Tag Archives: Jan Tschichold

Idzie wiosna

Idzie wio­sna. Wciąż trwa­ją zapi­sy na warsz­ta­ty pro­jek­to­wa­nia pism Mate­usza Machal­skie­go — infor­ma­cja o spe­cjal­nej zniż­ce w tek­ście «Mło­dy wilk Machal­ski», a komu mało, niech zwró­ci oko na Zachód.   Jost Hochu­li o Tschi­chol­dzie (Leip­zi­ger Typo­ta­ge 2017) W dniach 10–18 maja odbę­dzie się dwu­dzie­sta pią­ta edy­cja Leip­zi­ger Typo­ta­ge. W tym roku tema­tem prze­wod­nim będzie Duch cza­su. W kon­tek­ście zbli­ża­ją­ce­go się stu­le­cia zało­że­nia […]

Smak rewolucji

Wła­śnie dokoń­czy­łem czy­ta­nie książ­ki, na któ­rą cze­ka­łem przez ostat­nią deka­dę. Wyda­na w 1928 roku w Niem­czech, w koń­cu docze­ka­ła się pol­skiej edy­cji — Jan Tschi­chold, «Nowa typo­gra­fia. Pod­ręcz­nik dla two­rzą­cych w duchu współ­cze­sno­ści», Rec­to Ver­so 2011 — Mar­ty­nie, bar­dzo ci za nią dzię­ku­ję. Isto­tą Nowej Typo­gra­fii jest kla­row­ność. Sytu­uje ją to w świa­do­mej opo­zy­cji do daw­nej typo­gra­fii, któ­rej celem było „pięk­no” i któ­rej […]

Rozmowa z Andrzejem T. Spotkanie drugie

Poni­żej dal­szy ciąg roz­mo­wy z Andrze­jem Toma­szew­skim. Pro­wa­dzi­my ją przy pomo­cy dostęp­nych środ­ków komu­ni­ka­cji elek­tro­nicz­nej, acz­kol­wiek bez zbęd­ne­go pośpie­chu. Zapra­szam na kolej­ne spo­tka­nie z mistrzem — dru­gie, ale jesz­cze nie ostat­nie. Jeśli ktoś chciał­by poznać go oso­bi­ście, będzie oka­zja pod­czas KRAK­Ty­po. Fot. Gabrie­la Gru­sza   Wie­lu współ­cze­snych pro­jek­tan­tów pra­cu­je wyłącz­nie w naj­now­szym opro­gra­mo­wa­niu, a wie­lu nie przy­kła­da do tego wagi. […]

Analfabetyzm, jakież to dizajnerskie!

Coraz czę­ściej napo­ty­kam, w inter­ne­to­wych wypo­wie­dziach osób zaj­mu­ją­cych się pro­jek­to­wa­niem, róż­ne języ­ko­we śmie­ci. Ostat­nio zwa­li­ły mnie z nóg słów­ka: owy i sty­li. Wyda­je się że owy, to pró­ba połą­cze­nia rosyj­skiej wer­sji оный [onyj] z żeń­ską for­mą owa. Pra­wi­dło­wo powin­no być ów. Jeśli cho­dzi o dru­gie — dopeł­niacz licz­by mno­giej sło­wa styl przy­bie­ra for­mę sty­lów.   Zacho­dzę w gło­wę, skąd w dzi­siej­szych cza­sach bio­rą […]