Archiwa tagu: Janusz Górski

Tomku! Przeczytałem

Tomku!
Przeczytałem w końcu twoją pracę doktorską. Ha! Pamiętasz, jak ci mówiłem, że jeszcze jej nie przeczytałem? Odpowiedziałeś, że nie należysz do tych, co na takie sprawy zwracają uwagę — chciałeś w ten sposób skromnie wytłumaczyć, że nie oczekujesz poklasku — ja jednak muszę przywołać cię do porządku. Po co ją wydałeś? Żeby ją ludzie czytali! prawda?

O typografii, obwoluta

 Nie każdy ma tak dobrze uporządkowany pogląd na sprawy typografii, a jeśli ma, nie zawsze potrafi go tak jasno wyrazić, jak ty. Należałoby więc za jej pomocą zamieniać ciemniaków w światłych ludzi.
 Widzisz… gdybyś był księdzem, mógłbyś zadawać ją za pokutę, ale przecież nie możesz tak robić, bo jesteś tylko skromnym wykładowcą ASP, przyznasz jednak, że jest w tym porównaniu coś akuratnego. A czy przeczytali ją twoi studenci? Być może tego nie wiesz, a myślę że koniecznie powinieneś — Ktoś nie przeczytał? A dlaczego? A może się z jakąś myślą nie zgadza?
 Mnie na przykład twoje spojrzenie na typografię bardzo odpowiada, ponieważ, przynajmniej co do zasady, jest zgodne z moim. O szczegółach nie będę się tu rozpisywał, bo sam wiesz, że gadanie na sucho do niczego dobrego nie prowadzi. Ufam, że zdrowie pozwoli nam na niejedną jeszcze rozmowę o typografii. Czołem!

O typografii, s. 40–41

O typografii, okładka


Informacje wydawcy i zakupy: czystywarsztat.pl
Projekt graficzny i typograficzny, skład, łamanie: Tomasz Bierkowski
Redakcja: Paweł Sitkiewicz
Redaktor serii: Janusz Górski
Format bloku 145×205, 144 stronice
Oprawa twarda całopapierowa, obwoluta papierowa
Czysty Warsztat, Gdańsk 2008
ISBN 978‑83‑89945‑33‑4

Nie ma dzieci

Po raz kolejny zasiadam do pisania niniejszego artykułu, może teraz uda mi się zebrać skołatane myśli. W telewizorze oglądam «Ogniem i mieczem» i muszę wyznać, że rok 2012 jest to dziwny rok, w którym rozmaite znaki publikowane przez instytucje państwowe i samorządowe, zwiastują niechybną kompromitację tychże instytucji, przedsięwzięć i projektantów. Rok ten ogłoszono Rokiem Korczaka. W styczniu Rzecznik Praw Dziecka, koordynujący działania korczakowskie, zaprezentował poniższe „logo”.
stare logo, wycofane

O fakcie poinformował Andrzej Ludwik Włoszczyński na Facebooku. Zareagowałem impulsywnie, w kilka chwil wysyłając pocztą elektroniczną oficjalny protest do rzecznika, a niedługo potem publikując jego treść w komentarzu do wspomnianej informacji.

Sz. Pan Marek Michalak
Rzecznik Praw Dziecka
ul. Przemysłowa 30/32
00-450 Warszawa

Szanowny Panie!
Logo Roku Janusza Korczaka, które dziś dostrzegłem na stronie internetowej reprezentowanej przez Pana instytucji, to kpina z Korczakowej myśli i przyczynek do kompromitacji nie tylko w granicach naszego kraju. Jako zawodowy projektant, wzywam Pana do usunięcia tej graficznej niedoróbki i dopełnienia starań o uzyskanie prawdziwego logo — wykonanego przez prawdziwego projektanta, nie przynoszącego wstydu, estetycznego itp.

Z wyrazami oburzenia
Rafał S. Świątek
[pod nazwiskiem wszelkie dane kontaktowe]

Andrzej Włoszczyński odpowiedział notatką na swoim blogu, a ja pozwoliłem sobie jeszcze na komentarz pod jedną z wersji przedstawionych na fejsbukowej stronie Roku Korczaka. I tutaj zaczęła się jatka. Protest w krótkim czasie przybrał na liczebności i sile tak bardzo, że rzecznik podjął decyzję o zmianie znaku.

