Archiwa kategorii: logo / corporate identity

Logo, logo…

1.
Tylko do końca czerwca można zgłaszać swoje prace do Drugiej Ogólnopolskiej Wystawy Znaków Graficznych. Kuratorzy tego wyjątkowego przedsięwzięcia, Patryk Hardziej i Rene Wawrzkiewicz, nawiązują do Ogólnopolskiej Wystawy Znaków Graficznych, która miała miejsce w 1969 roku — powtarzają ją i aktualizują. Obok dzieł starych mistrzów (jak Leon Urbański czy Karol Śliwka) do wystawy dopuszczone zostaną najlepsze znaki zaprojektowane w latach 2000—2015. Dla projektantów to niepowtarzalna okazja do autoweryfikacji — kto zostanie dopuszczony, będzie mógł uważać się za mistrza. Wystawę zaprezentują instytucje:
— Centrum Designu Gdynia (4.09.2015—23.10.2015)
— Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (13.11.2015—31.12.2015)
— Galeria Dizajn BWA Wrocław (marzec—kwiecień 2016)

Strona www / zasady / zgłaszanie projektów


2.
W podobnym klimacie wystartował projekt Patryka Jankuna pt. Bloc Logos, który zakłada publikację w formie albumowej logo zaprojektowanych w państwach tzw. bloku wschodniego. Autor zbiera pieniądze na realizację za pomocą serwisu Kickstarter. Pierwsza antologia ma objąć znaki zaprojektowane w Polsce. Losy projektu na razie nie są pewne — Kickstarter informuje, że trwa spór o prawa własności intelektualnej.

Prawo własności przemysłowej w tym wypadku nie ma zastosowania, natomiast ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych zezwala na publikację w takiej formie przy zachowaniu określonych warunków:

Art. 29. 1.Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.
2.Wolno w celach dydaktycznych i naukowych zamieszczać rozpowszechnione drobne utwory lub fragmenty większych utworów w podręcznikach i wypisach.
21Wolno w celach dydaktycznych i naukowych zamieszczać rozpowszechnione drobne utwory lub fragmenty większych utworów w antologiach.
3.W przypadkach, o których mowa w ust. 2 i 21, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.

Oczywiście, trudno będzie pomysłodawcy przezwyciężyć opór amerykańskiego serwisu crowdfundingowego, dlatego sugerowałbym przeniesienie projektu do polskiego lub azjatyckiego odpowiednika.

Strona www / Kickstarter

Nie ma dzieci

Po raz kolejny zasiadam do pisania niniejszego artykułu, może teraz uda mi się zebrać skołatane myśli. W telewizorze oglądam «Ogniem i mieczem» i muszę wyznać, że rok 2012 jest to dziwny rok, w którym rozmaite znaki publikowane przez instytucje państwowe i samorządowe, zwiastują niechybną kompromitację tychże instytucji, przedsięwzięć i projektantów. Rok ten ogłoszono Rokiem Korczaka. W styczniu Rzecznik Praw Dziecka, koordynujący działania korczakowskie, zaprezentował poniższe „logo”.
stare logo, wycofane

O fakcie poinformował Andrzej Ludwik Włoszczyński na Facebooku. Zareagowałem impulsywnie, w kilka chwil wysyłając pocztą elektroniczną oficjalny protest do rzecznika, a niedługo potem publikując jego treść w komentarzu do wspomnianej informacji.

Sz. Pan Marek Michalak
Rzecznik Praw Dziecka
ul. Przemysłowa 30/32
00-450 Warszawa

Szanowny Panie!
Logo Roku Janusza Korczaka, które dziś dostrzegłem na stronie internetowej reprezentowanej przez Pana instytucji, to kpina z Korczakowej myśli i przyczynek do kompromitacji nie tylko w granicach naszego kraju. Jako zawodowy projektant, wzywam Pana do usunięcia tej graficznej niedoróbki i dopełnienia starań o uzyskanie prawdziwego logo — wykonanego przez prawdziwego projektanta, nie przynoszącego wstydu, estetycznego itp.

Z wyrazami oburzenia
Rafał S. Świątek
[pod nazwiskiem wszelkie dane kontaktowe]

Andrzej Włoszczyński odpowiedział notatką na swoim blogu, a ja pozwoliłem sobie jeszcze na komentarz pod jedną z wersji przedstawionych na fejsbukowej stronie Roku Korczaka. I tutaj zaczęła się jatka. Protest w krótkim czasie przybrał na liczebności i sile tak bardzo, że rzecznik podjął decyzję o zmianie znaku.

