Akcydens | Typografia po polsku

Oznaczone tagiem „akcydens”

Will Powers

21 grudnia 2009

Miało być zu­peł­nie o czym in­nym, ale po­szu­ku­jąc e-​maila do Willa Po­wersa, który kie­dyś pi­sał mi na jed­nej z list dys­ku­syj­nych o swo­ich mło­dzień­czych, ty­po­gra­ficz­nych do­świad­cze­niach, tra­fi­łem na in­for­ma­cję, że wła­śnie w sierp­niu zmarł.

Will Powers
Will Po­wers w Co­lo­rado, na po­czątku sierp­nia 2009 r.

Wy­obraź­cie so­bie — pi­szę do niego, nie mam pod ręką tylko ad­resu, który od­naj­duję ra­zem z tą smutną wia­do­mo­ścią. Jesz­cze w lipcu Will pisał:

Latem 1973 roku u­czest­ni­czy­łem w czymś bar­dzo po­dob­nym do Type Camp. Ray Nash, który wiele lat uczył pro­jek­towa­nia i ty­po­gra­fii w Dart­mo­uth Col­le­ge, organizował let­nie warsz­taty na swo­jej far­mie w Roy­al­ton, w sta­nie Ver­mont. • Było nas około ośmiu u­czest­ni­ków, wszy­scy po­ni­żej trzy­dziest­ki, wszy­scy za­in­te­reso­wani ty­po­gra­fią. W sta­rej sto­dole stały ta­stry i od­le­war­ki mo­noty­powe. Było też tam sta­no­wi­sko ła­mania i ręcz­na prasa dru­kar­ska. Skła­dali­śmy, dru­ko­wa­li­śmy i o­ce­nia­liśmy. Duże i małe ak­cy­den­sy. • Jako świe­żo u­pie­czo­ny cze­lad­nik ze­cer­ski, mia­łem nieco pod­sta­wowych u­mie­jęt­no­ści, ale naj­waż­niej­sze, że dzień w dzień, stale my­śle­li­śmy i ga­dali­śmy o typo. • Wszy­scy, oprócz mnie, miesz­ka­li przez czte­ry ty­go­dnie w zruj­no­wa­nym bu­dyn­ku na far­mie. Ja z żo­ną spę­dzi­łem lato kilka go­spodarstw dalej, a więc stra­ci­łem wiele noc­nych ko­le­żeń­skich po­ga­wę­dek. • To było cu­dow­ne lato. My­śla­łem, pa­trzy­łem i do­ty­ka­łem czcio­nek co­dzien­nie, jak w cza­sie prak­tyk, ale nie go­ni­ły mnie żadne ter­mi­ny, ani nie po­ga­niał maj­ster. • Ch­ciał­bym, by wszy­scy mło­dzi ty­po­gra­fowie mogli do­świad­czyć cze­goś ta­kie­go.

Wil­liam Po­wers, to je­den z nie­licz­nych dziś di­zaj­ne­rów, któ­rzy za­czy­nali swoją drogę od pracy w oło­wiu. Zdo­był za­wód ze­cera i za­nim za­czął pro­jek­to­wać pa­rał się dru­kar­stwem. Póź­niej pra­co­wał rów­nież w wy­daw­nic­twach i agen­cjach re­kla­mo­wych jako de­si­gner, type di­rec­tor i re­dak­tor. Wy­kła­dał pro­jek­to­wa­nie ksią­żek i ty­po­gra­fię na uczel­niach.
 W 1998 roku wstą­pił do Min­ne­sota Hi­sto­ri­cal So­ciety, na rzecz któ­rego pra­co­wał przez ostat­nią de­kadę w dziale wy­daw­nictw. Był rów­nież człon­kiem pre­sti­żo­wych or­ga­ni­za­cji ame­ry­kań­skich i mię­dzy­na­ro­do­wych, jak ATypI czy Type Di­rec­tors Club.
 Dał się po­znać, jako za­pa­lony or­ni­to­log, czyn­nie upra­wiał sport ro­we­rowy i pły­wa­nie. Jako wielki mi­ło­śnik jazzu, czę­sto i z wielką przy­jem­no­ścią prze­by­wał w klu­bach Twin City, ser­wu­ją­cych wła­śnie tę mu­zykę.
 Wy­warł wielki wpływ na pro­jek­tan­tów i ty­po­gra­fów w Ame­ryce i na świe­cie. Uwiel­biał dia­log z ludźmi. W upo­wszech­nia­niu wie­dzy — ty­po­gra­ficz­nej kul­tury — po­słu­gi­wał się nie tylko for­mułą wy­kładu. Jego wy­po­wie­dzi można zna­leźć na li­stach dys­ku­syj­nych i fo­rach.
 Zmarł 25 sierp­nia na za­wał serca, pod­czas wa­ka­cji u ro­dziny w Ka­na­dzie. Miał sześć­dzie­siąt trzy lata.
 Chcia­łem po­ka­zać jego kilka pro­jek­tów ksią­żek, ale oka­zały się nie­do­stępne, za­cy­tuję więc jego ar­ty­kuł, do­ty­czący hi­sto­rii dru­kar­stwa i ty­po­gra­fii — bar­dzo in­te­re­su­ją­cego i mało u nas zna­nego sys­temu składu go­rą­cego lu­dlow (na­zwa urzą­dze­nia po­cho­dzi od jed­nej z ame­ry­kań­skich miejscowości).