Nowe logo, wariant

Nowy zaprojektował Janusz Górski, profesor gdańskiej ASP, szef Pracowni i Czystego warsztatu. Przyznaję, rzecznik nie może ponosić odpowiedzialności za kiepski znak, zaprojektowany wszak przez profesora dizajnu — ale profesorze, ten znak jest kompromitacją! — jednak nie o to mi chodzi. Chciałbym wrócić do sedna i przytoczyć najważniejsze argumenty strony deprecjonującej protest.
 1. De gustibus non est disputandum [administrator strony na Facebooku].
 2. Jeśli napisałeś list do Rzecznika, wypadało spokojnie poczekać na odpowiedź, a nie robić burzę [Dorota Zawadzka].
 3. Dzieciakom to logo się podobało [Idem].
 4. Myślę, że [chodzi] o zawiść „profesjonalistów” [Jan Orgelbrand].
 Nie na wszystkie potrafię odpowiedzieć, ograniczę się więc tylko do drugiego — list do rzecznika wysłałem 16 stycznia, odpowiedzi nie dostałem do dzisiaj. W tej sytuacji wątpię w kompetencje Marka Michalaka, urzędującego Rzecznika Praw Dziecka — powstrzymując się od odpowiedzi złamał prawo.
 Jest jeszcze jeden problem, którego rzecznik do dziś nie podjął. Chodzi o autorskie prawa majątkowe do dzieł Korczaka. Polskie prawo przedłuża ochronę na okres siedemdziesięciu lat po śmierci (a w szczególnych przypadkach — pierwszej publikacji), który to okres liczy się od 1 stycznia następującego po śmierci twórcy. Janusz Korczak zginął bohaterską śmiercią w Treblince w 1942 roku. Oznacza to, że zgodnie z ustawą od 1 stycznia 2013 roku ustaje ochrona prawno-autorska wszystkich jego dzieł w zakresie praw majątkowych. Przekładając na prostszy język, będzie można rozpowszechniać jego dzieła bez pytania się kogokolwiek o zgodę, ani konieczności opłat licencyjnych.
 Obecnie prawami majątkowymi do Korczaka zarządza Instytut Książki, którego przedstawiciele twierdzą, że ochrona będzie trwać do końca 2016 roku. Powołują się na orzeczenie sądu z czasów kiedy nie znano daty śmieci Korczaka, wobec czego potraktowano go jako zaginionego i przyjęto że zmarł w rok i jeden dzień po wojnie (9 maja 1946). Dziś ta argumentacja została już podważona, jednak Instytut Książki i reprezentująca go kancelaria prawna stoją na stanowisku, że nie — proszę płacić!
 Rzecznik — jak trybun ludowy — sprzeciwiając się tej sytuacji, miałby szansę nadać obchodom jakąś nutę niebanalności, a spodziewam się, że mógłby zdziałać o wiele więcej. Z drugiej strony Instytut Książki wyraził gotowość sfinansowania projektu popularyzującego Korczakowe idee kwotą 56 tys. złotych netto — nie należy kąsać darczyńców. Jednak Instytut Książki, który jedną ręką mało daje, drugą dużo zbiera — sprzedaje licencje na lewo i prawo na okres wykraczający poza czas ochrony praw majątkowych. Czy to w porządku? Nie, to jest zawłaszczenie publicznego dobra i nadużycie względem nieświadomych licencjobiorców, wśród których są również zagraniczni wydawcy. Brawo! Doić frajerów!

Czy z tego wszystkiego możemy wyciągnąć jakąś naukę? Oczywiście. Na przykład taką, że osoby podejmujące decyzje w naszym imieniu mogą dokonać złego wyboru. Albo, że można je skutecznie dyscyplinować przy pomocy publicznej perswazji. Albo wiele innych wniosków — śmiało, sapere aude!
 Przy okazji sporu o Korczaka ciekawe stanowisko wyraża Koalicja Otwartej Edukacji: utwory, do których prawa majątkowe znalazły się we władaniu państwa, powinno się natychmiast uwalniać do domeny publicznej. Jestem tego samego zdania.

Więcej
Gorąca dyskusja na Facebooku  ponad 150 mniej lub bardziej merytorycznych i pełnych emocji wypowiedzi
Kpina z Korczaka  Andrzej Ludwik Włoszczyński
Kontrowersyjny logotyp Roku Korczaka  Gazeta Wyborcza
Instytut Książki odbiera nam Janusza Korczaka  Koalicja Otwartej Edukacji
Batalia o Króla Maciusia  Rzeczpospolita