Psałterz z Faddan More

W ostatnim tygodniu służby prasowe National Museum of Ireland wydały komunikat, który elektryzuje całą Europę. Nośnikiem emocji jest książka znaleziona na bagnach — Psałterz z Faddan More.
The Faddan More Psalter
 Dwudziestego lipca 2006 r. Eddie Fogarty, nikomu nieznany operator koparki, dokonał odkrycia, które zaparło dech w piersiach naukowców Irlandii, ale — mimo całej swej doniosłości — nie budziło szerszego zainteresowania poza jej granicami. Dlaczego więc dziś psałterz porusza naukowców z całego świata?
The Faddan More Psalter
 Manuskrypt powstał około VIII w. Zawiera psalmy zapisane po łacinie. Znaleziono go w torfowiskach. To byłaby bardzo ciekawa historia — skąd tam się wziął? Wypadł komuś podczas podróży? Został celowo porzucony? W momencie wydobycia go z mokrego torfowiska pewna nie była ani przeszłość księgi, ani jej przyszłość. Po kilku latach rekonstrukcji, badań i różnych starań dowiadujemy się coraz więcej. Badacze z dużym przekonaniem wskazują na powiązania mnichów irlandzkiego skryptorium z mnichami koptyjskimi (na terenach dzisiejszego Egiptu).
 Bez cienia przesady można wnioskować, że Irlandia była w tym czasie międzynarodowym centrum kulturalnym. W kontekście właśnie rozpoczynającej się w Dublinie konferencji ATypI to odkrycie nabiera cech bardzo doniosłego symbolu. Bo to właśnie pismo było i jest nośnikiem kultury.
 W przyszłym roku planowana jest wystawa tego zabytku, ale już dziś możemy obejrzeć kilka zdjęć.

The Faddan More Psalter

The Faddan More Psalter

The Faddan More Psalter

The Faddan More Psalter


Źródło: National Museum of Ireland
Treasure from the Bog
The Faddan More Psalter

Najniższa stawka

Autor, redaktor, redaktor techniczny, łamacz, korektor, drukarz, introligator, księgarz — tyle osób pracuje nad książką, zanim dotrze ona do czytelnika. Po drodze może być jeszcze tłumacz, ilustrator, fotograf i kilku innych profesjonalistów. Jeśli każdy z nich dobrze wykona swoją robotę, na półce stanie dobra książka.
 Autor pisze bzdety, bo tego podobno chce czytelnik, a na pewno wydawca. Redaktor ze wstydu poprawia pod pseudonimem, a w pośpiechu czyta co drugą stronę. Techniczny został zwolniony, bo przecież nie był potrzebny. Książki nie trzeba projektować — wystarczy ją złamać, zajmie się tym student informatyki. Łamanie zresztą nie jest trudne, wystarczy wlać tekst w ramki i zrobić z tego pedeefa. Korektorka, studentka polonistyki, znajduje błędy ortograficzne na co drugiej stronie, innymi się nie przejmuje, a prawdopodobnie nawet o nich nie wie. Drukarz, poganiany przez szefa, spieszy się jak tylko może — paginacja się nie zgadza? jak przygotowali, tak będą mieli! W introligatorni okazuje się, że nie można dobrze oprawić, bo źle wydrukowano, ale to nie wina introligatora, więc oprawia. Księgarz dostaje gotową książkę w dwóch egzemplarzach, z nieokreślonym terminem płatności i prawem zwrotu.
 Nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Czy to dlatego zamiast książek mamy tyle makulatury? Skąd w przemyśle wydawniczym tak wielu niekompetentnych ludzi? Ano z łapanki. Kto będzie pracował za 1/3 pensji? Nowicjusz albo desperat.
 Już od wielu lat nie istnieją etaty, bez których kiedyś nie wyobrażano sobie procesu wydawniczego. W wydawnictwach książkowych redaktor techniczny jest jak dinozaur. A czy ktoś widział w ciągu ostatnich dziesięciu lat rewizorkę? Była pracownikiem drukarni i to właśnie ona ostatecznie zatwierdzała do druku. Wyłapywała wszelkie błędy. Trafiał do niej każdy przyrządowy arkusz. Uważnie czytała, szukając błędów ortograficznych, sprawdzała jakość druku, prawidłowość montażu, porównywała z makietą, kreśliła przy pomocy linijki, mierzyła. Bywało, że zrzucała robotę z maszyny.
 Dziś widać jeszcze jedną tendencję — do łączenia etatów. Od korektora wymaga się również redakcji. Redaktor staje się tłumaczem. Łamacz książki jest często jej projektantem i tak dalej. Czasami powodem jest konieczność, czasami ambicja, a czasami chciwość. Nie wątpię, że są utalentowane osoby, zdolne dużą część procesu wydawniczego zrealizować samodzielnie, ale często się okazuje, że… nie da rady. Lepiej postawić na koniach.

bookmaker