Nowe logo, wariant

Nowy zaprojektował Janusz Górski, profesor gdańskiej ASP, szef Pracowni i Czystego warsztatu. Przyznaję, rzecznik nie może ponosić odpowiedzialności za kiepski znak, zaprojektowany wszak przez profesora dizajnu — ale profesorze, ten znak jest kompromitacją! — jednak nie o to mi chodzi. Chciałbym wrócić do sedna i przytoczyć najważniejsze argumenty strony deprecjonującej protest.
 1. De gustibus non est disputandum [administrator strony na Facebooku].
 2. Jeśli napisałeś list do Rzecznika, wypadało spokojnie poczekać na odpowiedź, a nie robić burzę [Dorota Zawadzka].
 3. Dzieciakom to logo się podobało [Idem].
 4. Myślę, że [chodzi] o zawiść „profesjonalistów” [Jan Orgelbrand].
 Nie na wszystkie potrafię odpowiedzieć, ograniczę się więc tylko do drugiego — list do rzecznika wysłałem 16 stycznia, odpowiedzi nie dostałem do dzisiaj. W tej sytuacji wątpię w kompetencje Marka Michalaka, urzędującego Rzecznika Praw Dziecka — powstrzymując się od odpowiedzi złamał prawo.
 Jest jeszcze jeden problem, którego rzecznik do dziś nie podjął. Chodzi o autorskie prawa majątkowe do dzieł Korczaka. Polskie prawo przedłuża ochronę na okres siedemdziesięciu lat po śmierci (a w szczególnych przypadkach — pierwszej publikacji), który to okres liczy się od 1 stycznia następującego po śmierci twórcy. Janusz Korczak zginął bohaterską śmiercią w Treblince w 1942 roku. Oznacza to, że zgodnie z ustawą od 1 stycznia 2013 roku ustaje ochrona prawno-autorska wszystkich jego dzieł w zakresie praw majątkowych. Przekładając na prostszy język, będzie można rozpowszechniać jego dzieła bez pytania się kogokolwiek o zgodę, ani konieczności opłat licencyjnych.
 Obecnie prawami majątkowymi do Korczaka zarządza Instytut Książki, którego przedstawiciele twierdzą, że ochrona będzie trwać do końca 2016 roku. Powołują się na orzeczenie sądu z czasów kiedy nie znano daty śmieci Korczaka, wobec czego potraktowano go jako zaginionego i przyjęto że zmarł w rok i jeden dzień po wojnie (9 maja 1946). Dziś ta argumentacja została już podważona, jednak Instytut Książki i reprezentująca go kancelaria prawna stoją na stanowisku, że nie — proszę płacić!
 Rzecznik — jak trybun ludowy — sprzeciwiając się tej sytuacji, miałby szansę nadać obchodom jakąś nutę niebanalności, a spodziewam się, że mógłby zdziałać o wiele więcej. Z drugiej strony Instytut Książki wyraził gotowość sfinansowania projektu popularyzującego Korczakowe idee kwotą 56 tys. złotych netto — nie należy kąsać darczyńców. Jednak Instytut Książki, który jedną ręką mało daje, drugą dużo zbiera — sprzedaje licencje na lewo i prawo na okres wykraczający poza czas ochrony praw majątkowych. Czy to w porządku? Nie, to jest zawłaszczenie publicznego dobra i nadużycie względem nieświadomych licencjobiorców, wśród których są również zagraniczni wydawcy. Brawo! Doić frajerów!

Czy z tego wszystkiego możemy wyciągnąć jakąś naukę? Oczywiście. Na przykład taką, że osoby podejmujące decyzje w naszym imieniu mogą dokonać złego wyboru. Albo, że można je skutecznie dyscyplinować przy pomocy publicznej perswazji. Albo wiele innych wniosków — śmiało, sapere aude!
 Przy okazji sporu o Korczaka ciekawe stanowisko wyraża Koalicja Otwartej Edukacji: utwory, do których prawa majątkowe znalazły się we władaniu państwa, powinno się natychmiast uwalniać do domeny publicznej. Jestem tego samego zdania.

