Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Poligraficznego | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Poligraficznego”

O tegorocznej «Poligrafii»

8 czerwca 2011  [Instapaper Text] [Readability]

Mię­dzy­na­ro­dowe Targi Po­znań­skie. Jest dwu­nasty kwietnia dwa ty­siące je­de­na­stego roku. Nie byłem tu ponad dzie­sięć lat, ale wczoraj po­sta­no­wiłem znów wy­brać się na «Po­li­grafię», wszak po­dróże kształcą. Wy­pi­sałem sobie de­le­gację i ru­szyłem do Wiel­ko­polski.
 Od razu dała się za­uważyć znacznie lepsza or­ga­ni­zacja. Przy wej­ściu miejsca do wy­peł­niania an­kiet re­je­stra­cyj­nych dla kil­kuset osób. Żad­nych ko­lejek. Wszystko wspie­rane przez elek­tro­nikę. Jednak oka­zało się że Po­li­grafia 2011, to nie ta im­preza co kiedyś. Znacznie mniejszy roz­mach. Wy­stawcy nie­wiele po­ka­zują, albo ich brak. Wszyscy zmie­ścili się w trzech ha­lach, a w jednej z nich były nawet spore prze­ciągi. Bieda. Dwa­dzie­ścia lat temu sama branża po­li­gra­ficzna wy­peł­niała po brzegi cały teren targów.
 Aby wejść na targi, na­le­żało nabyć bilet (1 zł przez in­ternet, 30100 zł w kasie) lub sko­rzy­stać z za­pro­szenia. Za­pro­szenia oraz tańsze bi­lety obar­czono ko­niecz­no­ścią re­je­stracji — zbie­rano dane oso­bowe i fir­mowe.
 Po­ka­zała się więk­szość ro­dzi­mych do­stawców chemii i ma­te­riałów eks­plo­ata­cyj­nych, polscy pro­du­cenci ma­szyn czy róż­nych sys­temów wspo­ma­ga­ją­cych pro­dukcję oraz do­stawcy opro­gra­mo­wania. Nie wia­domo dla­czego za­brakło do­stawców pa­pieru — ani jed­nego.
 Pro­du­cenci ma­szyn dru­ku­ją­cych przy­słali tylko de­le­gację. De­mon­stro­wano w ruchu dwie pół­for­ma­towe czte­ro­ko­lo­rówki of­fe­stowe — KBA i Ryobi (poza tym kilka mniej­szych mo­deli) i dwie wą­skow­stę­gowe ma­szyny flek­so­gra­ficzne. Równie skromną re­pre­zen­tację wy­sta­wili pro­du­cenci urzą­dzeń do se­ri­grafii. Ro­to­gra­wiura — jeśli była — zu­pełnie nie­do­strze­galna. Gdzie­nie­gdzie roz­sta­wili sto­iska sprze­dawcy ma­szyn uży­wa­nych. Ale, by nie było tak za­trwa­ża­jąco pusto, druk cy­frowy i In­kJet za­jęły dużą część po­wierzchni tar­gowej.
 Jak zwykle, po­ja­wili się przed­sta­wi­ciele bran­żo­wych cza­so­pism, or­ga­ni­zacji i uczelni. Swoją ofertę przed­sta­wiały rów­nież dru­karnie. Jedna z cie­kaw­szych to Polska Wy­twórnia Pa­pierów War­to­ścio­wych — proszę się nie czuć przy­tło­czonym nazwą, to nor­malne przed­się­bior­stwo, z któ­rego usług każdy może ko­rzy­stać.
 Atrium — polski dys­try­butor plo­terów Mutoh — na chyba naj­więk­szej po­wierzchni za­pre­zen­to­wało sporo urzą­dzeń, a nie­które na­prawdę ogromne — bardzo dobre wrażenie.

