Archiwa kategorii: książki

Książka na Nowy Rok

Miętolę właśnie «Typografię książki», jest przyjemna w dotyku. Wydawca wyposażył ją w gładką, całopapierową oprawę — w sam raz do miętolenia (kto zechce, może powalczyć o nią w konkursie!). Rolę obwoluty pełniła ładnie zaprojektowana banderola, ale ją zdjąłem, bo przeszkadzała. Czerwona okładka. Żadnych napisów poza czarnym drukiem na grzbiecie. Kapitałki czerwono-czarne. Dwie tasiemki — czerwona i czarna. Papier, co prawda, kremowy, ale legi szyte nicią czerwoną. Tekst główny wydrukowany na czarno, nagłówki czerwone. Przeczytałem w trzy dni, w czasie których towarzyszyła mi w większości sytuacji, a teraz patrzę na nią cały zapłakany.
 Nie żebym się wzruszył… szamię polską cebulę — polską, mówię! Tu właśnie kryje się podobieństwo. Cebula, gdy się odczuwa jakąś niemoc na zdrowiu, powinna być podstawowym pokarmem. Najlepsza nabita siarką, innymi słowy siarczysta, to znaczy ostra jak cholera. Co z tego, że śmierdzi? cebula przecież też człowiek.
 Mam taką teorię, że Mitchell postanowił napisać kompletny poradnik pracy nad książką, ale tak bardzo się rozpisał, że poległ. Zagonił więc do roboty Wightmannową i dzięki temu mamy «Typografię książki. Podręcznik projektanta».
 Jej wady nie są w stanie przeważyć zalet. Zawarty tu materiał tekstowy i ilustracyjny jest ogromny i dotyczy przeróżnych aspektów pracy: projektowych, marketingowych, organizacyjnych. Wszystkie pytania, które mogłyby kołatać się w głowie młodego projektanta, znajdują tu swoje odbicie. Autorzy pryncypialnie wyznaczają kompetencje typografa, ustawiając go w pozycji, mam wrażenie, zbyt niskiej w stosunku do redaktora, wydawcy czy drukarza. To bardzo angielskie podejście, podyktowane pewnie kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w branży, zachowawcze i raczej mi obce. Z drugiej strony zauważam zbyt dużą swobodę semantyczną i stylistyczną, bo np. zdanie, że „produkcja papieru zaczyna się od prasowania w arkusz masy włókien celulozowych” choć można, naginając dobrą wolę, uznać za prawdziwe, to sformułowano je tak nieszczęśliwie, że nie do końca wiadomo o co chodzi.
 Kłócą się tu różne, przenikające się style wypowiedzi: współautorów, tłumaczki i redaktorów, fachowca, który zjadł zęby i zielonego laika. Trochę mi taka niejednoznaczność przeszkadza, szczególnie w zakresie proponowanej terminologii, jednak tę książkę będę trzymał w pobliżu. Opisano ją w podtytule jako podręcznik i taka ma być jej główna funkcja: nauka składu książkowego dla osób, które chcą go zgłębić. Nie oznacza to jednak, że nie skorzysta z niej żaden stary wyga. Przyda się każdemu, bo przecież nie zawsze pamiętamy o wszystkim. Warto ją czasami otworzyć i poszukać choćby przykładu. To właśnie spojrzenie autorów na problemy projektowe nadaje tytułowi właściwe znaczenie i wartość. Bez wątpliwości należy więc ją nabyć.
 Jeszcze o formie. Zdziwiło mnie pytanie zadane w Usenecie, jako świadectwo swoistego braku książkowego obycia:

Zastanawia mnie tylko, dlaczego tytuł jest wyłącznie na grzbiecie. Reszta jest oczywiście na obwolucie, ale czy obwoluta przetrwa tyle czasu, ile cała książka?

Powiem krótko — to jest oldstyle, zawsze tak robiono książki. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Informacje wydawcy i zakupy d2d.pl
Tytuł oryginału: Book Typography. A Designer’s Manual
Autorzy: Michael Mitchell, Susan Wightmann
Przekład: Dorota Dziewońska
Redakcja: Robert Oleś (prowadzący)
ISBN 978‑83‑927308‑4‑2
d2d.pl, Kraków 2012
Format: 174×245 mm, 3+3, 436 stronic
Oprawa całopapierowa 1+0, banderola 3+0

