię­taj­cie — nie­obecni nie mają ra­cji.

Strona in­ter­ne­towa kon­fe­ren­cji
www​.krak​typo​.pl