mtp_poli2011-atrium
Źródło: Atrium

Cie­ka­wostką był Mutoh Va­lu­ejet Hy­brid. To cudo po­trafi na­pylać atra­ment na pod­ło­żach po­da­wa­nych z roli albo sztyw­nych do sze­ro­kości 1625 mm. Moż­liwa do uzy­skania roz­dziel­czość to 1440 dpi (w obu kie­run­kach). Za­sto­so­wano w nim także zmienną wiel­kość kropli, system eli­mi­nu­jący pa­smo­wanie oraz dwa spo­soby su­szenia: ter­miczne i pneu­ma­tyczne. Ma­szyna zdo­była złoty medal targów.
 Duże i ładnie urzą­dzone sto­isko po­ka­zała Agfa (zo­stała zresztą za nie na­gro­dzona), jednak tłok po­wstał tak duży, że nie szło się zbyt wiele do­wie­dzieć. Firma w tym roku pre­zen­to­wała wy­łącznie sys­temy in­kje­towe, po­mi­nąwszy zu­pełnie pre­press. Czy Agfa na tym rynku zdo­bę­dzie zna­czącą po­zycję? Nie wiem. Ale taka, widać, strategia.

mtp_poli2011-agfa
Źródło: Agfa

Kon­fe­rencje
Pierwsze kroki po przej­ściu przez bramę skie­ro­wałem na kon­fe­rencję CO­BRPP «Za­wo­dowe szkol­nictwo po­li­gra­ficzne w epoce tech­no­logii cy­fro­wych». Wy­słu­chałem trzech nie­zwykle in­te­re­su­ją­cych wy­kładów — An­drzeja Ma­kow­skiego o po­li­grafii jako dys­cy­plinie na­ukowej, Ar­tura Fran­kow­skiego o pro­jek­to­waniu współ­cze­snych pism dru­kar­skich, An­drzeja To­ma­szew­skiego o es­te­tycz­nych i etycz­nych (!) aspek­tach kształ­cenia po­li­grafów. Po­zo­stałe opuściłem.

mtp_poli2011-cobrpp
Źródło: Mię­dzy­na­ro­dowe Targi Po­znań­skie, fot. M. Melanowicz

Tego sa­mego dnia od­była się rów­nież kon­fe­rencja pt. «Po­li­grafia — o rynku i no­wo­ściach» (or­ga­ni­zo­wana przez He­idel­berga z Gra­fi­kusem, Pol­skim Brac­twem Ka­wa­lerów Gu­ten­berga i KPMG), której clou miała sta­nowić pre­zen­tacja ra­portu «Rynek po­li­gra­ficzny w Polsce». Po­prze­dzono ją jednak długim i nudnym pro­gramem sprze­da­żowym or­ga­ni­za­torów. Nie zna­la­złem na to czasu.
 Wy­daje mi się, że cie­kawa mogła okazać się kon­fe­rencja Pol­skiej Izby Druku pt. «Przy­szłość książki w świecie cy­frowym», jednak za­pla­no­wano ją do­piero na czwartek — nie­stety nie miałem okazji w niej uczestniczyć.

Nie po­trafię jed­no­znacznie pod­su­mować tych targów. Od­noszę wra­żenie, że były (a może są?) bardzo ubogie — nie­wiele no­wego wnoszą. To pewnie od­bicie rynku. Nie ma chyba sensu wy­kładać wszyst­kich kart, skoro nie za­owo­cuje to wy­graną (sprze­dażą). Z dru­giej strony mamy jednak spo­tkanie branży, swo­iste bien­nale, pod­czas któ­rego można się o niej sporo na­uczyć. Wi­działem par­szywe logo targów, a na sto­iskach ob­skurne re­klamy, pa­skudne książki i ko­ślawe przy­kłady cor­po­rate iden­tity. Były też i ładne.
 Myślę, że dzięki wy­stą­pie­niom ta­kich Ma­kow­skich, To­ma­szew­skich czy Fran­kow­skich, po­li­grafia od­żyje. Bo to nie tech­no­logia niesie ra­tunek dla branż (pa­trząc dalej: spo­łe­czeństw), ale wła­śnie di­zajn, któ­remu jest pod­po­rząd­ko­wana. A jeśli nie jest, to być powinna.