Niepotrzebna książka

Po latach grzebania się wyłącznie w komputerach powróciłem do praktyki drukarskiej i niemal codziennie drukuję na pięciokolorowej maszynie offsetowej. Niezwykle angażujące, jako wtórny analfabeta potrzebuję trochę czasu, by odzyskać biegłość właściwą maszyniście offsetowemu — to mój pierwszy zawód — a potrzeba jej w najwyższym stopniu, bo czescy konstruktorzy budują maszyny nieco inaczej, niż np. niemieccy. Pozwalam sobie na tę dygresję tytułem usprawiedliwienia się z opieszałości w pisaniu, bo dziś chciałem pisać nie o zawodzie drukarza, a o zawodzie, którego doznałem w ostatnich dniach.
 Dostałem od Arctic Paper drugą z kolei książkę (o pierwszej pisałem kilka lat temu) pt. «Art Workshop. Przewodnik Munkena po papierze niepowlekanym», wydaną w języku polskim. Pierwsze wrażenie jest dobre. Teksty schludnie złożone ładnym krojem. Omawiane zagadnienia dobrze ilustrowane, dodatkowe ilustracje pomiędzy rozdziałami bardzo dobrze wydrukowane przy użyciu rastra stochastycznego, na siedmiu gatunkach papieru Munken, nie licząc okładki. Blok szyty czarną nicią, stylowa oprawa z odkrytym grzbietem. Swoją zewnętrzną formą oddziaływa na odbiorcę silnie pozytywnie.
 Tytuł podzielono na cztery rozdziały: «Papier», «Przygotowanie do druku», «Drukowanie», «Techniki wykończeniowe». Nieźle się zapowiada, a jednak tu właśnie dobre oddziaływanie się kończy. Po pierwsze, nie wiadomo kto poradnik napisał, w jakim języku, kto przetłumaczył, dokonał redakcji, korekty etc. Nie wiadomo, kogo obarczyć odpowiedzialnością za drewniany język publikacji, ogrom błędów ortograficznych i semantycznych. Bardzo mi przykro, ale forma tekstu jest skandaliczna. Być może sytuację ratuje zawartość merytoryczna… niestety, nie. To nie jest fachowa pozycja lecz lifestyle’owy poradnik dla początkujących, który może dać wiedzę jedynie do powąchania.
 W szkolnej skali ocen stawiam lufę z minusem. To niepotrzebna książka, jeśli ktoś pospieszył się z jej zakupem, może śmiało zażądać zwrotu pieniędzy.

Art Workshop, s. 36
«Art Workshop. Przewodnik Munkena po papierze niepowlekanym», s. 36

Tomku! Przeczytałem

Tomku!
Przeczytałem w końcu twoją pracę doktorską. Ha! Pamiętasz, jak ci mówiłem, że jeszcze jej nie przeczytałem? Odpowiedziałeś, że nie należysz do tych, co na takie sprawy zwracają uwagę — chciałeś w ten sposób skromnie wytłumaczyć, że nie oczekujesz poklasku — ja jednak muszę przywołać cię do porządku. Po co ją wydałeś? Żeby ją ludzie czytali! prawda?

O typografii, obwoluta

 Nie każdy ma tak dobrze uporządkowany pogląd na sprawy typografii, a jeśli ma, nie zawsze potrafi go tak jasno wyrazić, jak ty. Należałoby więc za jej pomocą zamieniać ciemniaków w światłych ludzi.
 Widzisz… gdybyś był księdzem, mógłbyś zadawać ją za pokutę, ale przecież nie możesz tak robić, bo jesteś tylko skromnym wykładowcą ASP, przyznasz jednak, że jest w tym porównaniu coś akuratnego. A czy przeczytali ją twoi studenci? Być może tego nie wiesz, a myślę że koniecznie powinieneś — Ktoś nie przeczytał? A dlaczego? A może się z jakąś myślą nie zgadza?
 Mnie na przykład twoje spojrzenie na typografię bardzo odpowiada, ponieważ, przynajmniej co do zasady, jest zgodne z moim. O szczegółach nie będę się tu rozpisywał, bo sam wiesz, że gadanie na sucho do niczego dobrego nie prowadzi. Ufam, że zdrowie pozwoli nam na niejedną jeszcze rozmowę o typografii. Czołem!

O typografii, s. 40–41

O typografii, okładka


Informacje wydawcy i zakupy: czystywarsztat.pl
Projekt graficzny i typograficzny, skład, łamanie: Tomasz Bierkowski
Redakcja: Paweł Sitkiewicz
Redaktor serii: Janusz Górski
Format bloku 145×205, 144 stronice
Oprawa twarda całopapierowa, obwoluta papierowa
Czysty Warsztat, Gdańsk 2008
ISBN 978‑83‑89945‑33‑4