Co to jest lu­dlow? Will Po­wers
[w:] Let­ter­Space wiosna/​lato 06, s. 4, Type Di­rec­tors Club, 2006, New York

Szybko! Co to jest lu­dlow? i dla­czego ty­po­gra­fów po­winno to ob­cho­dzić?
 Rza­dziej uży­wany niż mo­no­typ czy li­no­typ, przez wiele lat sys­tem lu­dlow był „trze­cią drogą” składu go­rą­cego. W naj­lep­szych pra­cow­niach — jak w man­ha­tań­skim Car­di­nal Type Se­rvice — i ma­ło­mia­stecz­ko­wych ga­ze­tach nie­zli­czoną ilość ogło­szeń i na­głów­ków, w la­tach 1920 – 1970, skła­dano na lu­dlo­wach. Tro­chę tych ma­szyn używa się jesz­cze w wielu za­kła­dach przy pro­duk­cji ma­tryc do tło­czeń lub pie­czą­tek.
 Dzi­siejsi ty­po­gra­fo­wie prze­waż­nie wie­dzą o od­lew­niach czcio­nek, li­no­ty­pach i mo­no­ty­pach, ale nie o lu­dlo­wach. Sui ge­ne­ris, lu­dlow był in­te­re­su­jącą hy­brydą. Nie miał kla­wia­tury. Ze­cer skła­dał mo­siężne ma­tryce ręcz­nie do spe­cjal­nego wier­szow­nika, tro­chę jak w skła­dzie ręcz­nym, jed­nak ma­szyna od­le­wała wiersz, po­dobny do li­no­ty­po­wego. Skła­dacz miał luk­sus pre­cy­zyj­nego ju­sto­wa­nia, jak w uko­cha­nym skła­dzie ręcz­nym, po­nadto łatwo było za­my­kać wier­sze [w wier­szow­niku]. Mógł wy­twa­rzać setki róż­nych lub ta­kich sa­mych wier­szy dzien­nie.
 To był praw­dziwy koń po­cią­gowy: łatwy do na­ucze­nia, pro­sty w ob­słu­dze, o ni­skiej awa­ryj­no­ści i łatwy do na­pra­wie­nia. Istny wół ro­bo­czy, choć po­wolny. Tempo pracy sta­no­wiło po­ważną wadę: po od­la­niu wier­sza, ma­tryce na­le­żało roz­mon­to­wać i przed przy­stą­pie­niem do skła­da­nia i od­le­wa­nia ko­lej­nego, wło­żyć z po­wro­tem do kaszty. Z tego po­wodu lu­dlow nie był przy­sto­so­wany do składu in­nych, niż krót­kie tek­sty w nie­ju­sto­wa­nych ko­lum­nach.
 Naj­czę­ściej uży­wano lu­dlowa do pro­za­icz­nych rze­czy, jed­nak można było na nim uzy­skać skład rów­nie ele­gancki, jak przy uży­ciu li­no­ty­pów czy mo­no­ty­pów. Ale poza co­dzienną pracą, sys­tem składu jest na tyle do­bry, na ile do­sko­nałe są znaki, które od­twa­rza i tu tkwi ta­jem­nica złej re­pu­ta­cji lu­dlowa. Fa­bryka Lu­dlow wy­twa­rzała mniej kro­jów i ro­dzin, niż po­zo­stali pro­du­cenci, mimo, że część z nich zy­skała rów­nie wiel­kie uzna­nie, jak inne, kla­syczne kroje składu go­rą­cego.
 A więc Lu­dlow zo­stał ze­pchnięty na ty­po­gra­ficzny mar­gi­nes. Czy na to za­słu­żył? Nie cał­kiem. Garść kro­jów Lu­dlowa była rów­nie do­bra, jak kroje kon­ku­ren­cji i za­słu­gi­wała na taką samą uwagę. Za­po­zna­wa­łem się z pi­smami Lu­dlowa od pierw­szego dnia pracy w skła­dzie go­rą­cym, od kiedy zo­ba­czy­łem ma­szynę i usły­sza­łem, że mam się na­uczyć jej ob­sługi. Przez osiem­na­ście mie­sięcy sta­łem co­dzien­nie przed tym lu­dlo­wem, skła­da­łem i od­le­wa­łem mnó­stwo wier­szy, do­sko­na­ląc swój fach. Stop­niowo przy­swa­ja­łem so­bie ja­kieś zro­zu­mie­nie pism i róż­nic mię­dzy nimi, po­woli wy­ra­bia­łem so­bie opi­nię o ich za­le­tach. Głów­nie dzięki temu, że po­zna­jąc i pra­cu­jąc z po­szcze­gól­nymi kro­jami Lu­dlow, ob­ser­wo­wa­łem je każ­dego ty­go­dnia w wielu róż­nych ze­sta­wie­niach.