In­for­macje or­ga­ni­za­tora
Po­li­grafia 2011 | Euro‑Reklama 2011

Architektura książki

31 marca 2011  [Instapaper Text] [Readability]

Już za kilka ty­godni po­jawi się nowa książka An­drzeja To­ma­szew­skiego, wy­dana przez Cen­tralny Ośrodek Badawczo-​Rozwojowy Prze­mysłu Po­li­gra­ficz­nego. «Ar­chi­tek­tura książki dla wy­dawców, re­dak­torów, po­li­grafów, gra­fików, au­torów, księ­go­znawców i bi­blio­filów» jest bardzo cie­kawa dla wszyst­kich, którzy „robią w książ­kach” lub chcą (czy też muszą) coś na temat tech­no­logii książek wiedzieć.

Architektura książki

A więc bę­dzie trochę o róż­ni­cach między czcionką a fontem, ko­lorem a barwą czy o róż­nicy zdań między re­dak­torem, a pro­jek­tantem. Do­wiemy się o mia­rach ty­po­gra­ficz­nych, ar­ku­szach wy­daw­ni­czych i dru­kar­skich, spo­so­bach po­stę­po­wania z ilu­stracją, a nawet o zna­kach ko­rek­tor­skich. Po­znamy za­gad­nienia pro­jek­towe, tech­no­lo­giczne i tech­niczne. Bardzo jasny wywód, wła­ściwie po­radnik książ­ko­twórczy, do­brze ilu­stro­wany i so­wicie przy­pra­wiony fa­chową ter­mi­no­logią. Wszystko, oczy­wi­ście, wy­tłu­ma­czone — takie abc.
 Wła­śnie teraz trwa pro­dukcja i jeśli po­wiodą się plany, na tar­gach «Po­li­grafia», pod­czas kon­fe­rencji or­ga­ni­zo­wanej przez CO­BRPP 12 kwietnia, od­bę­dzie się jej prezentacja.


In­for­macje o książce
www​.co​brpp​.com​.pl
Kon­sul­tacja: Prze­my­sław Śle­boda
Re­dakcja: Elż­bieta Wło­dar­czyk
Pro­jekt au­tora
Cen­tralny Ośrodek Badawczo-​Rozwojowy Prze­mysłu Po­li­gra­ficz­nego
War­szawa 2011, wy­danie pierwsze
Format bloku A5, 1+1, 160 stron
Pa­pier Munken Pure 100g/​m2120g/​m2
Oprawa twarda, ca­ło­pa­pie­rowa, la­mi­no­wana, 4+0

In­for­macja o kon­fe­rencji
Za­wo­dowe szkol­nictwo po­li­gra­ficzne w epoce tech­no­logii cyfrowych

In­for­macje o tar­gach
Mię­dzy­na­ro­dowe Targi Po­znań­skie Po­li­grafia

Gdański manuskrypt

27 stycznia 2011  [Instapaper Text] [Readability]

Kilka dni temu Mu­zeum Ar­che­olo­giczne w Gdańsku opu­bli­ko­wało in­for­mację o zna­le­zionym frag­mencie ma­nu­skryptu. Wy­do­byto go ze śre­dnio­wiecznej la­tryny, pod­czas prac wy­ko­pa­li­sko­wych przy ulicy Kle­szej w Gdańsku, w styczniu 2009 r. Trudno było od razu jed­no­znacznie stwier­dzić czym w rze­czy­wi­stości jest wy­glą­da­jący na ka­wałek dre­wienka skrawek per­ga­minu.
 Po prze­pro­wa­dzeniu serii badań wia­domo już, że mamy do czy­nienia z frag­mentem Wul­gaty. Nie ma na­to­miast pew­ności co do wieku zna­le­ziska. Ba­danie C‑14 wska­zuje na jego pięt­na­sto­wieczne po­cho­dzenie, jed­nakże To­masz Płó­ciennik (In­stytut Ar­che­ologii UW) za­uważa, że tekst za­pi­sano mi­nu­skułą ka­ro­lińską — uży­wano jej między IXXII wie­kiem — wobec czego wynik C‑14 można uznać za za­fał­szo­wany przez sub­stancje or­ga­niczne znaj­du­jące się w la­trynie.
 We­dług An­drzeja To­ma­szew­skiego (CO­BRPP) pismo jest praw­do­po­dobnie jakąś po­chodną lub od­mianą ka­ro­liny. Z jednej strony nie ma ty­po­wego dla niej pię­tro­wego «a» — z czego mo­głoby wy­nikać, że to młodszy skrypt (XII-​XIII w.), z dru­giej na­to­miast, dolna kluczka li­tery «g» (nie­zbyt wy­raźna) praw­do­po­dobnie jest otwarta, co jest ty­powe dla skryptów star­szych (przed X w.).
 Cha­rak­te­ry­styczne, że per­gamin za­pi­sano bardzo drobnym macz­kiem. Wy­so­kość ma­łych liter wy­nosi około mi­li­metra, a liter z wy­dłu­że­niami około dwóch. Lidia Psz­czół­kowska (Bi­blio­teka Gdańska PAN) zwraca uwagę, że w tak drobnym pi­śmie spe­cja­li­zo­wało się nie­wiele skryp­to­riów, co może być ścieżką do usta­lenia wła­ści­wego datowania.

