Nowomoda

Obserwuję od jakiegoś czasu „nowy” trend w reklamie — animowane napisy. Trend, oczywiście, wcale nie jest nowy i przyszedł do nas z zagranicy. Po kampanii Interii, o której pisał Dominik Koza, zaczynają się pojawiać kolejne spoty przygotowane w podobnym stylu. Czy w 2009 roku marketerzy zasypią nas skaczącymi literkami? Mam nadzieję, że nie. Załączam jedną z reklam Interii i komentarz.

 Po obejrzeniu całej serii (link pod tekstem) wnioskuję, że ciągle jeszcze rządzi tandeta :-/ Nie chcę za wiele ujmować autorom spotów, ale jakieś to wszystko miałkie… Dla kontrastu coś o wiele ładniejszego, zrobione ze smakiem i co tu dużo gadać — sam talent.


Linki do Youtube
in­te­ria2008 | proptrzyr

W hołdzie Andrzejowi

Andrzej Tomaszewski — mistrz książki, pisma i słowa — otrzymał właśnie piękny prezent od przyjaciół: www na swój temat. Niewiele dziś okazji do obcowania ze sztuką wysokich lotów. Ta strona dostarcza nie tylko informację (która z czasem będzie poszerzana i uzupełniana) lecz przede wszystkim zachwyca i onieśmiela, stawiając widza wobec geniuszu geniusza, obranego za temat.
 Świetny projekt Małgorzaty Dubowiak doskonale skrywa się w cieniu kogoś, kto wśród polskich twórców książek jest najważniejszy.

Adres strony www.andrzejtomaszewski.pl

Przychodzi baba do drukarza  Odcinek 1

 — Cześć. Je­stem Baba.
 — Dzień dobry. W czym mogę pani pomóc?
 — Nie je­stem żadna pani, tylko Baba. My­śla­łam, że się na­pi­je­my kawy, za­przy­jaź­ni­my…
 — Nie piję w pracy kawy i pro­szę mi nie sia­dać na stole! Czego sobie życzy, bo nie mam czasu? Me­tram­paż czeka.
 — Ale… ależ… prze­cież ja je­stem art­di­rec­to­rem w a­gen­cji sie­cio­wej!… pro­jek­tan­tem!… ty­po­gra­fem!… A pan, to kto? le­d­wie jakiś dru­karz?!
 — Nie „jakiś dru­karz”, tylko Pan Dru­karz! i jak już, to ja je­stem ty­po­gra­fem. Czy cho­ciaż wie, co to czcion­ka?
 — No prze­cież! Pan, Panie Dru­karz, to bez­czel­ny jest! Ch­cia­łam tu zło­żyć zle­cenie na pla­kat, ale widzę, że się nie po­lu­bi­my. Niech pan się zaj­mie le­piej ro­bie­niem me­tram­pażu. Do wi­dze­nia! [łup drzwia­mi]

 — Eh, Panie Me­tram­paż, ko­niec świa­ta… Przy­cho­dzi tu Baba, przed­sta­wia się ja­kimś ak­to­rem, pro­jek­tan­tem i ty­po­gra­fem! a nawet nie wie, kto to me­tram­paż. Ko­niec świa­ta…
 — Nie ma lekko, Panie Dru­karz, wy­gryzą nas z za­wo­du — psia mać — pro­jek­tan­ci-dy­le­tan­ci. Ale co tam bę­dzie­my na­rze­kać, w pracy prze­cież je­ste­śmy.
 — Ano racja. No to na zdro­wie, pod tego wnuka.
 — Na zdro­wie! Niech wy­ro­śnie z niego mądry czło­wiek.
 — O tak… najle­piej ty­po­graf.
 — Mam jesz­cze tro­chę szpalt do po­ła­mania, co to je Ziu­tek wczo­raj wy­skła­dał na li­no­ty­pie. A Ziu­tek na e­mery­tu­rę idzie od przy­szłe­go ty­go­dnia, chyba sami bę­dzie­my skła­dać.
 — Damy radę, Panie Me­tram­paż, gor­sze czasy były. No!… to na drugą nogę, co by nie kulać, i do ro­boty.