 Naj­waż­niej­szymi z pism Lu­dlowa były: Ga­ra­mond, Stel­lar, Del­phian, Eu­se­bius, Ra­diant i Tempo, wszyst­kie za­pro­jek­to­wane przez na­czel­nego ty­po­grafa w Lu­dlow, Ro­berta Hun­tera Mid­dle­tona — pro­jek­tanta, któ­rego kunszt za­słu­guje na uważne prze­stu­dio­wa­nie. Za­zwy­czaj wy­mie­nia się jego na­zwi­sko obok ta­kich, jak: Goudy, Dwig­gins i Zapf. Po­dob­nie, jak każdy z nich, mu­siał po­ko­nać tech­niczne ogra­ni­cze­nia sys­temu składu, by przy­go­to­wać ele­ganc­kie, uży­teczne kroje. Jed­nym z naj­bar­dziej do­kucz­li­wych pro­ble­mów było opra­co­wa­nie ład­nego ker­ningu w kur­sy­wie, tak oczy­wi­stego w pi­smach wiel­kich do­mów ty­po­gra­ficz­nych i w tak wielu kro­jach Mo­no­type. W Lu­dlow, Mid­dle­ton pró­bo­wał to obejść, przy po­mocy uko­śnych ma­tryc dla kur­sywy i spe­cjal­nych wier­szow­ni­ków. Po­dob­nie, jak w kur­sy­wach li­no­ty­po­wych, efekty były naj­czę­ściej mniej wdzięczne, niż w kur­sy­wach mo­no­ty­po­wych, nie­mniej Lu­dlow Ga­ra­mond za­li­cza się do naj­ład­niej­szych kur­syw wśród Ga­ra­mon­dów.
 Dwa inne kroje Lu­dlow, za­pro­jek­to­wa­nie przez Mid­dle­tona, rów­nież za­słu­gują na opi­sa­nie. Eu­se­bius nie jest tak bar­dzo znany, jak Cen­taur Bruce’a Ro­gersa, lecz nad­zwy­czaj do­brze wy­cięty i so­lid­niej­szy, niż Cen­taur w skła­dzie go­rą­cym. Ro­gers sam się wy­ra­ził, że Eu­ze­bius „jest wier­niej­szą re­pro­duk­cją li­ter Jen­son, niż Cen­taur”.
 Nie­któ­rzy twier­dzą, że Optima Her­manna Za­pfa była in­spi­ro­wana, za­pro­jek­to­wa­nym przez Mid­dle­tona w dwóch od­mia­nach, pi­smem Stel­lar, star­szym o trzy­dzie­ści lat. Stel­lar jest upo­śle­dzony przez brak kur­sywy i wy­raź­nie wy­czuwa się w nim lata trzy­dzie­ste, ale jego od­miana z sze­ry­fami skry­tymi [ang. flare-​serif] z pew­no­ścią mo­gła sta­no­wić wzór dla Optimy.
 Ale nie wszystko z Lu­dlow było ele­ganc­kie i ory­gi­nalne. Jak wszę­dzie w tam­tym okre­sie, w Lu­dlow ko­pio­wano, ina­czej tylko na­zy­wa­jąc, prace in­nych od­lewni. I tak Goudy Old­style pod­ro­biono, jako Lu­dlow 11, a Co­oper Black prze­mia­no­wano na Lu­dlow Black.
 Lu­dlowy zo­stały wy­parte przez ist­nie­jące sys­temy składu go­rą­cego, a więk­szość kro­jów wy­szła z uży­cia. Nie­które z nich zo­stały wskrze­szone, jak Ga­ra­mond, Eu­se­bius, Stel­lar, Ra­diant czy Ze­phyr — chyba ostatni krój wy­dany przez Lu­dlow w 1964 r. Nie­dawno Mi­chael Ha­rvey roz­bu­do­wał i po­now­nie wy­dał pi­smo Ze­phyr.
 Po­rzu­ci­łem skład czcion­kowy dla kom­pu­te­ro­wego pra­wie dwa­dzie­ścia lat temu. Nie żałuję tego. Ale po przej­ściu na eme­ry­turę — gdy­bym zna­lazł lu­dlowa w do­brym sta­nie, z do­brym ze­sta­wem ma­tryc na sprze­daż — z po­wro­tem za­kła­dam far­tuch i po­now­nie za­czy­nam pa­rzyć palce go­rą­cymi, świeżo od­la­nymi wier­szami.
 Ta ma­szyna zaj­muje spe­cjalne miej­sce w hi­sto­rii ame­ry­kań­skiej ty­po­gra­fii. Cie­szę się, że była rów­nież czę­ścią mo­jej praktyki.