Fragment IV Księgi Ezdrasza (recto, verso)
Frag­ment IV Księgi Ez­drasza (recto, verso), Mu­zeum Ar­che­olo­giczne w Gdańsku

Zna­le­ziony ka­wałek rę­ko­pisu jest ma­lutki — około 3×10 cm — a jednak bardzo cie­kawy. Za­wiera frag­ment IV Księgi Ez­drasza (dziś w Ko­ściele za­chodnim uznanej za apo­kryf, ale w śre­dnio­wieczu pa­nował spory ba­łagan w za­kresie treści i ka­no­nicz­ności po­szcze­gól­nych ksiąg Bi­blii, ist­niało wiele wersji Wul­gaty, a osta­teczne upo­rząd­ko­wanie w tej ma­terii wpro­wa­dzono wraz z Wul­gatą Kle­men­tyńską, do­piero pod ko­niec XVI w.), która w tłu­ma­czeniu łaciń­skim za­cho­wała się tylko w sze­ściu ko­dek­sach (VII-​XI wiek). Gdań­skie zna­le­zisko jest siódmym znanym prze­kazem tego tekstu. Jak mówi To­masz Płó­ciennik, prze­kład różni się od po­zo­sta­łych sze­ściu, w tek­ście do­ko­nano zmian re­dak­cyj­nych. Choć to ra­czej drobne po­prawki sty­li­styczne, mogą za­in­te­re­sować bi­bli­stów.
 Nie­stety, nie od­na­le­ziono in­nych części tego ko­deksu. Rodzi się jednak py­tanie, skąd frag­ment spi­sanej na per­ga­minie Bi­blii wziął się w tak mało sa­kralnym miejscu? Trudno po­wie­dzieć. Trzeba zdać sobie sprawę, że w śre­dnio­wieczu nie po­strze­gano za­bytków jak dzi­siaj — li­czyła się głównie war­tość użyt­kowa. Je­żeli księga nie nada­wała się do czy­tania, bo np. uległa znisz­czeniu, sta­wała się bez­war­to­ściowa, albo zmie­niała swoją funkcję. Częstą prak­tyką było uży­wanie sta­rych ma­nu­skryptów jako su­rowca in­tro­li­ga­tor­skiego, a prze­cież w XV wieku na te­renie Gdańska dzia­łało kilku lub kil­ku­nastu in­tro­li­ga­torów. Wy­kro­jony nożem skrawek per­ga­minu był za­pewne od­padem pro­duk­cyjnym — ma­ku­la­turą — który w la­trynie zna­lazł się przy­pad­kiem. Nie­wy­klu­czone, że w pod­czas prac ar­che­olo­gicz­nych w są­sied­nich kwa­te­rach zo­staną do­ko­nane od­krycia, które po­twierdzą ten sposób de­dukcji.
 Henryk Paner, dy­rektor gdań­skiego Mu­zeum Ar­che­olo­gicz­nego, prze­wi­duje, że za­bytek zo­stanie udo­stęp­niony zwie­dza­jącym już latem tego roku.