Więcej
Gorąca dyskusja na Facebooku  ponad 150 mniej lub bardziej merytorycznych i pełnych emocji wypowiedzi
Kpina z Korczaka  Andrzej Ludwik Włoszczyński
Kontrowersyjny logotyp Roku Korczaka  Gazeta Wyborcza
Instytut Książki odbiera nam Janusza Korczaka  Koalicja Otwartej Edukacji
Batalia o Króla Maciusia  Rzeczpospolita

Być albo nie być?!

Pytanie Hamleta nasuwa mi się mimowolnie, gdy czytam i przeglądam książkę. W rzeczywistości to nie pytanie Hamleta, lecz moje. Nie miałem okazji zapoznać się z poprzednimi polskimi edycjami dzieła Adriana Frutigera „Człowiek i jego znaki”. Chyba dlatego jestem tak bardzo oszołomiony. Mówili mi, że to książka o typografii, dizajnie, bardzo ważna i ciekawa, że trzeba ją przeczytać… To wszystko prawda. Jednak autor nie udziela wskazówek dotyczących projektowania. On daje lekcję o człowieku. Wewnątrz znajdziemy dokładnie to, co zapowiada tytuł — jakże intrygujący tytuł — obszerne wprowadzenie do antropologii i filozofii dizajnu, sformułowane w taki sposób, że chciałoby się czytać i czytać… Trzeba przecież jeść, spać, pracować, ale pomiędzy tymi wszystkimi niezbędnymi czynnościami jak nie chłonąć Frutigera? Zajrzyjmy więc do środka:

Człowiek nie byłby w stanie ogarnąć myślą otaczającej go rzeczywistości, gdyby sam nie poczuł się umieszczony w jej środku. Próbował ustalić swoje położenie względem powierzchni ziemi i sklepienia nieba, a także dzielić przestrzeń. Droga, którą słońce przemierza w dzień, jest łukiem wstępującym ku górze i zstępującym w linię horyzontu. Z obserwacji gwiazd powstało pojęcie kierunku na niebie.
 W pewnym momencie zaczęto dostrzegać istnienie stałej pionowej osi opierającej się na północnej Gwieździe Polarnej. Poznawanie przestrzeni umożliwiało świadomy jej podział, oparty na znaku krzyża, który stał się dla człowieka podstawową pomocą w wyznaczaniu kierunków i orientacji. Dzięki temu ustaleniu nasi przodkowie mogli rozróżnić górę i dół, lewo i prawo. Doprowadziło to do pełnego zrozumienia przestrzeni i stało się bazą dla wszelkich rozmyślań. [s. 214]

 Czyż nie można się poczuć umieszczonym w centrum tej książki? Dla kogo została ona stworzona? Czy Adrian Frutiger, Horst Heiderhoff, Czesława Tomaszewska, Andrzej Tomaszewski, Magdalena Kędzierska, Robert Oleś, Zuzanna Szatanik, Małgorzata Uzarowicz i kilkanaście innych osób zostali stworzeni po to, by ją wydać? czy też na odwrót? A jeśli wcale nie zaistnieli dla książki, a ona dla nich? Może właściwymi odbiorcami są ci, którzy jej nigdy nie przeczytają, ale za to otrzymają lepszy dizajn, stworzony przez obcujących z nią czytelników? Czy jej forma istnieje dla treści, albo treść dla formy?
 Wydaje się tak zwykła i lekka, a przecież ma swoją wagę i wygląd. Lekko kremowy papier, zadrukowany granatem i czernią, przeszyty czerwoną nicią, oklejony czerwonym kartonem z tłoczeniami, ukrytym pod białą obwolutą, na której oprócz tytułu znajdują się jakieś dziwne symbole, magnetyzuje ręce i oczy. Adrian Futiger: „Człowiek i jego znaki”.

Informacje wydawcy i zakupy d2d.pl
Tytuł oryginału: Der Mensch und seine Zeichen: Schriften Symbole, Signete, Signale
Autor: Adrian Frutiger, współpraca: Horst Heiderhoff
Przekład: Czesława Tomaszewska
Wstęp: Andrzej Tomaszewski
Projekt: Robert Oleś
ISBN 978‑83‑927308‑3‑5
d2d.pl, Kraków 2010
Format: 165×240 mm, 2+2, 296 stron
Papier: Alto 100 g/​m2, vol. 1,5
Oprawa broszurowa, szyto-klejona, Scolex 300 g/​m2, 1+0, tłoczenie
Obwoluta: Alto 130 g/​m2, 2+0, lakier olejowy