język | Typografia po polsku

Archiwum kategorii „język”

Analfabetyzm, jakież to dizajnerskie!

4 września 2009

Coraz czę­ściej na­po­tykam, w in­ter­netowych wy­powiedziach osób zaj­mujących się projek­towaniem, różne językowe śmieci. Ostat­nio zwaliły mnie z nóg słówka: owystyli. Wy­daje się że owy, to próba po­łączenia rosyj­skiej wer­sji оный [onyj] z żeń­ską formą owa. Prawidłowo po­winno być ów. Jeśli chodzi o drugie — do­peł­niacz liczby mnogiej słowa styl przy­biera formę stylów.
 Za­chodzę w głowę, skąd w dzisiej­szych czasach biorą się takie błędy? Prze­cież każde oprogramowanie, wy­korzystywane do pracy z tek­stem jest wy­posażone w słow­nik do spraw­dzania pisowni — skoro na­wet w tej chwili oba błędne słówka mam pod­kreślone na czer­wono, to ich upar­tego stosowania nie da się usprawiedliwić nie­wiedzą. Lek­ceważenie swoich czytel­ników, nie­dbal­stwo czy głupota?
 Od jakiegoś czasu leży mi na wątrobie słow­nik języka pol­skiego, który do­łączany do programów łamiących, spraw­dzałby pisow­nię (lepiej, niż po­wszech­nie używane) oraz dzielenie wy­razów. Dzielenie wy­razów to bolączka więk­szo­ści współ­czesnych publikacji, rów­nież niniej­szego blogu. Za­zwyczaj realizuje się wy­łącz­nie fonetyczne — zgod­nie z sylabami — za­miast przede wszyst­kim mor­fologiczne — we­dług po­działów znaczeniowych.
 Jan Tschichold w swoich za­leceniach do­pusz­czał zlek­ceważenie za­sad dzielenia, aby utrzymać szarość kolumny — w wąskim łamie można do­pu­ścić dzielenie fonetyczne lub na­wet złamać to kryterium i dzielić nie­prawidłowo — jed­nak w więk­szo­ści książ­kowych akapitów nie za­chodzi taka po­trzeba. Ze smut­kiem ob­ser­wuję, że wiedza na temat dzielenia wy­razów jest dzisiaj trochę przy­kurzona. Czy rzeczywi­ście jej po­trzebujemy i chcemy z niej korzystać? Gdy ob­ser­wuję mnogość błędów or­tograficz­nych, flek­syj­nych czy pol­skie tek­sty bez znaków diakrytycz­nych, to drżę. Nie wiem, czy warto po­dej­mować wy­siłek stworzenia kolej­nego słow­nika, który na­wet gdy okaże się do­bry, za­pewne po­zostanie taki sam dla siebie.
 Wielu łamaczy, składaczy, projek­tan­tów jest za­prawdę nieomyl­nych. Ich nie­pod­ważalna wiedza wy­star­cza, po co słow­nik? Nie­stety, gdy ujaw­nia się ich anal­fabetyzm, nie wszyscy wiedzą kiedy się za­śmiać — jakież to dizajnerskie!

Brzęczyszczykiewicz

14 marca 2009

Nie­dawno od­wiedziłem pewną firmę, która przyjęła na­zwę od na­zwiska za­łożyciela. Istotą jej działal­no­ści jest bez­pośredni kon­takt z za­moż­nym klien­tem, dlatego wła­ściciele zain­westowali w bar­dzo eleganc­kie biuro. Kamień, drewno i szkło. I właśnie szkło stało się nośnikiem kon­tro­wer­sji.
 Pięk­nie wy­piaskowany na drzwiach logotyp, ale po­zbawiony jedynego pol­skiego ak­centu — kreseczki w literze „ó”. Okazało się, że celowo, bo „to wer­sja an­giel­ska”. Nie bar­dzo wiedziałem jak za­reagować, więc ograniczyłem się do „Aha…”, wy­powiedzianego z głębokim zro­zumieniem.
 Po kilku dniach stwier­dzam jed­nak, że nie ro­zumiem. Próbowałem z Brzęczysz­czykiewiczem i z własnym na­zwiskiem. Ni w ząb, po takiej kastracji nie wy­chodzi mi wer­sja an­giel­ska. Jak by to na­leżało wy­mawiać? W obawie, że nie jestem wy­star­czająco światowy, zwróciłem oko na kilka znanych bran­dów: Jäger­meister, Depor­tivo La Coruña, Citroën… I co? Uspokoiłem się.

Get the Flash Player to see this player.