„Typografia typowej książki”

Książka, którą każdy typograf, pracujący w języku polskim, musi znać. Kiedyś pokazałem ją korektorce. Otworzyła gdzieś pośrodku i zaczęła głośno czytać: „wyrazów z końcówką -ąc…” — skrzywiła się, mówiąc: „Zając?”. Nie jest pozbawiona błędów, mimo to bez końca dodrukowywana i w ciągłej sprzedaży do dzisiaj. Ale czy książka, wydana przez Helion w 2001 roku, może pozostać wiecznie młoda? Nie.
 Robert Chwałowski — jej autor — pracuje nad drugą edycją. Mówi, że „jak Bóg da i partia pozwoli” będzie gotowe za pół roku (sam babram się w książkach i wiem, że równie dobrze może być za półtora). Zmiany względem pierwszego wydania — a właściwie poprzedniej wersji — to: poszerzona treść, zilustrowanie każdej zasady przykładem, nowy projekt typograficzny no i (co wynika z powyższych) większa objętość. To już nie broszurka, tylko prawdziwa książka pełną gębą!
 Najbardziej mnie cieszy wiadomość, że będzie nowy projekt. Nowy środek, nowa okładka — już nie trzeba będzie tłumaczyć znajomym, że to naprawdę dobra rzecz. Mogę nawet publicznie obiecać, że jeśli okładka będzie porządna, to chętnie książkę kupię.

Jutro rozdanie nagród

Już jutro muzyczne oskary, czyli doroczne rozdanie nagród amerykańskiego przemysłu muzycznego — Grammy (już po raz pięćdziesiąty pierwszy). Jutrzejszą galę poprzedzono kampanią „Music Makes Us”, przygotowaną przez TBWAChiatDay. Znowu latające litery, ale jakże efektowne! Jak dla mnie git. Przepraszam — fun.


Dodatkowe informacje
Grammy | Datasky | Youtube
Realizacja
TBWAChiatDay

Przychodzi baba do drukarza  Odcinek 2

 — Dzień dobry Panie Me­tram­paż! Jak tam po u­rlo­pie?
 — A dzię­ku­ję, dzię­ku­ję. Ro­dzi­ny się tro­chę zje­cha­ło, trze­ba było świę­to­wać. A pęp­kó­wecz­ka jest.
 — Po­szedł pan sobie, a ja bez szty­le­tu mu­sia­łem czte­ry szes­nast­ki po­pra­wiać: ko­lum­na za ko­lum­ną!
 — O prze­pra­szam. Za­po­mniałem i w kie­szeni po­niosłem. To e­mo­cje. Wie pan, Panie Dru­karz, pierw­szy wnuk raz w życiu się rodzi.
 — Dobra, już sobie po­ra­dzi­łem — gdzie szklan­ki! — a wie pan, że Baba była?
 — Znowu?
 — Rozle­waj pan, wszyst­ko panu o­powiem.

 — Ko­rek­ta, jak mam zro­bić ko­rek­tę? Gdzie on to scho­wał?…
 — Dzień dobry Panie Dru­karzu!
 — O!… Dzień dobry. A ja­kież to złe wia­try znów ją przy­wia­ły?
 — Tam od razu wia­try, prze­pro­sić się przy­szłam… bo pan to chyba tro­chę umie, a ja muszę mieć ten pla­kat na jutro. No to prze­pra­szam, tro­chę się u­nio­słam.
 — Dobrze. To niech po­cze­ka tutaj, muszę coś do­koń­czyć na za­ple­czu. [pod nosem] Gdzie on po­chował wszyst­kie szty­le­ty? Chyba ją trze­ba bę­dzie roz­wa­lić… No dobra, po­ra­dzę sobie klu­czem. [gło­śno] Jesz­cze mo­ment!
 — Panie Dru­ka­rzu! [blada] Niech pan się tak nie śpie­szy!… Przyj­dę innym razem. Do wi­dze­nia!