2009 Luty | Typografia po polsku

Archiwum miesiąca Luty 2009

Typografia typowej książki”

17 lutego 2009  [Instapaper Text] [Readability]

Książka, którą każdy ty­po­graf, pra­cu­jący w ję­zyku pol­skim, musi znać. Kiedyś po­ka­załem ją ko­rek­torce. Otwo­rzyła gdzieś po­środku i za­częła głośno czytać: „wy­razów z koń­cówką –ąc…” — skrzy­wiła się, mó­wiąc: „Zając?”. Nie jest po­zba­wiona błędów, mimo to bez końca do­dru­ko­wy­wana i w cią­głej sprze­daży do dzi­siaj. Ale czy książka, wy­dana przez He­lion w 2001 roku, może po­zo­stać wiecznie młoda? Nie.
 Ro­bert Chwa­łowski — jej autor — pra­cuje nad drugą edycją. Mówi, że „jak Bóg da i partia po­zwoli” bę­dzie go­towe za pół roku (sam ba­bram się w książ­kach i wiem, że równie do­brze może być za pół­tora). Zmiany względem pierw­szego wy­dania — a wła­ściwie po­przed­niej wersji — to: po­sze­rzona treść, zi­lu­stro­wanie każdej za­sady przy­kładem, nowy pro­jekt ty­po­gra­ficzny no i (co wy­nika z po­wyż­szych) większa ob­ję­tość. To już nie bro­szurka, tylko praw­dziwa książka pełną gębą!
 Naj­bar­dziej mnie cieszy wia­do­mość, że bę­dzie nowy pro­jekt. Nowy środek, nowa okładka — już nie trzeba bę­dzie tłu­ma­czyć zna­jomym, że to na­prawdę dobra rzecz. Mogę nawet pu­blicznie obiecać, że jeśli okładka bę­dzie po­rządna, to chętnie książkę kupię.

Jutro rozdanie nagród

7 lutego 2009  [Instapaper Text] [Readability]

Już jutro mu­zyczne oskary, czyli do­roczne roz­danie na­gród ame­ry­kań­skiego prze­mysłu mu­zycz­nego — Grammy (już po raz pięć­dzie­siąty pierwszy). Ju­trzejszą galę po­prze­dzono kam­panią „Music Makes Us”, przy­go­to­waną przez TBWA\Chiat\Day. Znowu la­ta­jące li­tery, ale jakże efek­towne! Jak dla mnie git. Prze­pra­szam — fun.





Do­dat­kowe in­for­macje
Grammy | Da­tasky | Youtube
Re­ali­zacja
TBWA\Chiat\Day

Przychodzi baba do drukarza Odcinek 2

4 lutego 2009  [Instapaper Text] [Readability]


 — Dzień dobry Panie Me­tram­paż! Jak tam po u­rlo­pie?
 — A dzię­ku­ję, dzię­ku­ję. Ro­dzi­ny się tro­chę zje­cha­ło, trze­ba było świę­to­wać. A pęp­kó­wecz­ka jest.
 — Po­szedł pan sobie, a ja bez szty­le­tu mu­sia­łem czte­ry szes­nast­ki po­pra­wiać: ko­lum­na za ko­lum­ną!
 — O prze­pra­szam. Za­po­mniałem i w kie­szeni po­niosłem. To e­mo­cje. Wie pan, Panie Dru­karz, pierw­szy wnuk raz w życiu się rodzi.
 — Dobra, już sobie po­ra­dzi­łem — gdzie szklan­ki! — a wie pan, że Baba była?
 — Znowu?
 — Rozle­waj pan, wszyst­ko panu o­powiem.

 — Ko­rek­ta, jak mam zro­bić ko­rek­tę? Gdzie on to scho­wał?…
 — Dzień dobry Panie Dru­karzu!
 — O!… Dzień dobry. A ja­kież to złe wia­try znów ją przy­wia­ły?
 — Tam od razu wia­try, prze­pro­sić się przy­szłam… bo pan to chyba tro­chę umie, a ja muszę mieć ten pla­kat na jutro. No to prze­pra­szam, tro­chę się u­nio­słam.
 — Dobrze. To niech po­cze­ka tutaj, muszę coś do­koń­czyć na za­ple­czu. [pod nosem] Gdzie on po­chował wszyst­kie szty­le­ty? Chyba ją trze­ba bę­dzie roz­wa­lić… No dobra, po­ra­dzę sobie klu­czem. [gło­śno] Jesz­cze mo­ment!
 — Panie Dru­ka­rzu! [blada] Niech pan się tak nie śpie­szy!… Przyj­dę innym razem. Do wi­dze­nia!